"Tupcio Chrupcio: Mama idzie do pracy" - Eliza Piotrowska



Drogie Mamy, ile z Was musiało przerwać opiekę nad dzieckiem i wrócić do pracy? Z pewnością większość z nas mając wybór wolałaby dzień i noc być przy swoim dziecku, zajmować się jego wychowaniem, niż zostawiać je z opiekunką czy w przedszkolu, jednak życie zmusza nas do różnych decyzji. Jak wytłumaczyć cztero czy pięciolatkowi, że mama, z którą spędza poranki, popołudnia i wieczory nagle musi iść do pracy, wywracając jego życie do góry nogami?

Najlepiej książką! I to nie byle jaką, lecz kolejną z cyklu „Tupcio Chrupcio”. Tym razem w edukacji naszych dzieci pomoże „Tupcio Chrupcio: Mama idzie do pracy”, w której mała myszka musi zmierzyć się z nową sytuacją, jaką jest rozłąka z mamą.

Tupcio jak na kilkulatka przystało nie pojmuje takich pojęć jak pieniądze, praca, konieczność. Chciałby, aby wszystko zostało po staremu i z niechęcią i strachem przygląda się nowej sytuacji, w której mama skacze z radości na wieść, że dostała pracę. Maluch uwielbia spędzać czas z mamą i nie rozumie jej zachwytu. Boi się, że w całej tej nowej sytuacji zapomni o nim i nie znajdzie czasu na wspólną zabawę. Tupcio, jak każde dziecko, nie lubi tak drastycznych zmian. Nie oszukujmy się, my dorośli też się ich obawiamy.


Tak więc mama Tupcia idzie do pracy. Chłopiec jest przygnębiony, jednak w przedszkolu odbywa się lekcja na temat zawodów, co pozwala Tupciowi nieco oderwać się od myśli o mamie. Gdy otrzymuje od mamy niesamowity prezent, przekonuje się, że niepotrzebnie się martwił. Tupcio zaczyna rozumieć, że pójście mamy do pracy nie zmieniło jej uczuć wobec niego. Mama nadal go kocha i myśli o nim, a cała ta sytuacja nie jest tak zła, jak mu się to wcześniej wydawało, bowiem taka jest kolej rzeczy: rodzice pracują, dzieci chodzą do przedszkola i szkoły, gdzie przecież też można wspaniale spędzić czas!

„Tupcio Chrupcio: Mama idzie do pracy” to strzał w dziesiątkę. To książka dla tych rodziców, którzy zamierzają pójść do pracy i nie mają pomysłu, w jaki sposób wytłumaczyć to dzieciom. Książeczka może być do tego świetnym wstępem: opisuje obawy Tupcia, które z pewnością towarzyszyłyby w tej sytuacji wszystkich maluchom, by następnie ukazać „szczęśliwe zakończenie”: dzieci zaczynają rozumieć, że mama też ma prawo iść do pracy, co wcale nie zmienia jej uczuć. Wręcz przeciwnie: mama kocha swoje mądre, dojrzałe dziecko jeszcze bardziej i jest z niego bardzo dumna! Tak jak mama z Tupcia Chrupcia!


Książeczka o Tupciu to jednak nie tylko trafiona tematyka. To przede wszystkim nieskomplikowana historia chłopczyka-myszki, tak podobnego do naszych pociech. Tupcio po raz kolejny przeżywa pasjonującą przygodę, zaś sama książeczka zachęca do lektury sztywną, elegancką oprawą, barwnymi ilustracjami w magicznym świecie myszek, gdzie łóżko stanowi stary but, umywalkę kapsel od wody, kołyskę dla małej Mysi – łupina od orzecha. Świat Tupcia jest nierzeczywisty, dlatego pewnie tak zapada w pamięć i staje się dzięki temu niezwykle interesujący. 

Niewielka ilość tekstu na stronie sprawia, że dziecko nie zdąży się znudzić, bowiem ciągle towarzyszyć mu będzie szelest przewracanych stronic. Wielki plus za czcionkę, która swobodnie pozwala powierzyć lekturę nawet babci czy dziadkowi z nieco gorszym wzrokiem.
Ostatnia rzecz, na jaką chciałabym zwrócić uwagę, to zawarte w książeczce propozycje pytań do dyskusji z dzieckiem. Oczywiście można by ułożyć swoje, jednak najpierw trzeba by na taki pomysł wpaść. O ile młodsze dzieci po prostu mogą wysłuchać historii, o tyle ze starszymi można dyskutować i poćwiczyć umiejętność rozumienia tekstu słuchanego. Można by pójść nawet nieco dalej i próbować wyjaśnić z nimi co ważniejsze kwestie, jak chociażby ta, dlaczego mama Tupcia musiała pójść do pracy i dlaczego nie jest to nic strasznego.

Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wilga
Izabela Jurkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: