"Czarny mag. Pierwszy rok" - Rachel E. Carter


Przeczytałam tę książkę jednego dnia, podczas bardzo skąpych chwil dla siebie i kończąc ją bardzo późnym wieczorem. Tak niesamowicie mnie wciągnęła, że odłożenie jej choć na chwilę na bok, bardzo mnie bolało. Czyta się ją niesamowicie szybko, tłumaczenie jest płynne, lekkie, rzuca nas wciąż do przodu, a cała historia naprawdę intryguje. Bardzo spodobał mi się pomysł na Akademię, jaki przedstawiła nam autorka. Mordercze treningi, brak chwili na wytchnienie, krew, pot, łzy i… wymioty oraz omdlenia z wycieńczenia. Nie zabraknie połamanych kończyn, smrodu, presji, dręczenia i balansowania na granicy załamania nerwowego. Tak bardzo to uwielbiam. Nie przesadziła nawet na cal, wręcz pragnęłabym więcej, ciężej, mniej litościwie, chociaż w sumie nie wiem, czy gdzieś da się jakąś litość odnaleźć ze strony mistrzów. 

Nasi bohaterowie już od pierwszych stron nie mają lekko, ani odrobinę. Poznajemy 15-letnich bliźniaków, Ryiah oraz Alexa, którzy wyruszyli w długą i trudną drogę do Akademii, aby zostać magami. Niestety, już podczas tej podróży zostają rozproszeni i napadnięci przez bandytów dla łupów, zaś po odkryciu płci Ryiah również w innym celu. Czy dziewczyna, mimo braku umiejętności rzucania zaklęć poradzi sobie z o wiele większym i silniejszym przeciwnikiem? Sytuacja jest naprawdę rozpaczliwa i nie przybędzie żaden książę na białym rumaku na ratunek. 

Ostatecznie rodzeństwo dość szybko się odnajduje i następnego dnia wyruszają w dalszą drogę, już bezpieczniejszym, bo głównym traktem. Akademia robi na nich niesamowite wrażenie, gdyż oboje są zwykłymi plebejuszami, nienawykłymi do takich zbytków, a na codzień pracowali wraz z rodzicami w rodzinnej aptece. Niemniej jednak oboje pragnęli od życia czegoś więcej i postanowili zaryzykować wszystko, aby dostać się do Akademii. Alex marzył o frakcji Uzdrowicieli, zaś narwana, pełna ognia ruda Ryiah do frakcji Boju. 

Akademia dzieliła się na trzy frakcje: Uzdrawiania, Boju oraz Alchemii. Na każdej jest piekielnie trudno i na każdą wręcz niemożliwe jest się dostać. Z ponad 120 pierwszorocznych na praktyki dostanie się po roku próbnym zaledwie piętnaścioro adeptów, po pięciu na jedną frakcję i ma się na to jedną szansę w życiu. Nie jest lekko i nawet na sekundę wymagania nie zwalniają, albo nadążasz i robisz błyskawiczne postępy, nie dajesz się złamać i trenujesz dodatkowo, albo lecisz na zbity pysk. Trzeba niewyobrażalnej siły i hartu ducha, aby utrzymać się przy powierzchni, a to i tak zdecydowanie za mało. Należy mieć jeszcze potencjał, wiedzę, inteligencję, umiejętności i magię, nawet po wyczerpaniu jej rezerw, bo trzeba nauczyć się ją budować. Istne szaleństwo! A żeby dopełnić obrazu obłędu, prym w Akademii wiodą… arystokraci. I to wcale nie dzięki przekrętom!

Ryiah zaprzyjaźnia się z miejsca z cudowną dziewczyną, Ellą, która również chce dostać się do frakcji Boju, mimo, że pochodzi z dworskiej rodziny. Dziewczyny postanowiły się wzajemnie wspierać w tak niezwykle trudnym marzeniu i dzięki temu wiele zdołają osiągnąć.
Zajęcia z mistrzami wprowadzają w osłupienie, prócz tak zwykłych i nudnych wykładów o historii, matematyce, geografii, prawie, Kodeksach, mają zajęcia, że tak delikatnie to ujmę „fizyczne” oraz… medytację. Choć pierwsze nudzą, drugie wręcz zabijają z wycieńczenia na dwóch płaszczyznach – fizycznej oraz magicznej – to trzecie, takie niepozorne, później nieźle zaskakują.

Nie zabraknie w książce wątku miłosnego, takiego skomplikowanego, wręcz od nienawiści do… przyjaźni, takiej pokręconej, choć wartościowej. Większe emocje również gwarantowane, jednakże ani nie wiodą prymu w historii, ani też łatwe nie będą. Czasem było mi ich odrobinę szkoda, niemniej jednak podobała mi się postawa Ry, jej zawziętość, upominanie samej siebie i stawianie sobie ciągle bardzo wysoko poprzeczki. 

Generalnie czyta się świetnie, bardzo emocjonująco, na każdym polu. Jestem ogromnie zaintrygowana systemem nauczania w Akademii, frakcjami, mistrzami i Trzema Kolorowymi Szatami. Nie mogę wręcz wyczekać kolejnego tomu, nie jestem w stanie niczego przewidzieć i bardzo mi się to podoba. Zakończenie tej części jest super, zwyczajnie bardzo mi się podobało. Czytałam ostatnie strony z takim przejęciem, że aż musiałam sobie zdania poniżej zasłaniać, aby nie zaspojlerować całej ceremonii. Warto było, dobrze, że kolejny tom za chwilę będzie dostępny.

Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uroboros 


Ula Wasilewska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz