"Tylko żywi mogą umrzeć" – D. B. Foryś



Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek znowu wciągnę się w świat demonów i całą iskrzącą otoczkę wokół nich, która sprawia, że właśnie ta tematyka często wykorzystywana jest jako główny wątek w powieściach fantasy, młodzieżówkach czy w innych gatunkach literatury współczesnej. Po „Darach anioła” czy chociażby „Żniwiarzu” czułam pewien przeżytek idealnym i aroganckim chłoptasiem zabijającym demony, który myśli, że wie, czego chce, po czym kilka rozdziałów dalej jego myślenie okazuje się jedną wielką farsą. Sam pomysł na fabułę nie jest już z zasady zły, ale jego wykonanie w większości nie zaspokaja moich oczekiwań. Walk z demonami na kartach stron trzeba szukać ze świecą, w przeciwieństwie do często bezsensownego wątku romantycznego, który pojawia się już po kilkunastu stronach. Jednak jestem w stanie to wybaczyć. W końcu wewnętrzna bogini musi zostać zaspokojona. 

W takim razie jakie odczucia towarzyszyły mi przy spędzaniu wieczorów w akompaniamencie debiutu D. B. Foryś?


Akcja, jak i cała fabuła kręci się wokół Tessy Brown – pół demona, pół człowieka, Mrocznego Żniwiarza – jednak w tym przypadku nie jest ważne, którym pseudonimem będziemy się posługiwać w rozmowie o niej. Wszystkie są najświętszą prawdą opisującą Tessie. Aczkolwiek słowo „najświętsza” nigdy nie będzie jednym z nich. Postrzegana jako wróg swoich pobratymców musi każdego dnia mierzyć się z przeciwnościami losu: tropiąc, zabijając lub odsyłając do podziemi kuzynów jej cząstki duszy. Nie z wyboru – jak sam twierdzi – ale z natury, którą za wszelką cenę próbuje opanować, a która nie zawsze jej słucha. Ale kiedy z pobliskiego kościoła zniknie nikomu nieznany krzyż, który musi mieć jakiś związek z demonami; a dusze trwające na krawędzi dwóch światów zaczną się niepokojące zachowywać, Tess będzie wiedziała, że oto nadszedł czas, aby swoje życie powierzyć w jakimś stopniu tej ciemnej stronie, żeby przetrwać. Ale czy jest to warte ryzyka? Okazuje się, że jedyną osobą, która jest w stanie jej pomóc, nie tylko z demoniczną częścią siebie, ale także z poszukiwaniem symbolu katolicyzmu i rozwiązaniem całej tej pokręconej sprawy będzie Killian – chłopak, którego Tessie nie darzy ciepłymi uczuciami.

Jeśli miałabym oceniać książkę po okładce, to nie zdecydowałabym się na jej zakup. Niestety. Owszem, lubię styl minimalistyczny, o którym w dzisiejszych czasach często się zapomina, ale w tym przypadku kompletnie mnie nie urzekł. Cenię, gdy w jakimś stopniu utożsamia się ona z treścią powieści, gdy przekazuje jej najważniejsze elementy, wątki albo po prostu współgra z klimatem. Tutaj tego nie widzę. Nie rozumiem ukrytego znaczenia, jaki ma przekazać ilustracja. Jeśli w ogóle coś jest do przekazania. W tej sytuacji jedynym elementem, który sam w sobie się broni, jest tytuł. Nie dość, że niesamowicie oryginalny, to też zapadający głęboko w pamięci. Jedyne co pozostało mi do powiedzenia to: brawo Autorko!

"— Słuchaj, potrzebujesz czegoś, czy tak sobie wpadłaś na pogawedkę?(...)— Tak. Potrzebuję... — ściszyłam głos — ... zabezpieczenia.— Cóż, kondomy się skończyły, skarbie. Spróbuj nie rozkładać nóg."
Powieść napisana jest w dość specyficzny sposób, który całkowicie mnie urzekł. Z pewnością nie jest to lektura, która wymaga dużego skupienia, ponieważ cała fabuła jest jedną wielką zagadką. Wręcz przeciwnie jest to naprawdę miła, a przede wszystkim lekka lektura, która pozwoli oderwać się na długie minuty od codziennych bolączek. Nie mam tutaj na myśli, że w czasie czytania jej myślałam już o następnej powieści. Wręcz przeciwnie. Często mnie zaskakiwała, sprawiała, że potrafiłam przez dobre pięć minut siedzieć i zastanawiać się, jak to mogło się zadziać. Szczególnie takie uczucia dopadły mnie w scenie z helikopterem razem z Tessą i Killianem. Pamiętam, że w tamtym momencie, aż wstałam z wrażenia.

Pierwsze pięćdziesiąt stron tej książki jak dla mnie nie powinno istnieć. Oczywiście bez tych stron, a na nich historii, cała reszta zawiłych akcji nie miałaby sensu, ale zdecydowanie czegoś zabrakło mi w tym fragmencie. Czegoś, co już od początku zaciekawiłoby czytelnika. Jakiegoś powiewu świeżości, który sprawiłby, że cały gatunek literacki wspiąłby się na wyższy poziom. Dopiero wraz z rozwojem wydarzeń, wraz z poznaniem trochę bliżej Tessy, cała historia wydała mi się ciekawsza i godna poznania. Pierwsza część – jeśli mogę w ogóle ją tak nazwać – była po prostu nudna. Z biegiem czasu moje nastawienie względem książki kompletnie uległo zmianie. Pod koniec jej byłam wręcz zaabsorbowana całą historią i jej szczegółami.

"— Obyś dotrzymał słowa — warknęłam. — Bo jeśli umrzesz...— To niemożliwe, Tessie — uciął, zapewniając z uśmiechem. — Tylko żywi mogą umrzeć."
Z czystym sumieniem mogę przyznać, że bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani. W żadnym wypadku papierowi i sztuczni, którzy nie istnieją tylko dzięki widzimisię autorki. Każde z nich pełni w fabule swoją rolę, ma pewne zadania do wykonania czy podejmuje jakieś decyzje. Za tym argumentem przemawiającym za dobrą opinią o książce stoję i będę stała murem. Dlaczego? Bo wręcz nie cierpię głównej bohaterki. Wulgarna, ciągle przeklinająca, za nic tak naprawdę mająca uczucia innych, a do tego osoba uprzedzona wobec wszelkich przejawów inności. Tessa w żadnym stopniu nie wpisuje się w mój światopogląd postrzegania człowieka i między innymi dzięki temu polubiłam ją tak bardzo. Jednakże moje emocje względem niej zmieniały się podczas czytania.  W pewnej chwili poczułam pewną dozę współczucia, zwłaszcza kiedy poznałam jej relację z matką i mogłam w jakimś stopniu zrozumieć sposób jej postępowania. W całym swoim rozważaniu skupiłam się tylko na jednej osobie, ale dokładnie takie samo zdanie mam o innych postaciach. Jedynym elementem, który mnie irytował były wypowiedzi Killiana, które często brzmiały dość „januszowato”, trochę sztucznie i nie za bardzo pasowały mi do klimatu powieści.

Zdecydowanie jestem przeciwko wszystkim wątkom romantycznym w fantastyce. Często mam wrażenie, że romans rozwijający się pomiędzy dwoma głównymi bohaterami przyćmiewa wszystko inne; świat wykreowany przez autora, za który przede wszystkim kocha się ten gatunek. Przy zaznajamianiu się z „Tylko żywi mogą umrzeć” miałam dokładnie takie wrażenie. Akcja pod koniec powieści przestała się skupiać na wątku artefaktów, a swoją uwagę skierowała w stronę niepozornej miłości. Był to tak naprawdę początek przeistaczania się pełnego zawirowań fantasy z subtelnym wątkiem romantycznym w love story ze wspaniale wykreowanym światem demonów. Jestem prawie pewna, że między innymi dlatego nie podoba mi się zakończenie.

Oczywiście moje wcześniejsze przemyślenia nie są jawnym zaprzeczeniem brakiem występowania innych wątków. Jeśli jesteście fanami opisów scen walk, potyczek między rycerzami, czy tak jak w tym przypadku zabijania demonów, znajdziecie ich w „Tylko żywi mogą umrzeć” pod dostatkiem. Kolejnym plusem jest główna bohaterka, która jest tą szaloną i nieprzewidywalną. A nie jej przyjaciółka.

„Tylko żywi mogą umrzeć” to naprawdę warta uwagi historia, która pozwoli uwierzyć w przyszłość polskiej literatury współczesnej – zwłaszcza fantasy.


Książka pod patronatem BookParadise.



Ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu E-bookowo.pl


Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

8 komentarze:

  1. Gdy tylko dowiedziałam się o tej książce, wpadła mi w oko. Lubię, gdy jest wątek romantyczny, ale jeśli przyćmiewa wszystko inne, to już trochę mniej. Ale nie zniechęca mnie to i w dalszym ciągu chce ją bardzo przeczytać. Czuję, że spodoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się spodoba! :D Miłej lektury!

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej pozycji, ale z chęcią zapisuję tytuł.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Www.nacpana-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością jest to książka, którą trzeba przeczytać! :)

      Usuń
  3. Jak wpadnie mi w ręce gdzieś w księgarni to łyknę ją po nowym roku i podzielę się subiektywną opinią. Jak narazie powiem tak: Zapowiada się bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. a mnie się właśnie okładka podoba, ale każdy ma inny gust.
    Ja na swój egzemplarz jeszcze czekam, ale zarys fabuły mi się podoba więc mam nadzieje, że nudnawy początek mnie nie zrazi ;P

    OdpowiedzUsuń