"Świąteczny list" - Elyse Douglas

Niejeden z nas marzył o podróżach w czasie. Niejeden chciałby zobaczyć, jak będzie wyglądała przyszłość. Są też i tacy, którzy marzą o osobistym poznaniu faktów z przeszłości.
Ale czy jest to możliwe?
Na pewno w książkach tak. Zwłaszcza że literacka fikcja nie zna granic, co tylko potęguje nasze wyobrażenia o możliwościach podróży w czasie.
 „Proszę się nie spieszyć. Został mi już tylko czas i niewiele mogę z nim zrobić, z wyjątkiem tego, że ja czekam na niego, a on na mnie. Jeden zgred wypatruje drugiego”
Jedną z takich powieści jest właśnie „Świąteczny list” Elyse Douglas. Historia przepełniona magią i miłością. Zmysłowa i subtelna niczym zapach wiosennej rosy o poranku, albo gwiazdkowy prezent.

Książka zaczyna się dość niewinnie, bo wizytą naszej bohaterki w starym sklepie z antykami. Czaruje, jak sami widzicie od pierwszych stron swej historii. Bo któż oprze się magii starych przedmiotów i rzeczom oplecionym niezwykłą historią. Ja nie potrafiłam, dlatego też z czystą przyjemnością przepadłam dla rzeczywistości na kilka długich godzin.

Powróćmy jednak do fabuły. Właścicielką tego cudownego sklepiku jest leciwa już kobieta. Wkrótce będzie zmuszona zamknąć swój dobytek. Żaden z jej dzieci nie chce bowiem przejąć biznesu ze starociami. Tymczasem Eve Sharland odnajduje (być może wcale nie przypadkiem) zawieruszony w sklepie lampion a w nim list. O dziwo zaadresowany do niejakiej Evelyn Sharland. Czyżby był to list do niej?  Nie wydaje się to jednak możliwe, zwłaszcza że na stemplu widnieje data z 1885 roku. Szaleńcza ciekawość ogarnia Eve o pierwszej chwili. Wkrótce potem opuszcza antykwariat z listem w kieszeni, lampionem i starym zegarkiem na łańcuszku, w kształcie serca.
Przygoda jednak dopiero się zaczyna. Samo przeczytanie pełnego niezwykłych słów listu, do którego przygotowywała się z należytym szacunkiem to za ledwie kropla w morzu tego, co przyniesie młodej kobiecie nietypowe znalezisko.

Tu autorzy powieści rozpoczynają realizację akcji, która przenosi nas daleko wstecz, bo właśnie do roku 1885, w którym to został nadany tajemniczy list. Za sprawą lampy w czasie przemieszcza się też nasza główna bohaterka. Przypomniała mi się wówczas historia wprost z „Godziny pąsowej róży”, w której to zaczytywałam się lata temu. Tym razem jednak jest to wersja dla dorosłych.
Wyobraźcie sobie teraz siebie w Nowym Jorku w końcu XIX wieku. To byłoby prawdziwe wyzwanie. Przed taką próbą stanęła Eve, a jeśli jesteście ciekawi, jak poradziła sobie współczesna kobieta w świecie męskiej dominacji i konwenansów, oraz czy uda jej się ukryć przed otoczeniem swoją wyjątkowość ( w tym przypadku nowoczesność), to zapraszam do lektury.
„Szczypała się, dotykała ścian, by sprawdzić, czy są materialne, ale wszystko na nic. Była tam. Niezależnie od tego, jak do tego doszło, musiała zmierzyć się z faktem, że była teraz w dziewiętnastym wieku”.
Elyse Douglas to pseudonim pisarski pary małżeńskiej: Elyse Parmentier i Douglasa Penningtona, którzy napisali wspólnie kilka powieści. W wielu z nich pojawia się też motyw podróży w czasie. Dla Elyse literatura zawsze była pasją. To ona zainspirowała ją do studiowania literatury angielskiej. Co ciekawa autorka przez wiele lat pracowała jako nauczycielka i aktorka. Nie dziwi więc, że bohaterowi powieści sprawiają wrażenie realnych i barwnych postaci. Dobór bohaterów też nie wydaje się przypadkowy. Kobiety, mężczyźni, ludzie z różnych klas społecznych i przedstawiciele różnych zawodów. Dobrzy i źli, postacie współczesne i historyczne. Taką plejadę gwiazd nieczęsto można spotkać na kartach powieści.  Do tego fabuła oparta na oryginalnej  koncepcji, ciekawe i błyskotliwe dialogi niczym z dzieł Jane Austen, sensualne opisy i przykuwające uwagę wątki, to zdecydowanie spory atut tej historii.

Książka nie jest mimo to idealna. Nie zamierzam jednak doszukiwać się i wymieniać rzeczy, które byłyby dla niej ujmą. Daleko jej oczywiście do „dzieła” czy bestseleru. Nie każdego też zadowoli swoją prostotą i specyficznym klimatem. Ja jednak spędziłam w jej towarzystwie, naprawdę miłe chwile. To była naprawdę przyjemna odskocznia od codzienności niczym podróż do bajki dla dorosłych.

I nawet jeśli czasem miało się wrażenie, że historia nieco wymyka się autorom z potrzasku dziewiętnastowiecznych standardów postępowania, to patrząc z lekkim przymrużeniem oka, można uznać powieść za przyjemną i miłą dla zmysłów rozrywką.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece 
Ocena 7/10
Edyta Sztylc


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

7 komentarze:

  1. Wiedzę, że to takie lekkie babskie czytadło na święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko ktoś ma ochotę na odrobinę szaleństwa w odległych czasach z domieszką romansu, to jak najbardziej. :)

      Usuń
  2. Takich lektur nigdy nie za wiele ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że na świąteczny czas taka książka będzie zawsze mile widziana - nawet pomimo pewnych niedoskonałości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę niebawem czytała tę książkę.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę że pozycja dobrze wpisuje sie w aktualny klimat. Miłego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fabula wydaje się być ciekawa, więc będę ją miała na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń