"Zostawiłeś mi tylko przeszłość" – Adam Silvera

Książka, którą dzisiaj będę recenzować, jest wyjątkowa. Nie tylko pod względem okładki, która na pierwszy rzut oka zachwyca, ale jednocześnie w pełni oddaje cały charakter powieści, także dlatego, że jej historia opowiedziana z perspektywy Griffina jest ponadczasowa i w każdym celu ściskająca za serce. Jest ona wręcz przepełniona rozpaczą i lękiem, który z łatwością przechodzi na czytelnika. Przynajmniej w moim przypadku tak było. Może nie powinnam czytać tej książki, gdyż tak bardzo na mnie wpłynęła, ale jednocześnie jest ona cudowną powieścią, przy której śmiałam się i płakałam. Książka jest podzielona na rozdziały opisujące wspomnienia i rzeczywistość. Można się domyślić, że to właśnie podczas czytania retrospekcji na mojej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech, ale tylko na początku. Później, gdy z biegiem stron historia Griffina i Theo się rozwijała, nawet rzekomo te szczęśliwe fragmenty były przepełnione bólem. Między innymi właśnie to w tej książce kocham. Że nie skupia się tylko na opowiedzeniu historii miłości, która nagle przestała istnieć, ale także na trudności, jakim jest pogodzenie się z samym sobą, z własnym sumieniem czy też brakiem ukochanego człowieka w pobliżu.
Akcja rozpoczyna się, powiedziałabym, że dość brutalnie, autor od pierwszej strony wciąga nas w pełną zawiłości, gniewu historię, a mianowicie od śmierci Theo. I nie jest to żaden spoiler, bo tak naprawdę to właśnie dzięki temu wydarzeniu Griffin doświadcza wielu niesamowitych rzeczy, o których pewnie nie ma pojęcia. Jestem pewna, że poprzednie zdanie zabrzmiało okrutnie, ale to prawda.
Przyjście na sam pogrzeb wcześniej wspomnianego chłopaka czy nawet wstanie z łóżka, staje się dla miłośnika Harry'ego Pottera katorgą, a co dopiero, kiedy ma się świadomość, że na uroczystości będzie dotychczasowy chłopak Theodore'a, którego, mówiąc lekko, Griffin nienawidzi. 
Człowiek, którego uważał za najlepszego na świecie, nie żyje, a mu przyszło się użerać ze swoim wrogiem, nemezis, którego bez wstydu oskarża o rozpad jego więzi z Theo, trwającej od pamiętnych czasów dzieciństwa. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że Griffin nawet nie ma pojęcia, jak ze wspólnego bólu i smutku może zrodzić się piękna relacja, którą my, czytelnicy, możemy spokojnie obserwować. Obserwować pomiędzy wspomnieniami ze związku z Theo.
Nie mam pojęcia, co powiedzieć o książce Adama Silvery, może oprócz tego, że wydaje się w pełni doskonała. Nie wiem jakich słów użyć, aby zachęcić innych do sięgnięcia po nią, a zdecydowanie jest warto. Mam wrażenie, że słowa jedynie umniejszyłyby nie tylko powieść jako całokształt, ale i samą historię Jacksona i Griffina, ponieważ ze zdecydowaniem mogę powiedzieć, że Theo jest w niej tylko jedną z części układanki, która tak naprawdę nie ma wpływu na rozgrywające się w rzeczywistości wydarzenia.
Rozpacz obecna w tej książce jest tak bardzo widoczna, przejawia się między innymi w ciągłym słuchaniu ostatniej wiadomości, jaką wysłał Theo do Griffina, ale i nie tylko, jest w niej pełno scen, przy których łzy ciekły mi po twarzy. I tak naprawdę nie wiem do końca dlaczego. Pewnie nigdy się nie dowiem, ale klimat, w którym została napisana, jest przytłaczający. Jednak nie jest to absolutnie zarzut, a zaleta, bo to tylko świadczy o kunszcie autora. To nie lada wyczyn, aby w tak absorbujący sposób oddać istotę żałoby, przyjaźni czy miłości, które za każdym razem swoją realnością chwytają za serce.
Bohaterowie są niedoskonali, zresztą tak jak my – ludzie, ale właśnie to czyni ich bardziej przystępnych i prawdziwszych, którzy istnieją nie tylko na kartce papieru. Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne Griffina są tylko namiastką tematu, o którym mówię. Jego dziwactwo związane z liczbami czy kierunkami, sprawia, że staje się nie tylko przyjacielem, ale i bratnią duszą dla osób, które kiedykolwiek przeżyły żałobę. Jest to historia, która perfekcyjnie łączy w sobie relację pomiędzy żalem a odnajdywaniem drogi, która wyciągnie Griffina z czterech ścian przepełnionych stratą. I myślę, że akurat przy ocenianiu tej książki nie są ważne jej wady, tylko fakt, z jakim uczuciem i zaangażowaniem książka podchodzi do tak trudnych tematów, których nie potrafią udźwignąć ludzie dorośli, a co dopiero nastolatkowie. Cieszę się, że ta książka powstała. Niezmiernie się z tego cieszę.
Wydaje mi się, że to powieść, którą powinien poznać każdy bez względu na swoje czytelnicze preferencje, bo otwiera ona oczy na niektóre sprawy, a na niektórym nadaje ostrości. I tyle. To młodzieżówka, która nie potrzebuje pochwał, bo sama z powodzeniem broni się swoją treścią. 

Ocena: 10/10


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu We need YA!

Klaudia Korytkowska
Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Książka mnie zaintrygowała. Zobaczę, czy znajdę na nią czas :)
    Zapraszam na www.czytamy-to.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń