"Stokrotki w śniegu" - Richard Paul Evans


„Stokrotki w śniegu” Richarda Paula Evansa przeczytałam w jeden wieczór.  Uprzedzając pytania: nie, wcale nie dlatego, że była tak porywająca. Co więc sprawiło, że nie odłożyłam jej, póki nie dotarłam do finałowej, 284 strony?

Pomijając lekko brzmiący tytuł ze stokrotkami w tle; pomijając wygodną twardą oprawę, która zdecydowanie nadaje całości charakteru; pomijając nawet krótkie, kilkustronicowe rozdziały i dużą ilość dialogów, odpowiedź brzmi: lekkość. Przejawia się nie tylko w sposobie narracji, ale głównie w samej fabule. Oto poznajemy bezwzględnego karierowicza, Jamesa Kiera, dla którego bogactwo i zyski materialne stały się przed laty ważniejsze niż dom, rodzina. Obecnie jego żona, z którą pozostaje w separacji choruje na raka, zaś z synem nie utrzymuje kontaktów. Kiedy pewnego dnia w wyniku pomyłki w gazecie pojawia się jego nekrolog, jakoby zginął w wypadku samochodowym, dowiaduje się, co myślą o nim inni. Doznaje szoku, bowiem uświadamia sobie, jak złym i zepsutym moralnie człowiekiem jest w oczach całego świata.

Jak nietrudno się domyśleć, nasz bohater postanawia poprawę i od razu, bez zbędnych ceregieli, przystępuje do działania. Sporządza listę osób, które skrzywdził, po czym całkiem odmieniony postanawia naprawić błędy przeszłości. Czy jednak sama dobra wola wystarczy, by jednym „przepraszam” naprawić całe zło, jakie się wyrządziło innym ludziom? Czy uda się odzyskać miłość tych, których kochało się w dawnym wcieleniu?

Jak pan widzi, panie Kier, pewnych krzywd nie można wynagrodzić. (…) Nie odda mi pan ziemi, nie wskrzesi mojego męża i nie zwróci moich marzeń. A już na pewno nie jest pan w stanie przywrócić mi mojej wiary w ludzi, mojej niewinności.

Czytając „Stokrotki w śniegu” miałam wrażenie, że gdzieś już się w podobnym schematem spotkałam: zły człowiek nagle doznaje olśnienia, następuje rychłe nawrócenie, rozgrzeszenie i szczęśliwy finał (jakkolwiek miałby nie wyglądać). Nie udało mi się niestety przypomnieć, gdzie pojawił się ukazany w podobny sposób motyw nawrócenia, jednak jest on na tyle przewidywalny, że powieść właściwie niczym nie zaskoczyła.

Skąd zatem wspomniana przeze mnie „lekkość”? Chociaż autor został okrzyknięty „lekarzem dusz” i wydawałoby się, że jego książka naszpikowana będzie refleksjami i ckliwymi sentencjami, a bohater przechodzący przemianę stanie się  uduchowiony aż do przesady, nic bardziej mylnego. Z jednej strony cieszyło mnie to, bowiem lubię, gdy akcja płynie wartko, autor skupia się na fabule, zaś wydarzenia następują jedno po drugim w takim tempie, że nie zdążę się ani przez chwilę znudzić, jednak z drugiej strony…

W historiach, w których głównym motywem jest przebaczenie czy nawrócenie, spodziewałabym się próby „wniknięcia” w duszę bohatera, ukazania powolnych, burzliwych zmian, jakie zachodziły w jego zachowaniu. Jednocześnie sięgając po motyw „nawrócenia” należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Autor stworzył co prawda bohatera, który zrozumiał swój błąd, zaczął na nowo kochać, używać słów „proszę” i „dziękuję”, dzięki czemu na naszych oczach ewaluował i z zimnej ryby stał się potulny jak owieczka, jednak jak dla mnie jest to obraz przerysowany, nijak mający się do rzeczywistości.

Żyje sobie taki oto Kier, wpada w szpony pieniądza, nie szanuje ludzi i nie przejmuje się, co o nim myślą inni, po czym przeczytawszy internetowe forum (!) pełne opinii anonimowych ludzi, których do tej pory miał za nic, postanawia się zmienić. Bardzo szlachetne, jednak jak dla mnie nieco zbyt płytkie. Nagle ten okrutny i wyrachowany Kier staje się przyjacielem wszystkich ludzi, odwraca się od pieniądza, jednocześnie przemawiając jakimś dziwnym, ludzkim głosem, całkowicie wyzbywając się przyzwyczajeń i ani przez moment nie oglądając się wstecz.

Może na tym właśnie polega piekło. Kiedy stajesz twarzą w twarz z prawdą. Widzisz cały ten ból, zło wyrządzone innym i wiesz, że nie możesz im pomóc. Zniszczyłem ich życie, unicestwiłem marzenia. Mam na rękach krew. (…) Czy kiedykolwiek uzyskam przebaczenie?

Oj, chciałoby się, by ludzie potrafili się zmieniać tak diametralnie jak Kier. Bądźmy jednak realistami: autora nieco poniosło. Moim zdaniem dobrze by zrobił poszerzając nieco powieść, umieszczając wątki, w których bohater zaczynałby wątpić, błądzić choć przez pewien czas, a nawet toczyć walkę z samym sobą. Wówczas historia Kiera stałaby się nieco bliższa rzeczywistości. Tymczasem mamy bajkową opowieść, która – choć zaznaczam: absolutnie piękna i interesująca! – wciąż niestety pozostaje bajką ze stokrotkami i Bożym Narodzeniem w tle. Dosłownie, bo ani na okładce nie widać śniegu, ani w środku nie czuć świąt, choć rzecz się dzieje właśnie w tym pełnym magii, cudownym czasie. 


„Stokrotki w śniegu” to poruszająca, zmuszająca do refleksji nad własnym sobą historia o tym, jak łatwo zatracić samego siebie w pogoni za pieniędzmi. To historia o człowieku, który w porę dostrzega swój błąd i postanawia się zmienić… Ach, no i wszystko jasne! „Stokrotki w śniegu” to współczesna pamiętna „Opowieść wigilijna”. Jak dla mnie jednak, mimo swojej lekkości i prostoty, pozostaje daleko w tyle za oryginałem, choć mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam.
Ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak



Izabela Jurkiewicz

About izabelajurkiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz