"Pod wodą" - Catherine Steadman



„Bywa, że we właściwym czasie właściwi ludzie stają się obecni w naszym życiu. Niewłaściwi też. Czasami trudno ich odróżnić”
Debiut literacki aktorki, którą widziałam w serialu Downton Abbey, jej gra była rewelacyjna, w realistyczny sposób oddała nieustępliwość postaci. To skłoniło mnie do sięgnięcia po książkę „Pod wodą”

Pisana z perspektywy młodej dziennikarki, która właśnie rozpoczyna pierwszy duży projekt zawodowy i życie u boku ukochanego męża. Podróż poślubna na rajskiej wyspie Bora-Bora przynosi im niespotykaną niespodziankę. Ta niespodzianka przysporzy im jednak więcej kłopotów niż korzyści. Chociaż zależy jak na to spojrzeć.

Dwoje młodych londyńczyków, ona kręci filmy dokumentalne i właśnie pracuje nad projektem o więźniach wychodzących na wolność. On bankier, który niespodziewanie staje się bezrobotny i ciężko znosi ten fakt. Utrata pracy i rozpoczęcie zdjęć do filmu zbiega się w czasie z ich ślubem. Mimo że z powodów finansowych skracają czas podróży poślubnej, zdąży ona zmienić całkowicie ich relacje, ich życie i przyszłość.

Autorka pisze bez przesady. Nie funduje nam niepotrzebnych opisów miejsc, całych akapitów o pogodzie. Skupia się na najważniejszych kwestiach, na przykład – bohaterka jest sama w słonecznym salonie i czeka na ważny telefon – tyle wystarczy, by wprowadzić nas w sytuację, by umieścić nas również w tym salonie. Dzięki temu nie rozpraszamy się, ciągle jesteśmy skupieni wręcz napięci jak struna. Jednakże ten styl pisania ma też swoje minusy, o tym za chwilę.
„[…] pamiętaj, że każdy z nas traci to, co najbardziej kocha, ale nie wolno mu zapominać, jakim był szczęściarzem, że w ogóle to miał”
Od pierwszych stron, a nawet od pierwszych słów, dziwna aura otacza czytelnika. Gęsta, przytłaczająca atmosfera, nie wiem czy to za sprawą sceny otwarcia, czy po prostu mnóstwa niedopowiedzeń, wrażenia, że stało się coś okropnego, mrocznego, ale tak naprawdę nie wiadomo, czego się spodziewać. Atmosfera jest mętna, jakbyśmy byli pod wodą, niby jest przejrzysta i idealna do nurkowania, ale jednak mamy świadomość, że może zabraknąć nam tlenu.

Tekst jest mało urozmaicony, co prawda pojawiają się dialogi, listy, notatki, ale większość to sucha proza. Autorka pisze bardzo ciekawie, w krótkich konkretnych zdaniach, a tłumacz zrobił doskonałą robotę, przełożył prócz tekstu także sposób pisania zdań, ich rytm, intonację, dowcip. Niestety w dłuższej perspektywie tekst staje się trudny do przebrnięcie właśnie ze względu na suchy opis wydarzeń. Jednak ze względu na to, iż jest to debiut autorki, traktuję ten zgrzyt, jako próbę wprawienia się w pisaniu, szukanie własnego stylu wypowiedzi, odpowiedniego dla siebie sposobu przekazu.
W okolicach połowy książki stwierdzam, że autorka ma problem z opisywaniem emocji. Z oddaniem emocji przez tekst. To właśnie ta druga strona monety. Steadman pisze konkretnie, ale zdania nie niosą przekazu emocjonalnego. Jej bohaterowie są beznamiętni. Erin mówi „jestem przerażona”, ale zupełnie nie czujemy tego jej przerażenia. Mam wrażenie, że czytam instrukcję obsługi odkurzacza. Tekst nie wywołuje we mnie absolutnie żadnych emocji. Czytam jednak dalej, bo pomysł na fabułę jest ciekawy, chcę wiedzieć, jak potoczy się ta historia. Poza tym lubię rzetelnych recenzentów i sama również chce być rzetelna, wobec wydawnictwa i czytelników. Dlatego czytam dalej, by nie wystawić oceny połowie książki, lecz całej. Daję jej szansę, bo może to jest specjalny zabieg autorki, by uśpić moją czujność. By, kiedy już nie spodziewam się niczego po książce, chwycić mnie za gardło albo serce i zwyczajnie zmienić moje zdanie o sto osiemdziesiąt stopni.
„Niecały miesiąc temu byłam zwyczajną, przeciętną osobą. Trzymałam z dobrymi ludźmi, a po drugiej stronie byli ci źli”
Najbardziej denerwująca była postać głównej bohaterki, która prowadziła narrację. Trudno było mi uwierzyć w to, co robi, bo była od początku kreowana, jako zupełnie inny typ osobowości. Z czasem oceniłam działania Erin, jako bardzo lekkomyślne a chwilami nieprawdopodobnie głupie. Chociaż sama nie mogę na sto procent zapewnić jak ja bym się zachowała. W trakcie czytania wciąż powracały do mnie pytania „jak bym się zachowała w takiej sytuacji?". Wydarzenia w książce obrazują jeden z możliwych wariantów zachowań. Para młodych ludzi próbuje sobie poradzić w bardzo niecodziennej sytuacji, w jakiej się znaleźli, mimo że znaleźli się w niej tak naprawdę na własne życzenie. Piwo, którego sobie nawarzyli, jest trudne do przełknięcia. Nie chcą go ani pić, ani wylać. Typowy impas dwóch różnych charakterów i bardzo nietypowy sposób jego rozwiązania.

Książka o tym, że chciwość jest jednak grzechem głównym, potrafi zepsuć nawet najlepsze relacje oparte na dobrych i silnych uczuciach.


Ocena : 6,5 / 10


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.




Magdalena SzL





About Magdalena SzL

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz