"Dearest Dandelion" - Lex Martin

Lex Martin, a w zasadzie jej sposób pisania polubiłam dzięki "Dearest Clementine" - książce, na którą długo czekałam, a kiedy już wzięłam ją do rąk, nie byłam w stanie odłożyć. Wciągnęła mnie od pierwszych stron, dosłownie wchłonęła na długie godziny i zostawiła po sobie jak najlepsze wspomnienia. Jak zawsze, gdy jakaś powieść mi się spodoba, poszperałam w sieci, żeby dowiedzieć się, czy Lex Martin ma na swoim koncie jakieś inne książki, które mogłabym przeczytać. Okazało się, że "Dearest Clementine" to początek trzytomowej serii, ta wiadomość ucieszyła mnie niezmiernie i z niecierpliwością czekałam na "Dearest Dandelion", czyli historię Dani - współlokatorki i jednocześnie przyjaciółki znanej nam już Clem.

Na szczęście - choć zależy, z jakiej strony na to spojrzeć - czekać nie musiałam długo. Opowieść o życiu Dani miała mnie w sobie rozkochać jak poprzedniczka, ale jedyne uczucie, jakie we mnie wywołała, to rozczarowanie. Może jednak źle to ujęłam, nie jedyne, bo synonimów rozczarowania mamy mnóstwo. Zawiodła mnie najbardziej autorka, po której spodziewałam się naprawdę wiele. Pierwszą powieścią postawiła bardzo wysoko poprzeczkę, zdobyła serca tysięcy fanów, a może i więcej... Zastanawiam się, czy choć część tych fanów ma podobne odczucia do mnie...

Zacznę może od tego, że w pierwszej części, czyli opowieści o Clem poznajemy też między innymi jej brata bliźniaka Jaxa i współlokatorki, w tym Danielle. Jax pojawia się w tej książce bardzo często, w końcu jest bratem głównej bohaterki. Dani z racji tego, że mieszka w tym samym miejscu, na kartach książki gościła też regularnie. Spodziewałam się, że "Dearest Dandelion" będzie kontynuacją, historią Jaxa i Dani, ale też powieścią, z której dowiem się czegoś o dalszych losach Clem i Gavina, a także reszty przyjaciół. W życiu nie spodziewałabym się, że będzie to powtórka z "Dearest Clementine". Lex Martin postanowiła poprowadzić romans Jaxa i Dani równolegle z romansem Gavina i Clem. Uważam to za totalny bezsens i pójście na łatwiznę. Jednym z ważniejszych wątków jest cichy konflikt między rodzeństwem, nieporozumienia, niedomówienia i skrajności - skromne życie Clem i opływający w pieniądze Jax. Zmierzam do tego, że te wszystkie dialogi są dosłownie przepisane z poprzedniej części. Tak samo zresztą, jak rozmowy współlokatorek, dziewczyńskie spotkania i inne grupowe wyjścia. Jestem naprawdę wściekła, a wydaje mi się, że zdążyłam już ochłonąć... Może będę zbyt ostra, ale czy to nie jest naciągactwo? Książka ma nieco ponad 300 stron, z czego spokojnie 100 to kopiuj-wklej... 

Dani prowadzi nietypową listę, zapisuje na niej różne szalone zadania, które później w towarzystwie najlepszego przyjaciela -Travisa realizuje. Wśród takich zadań jest na przykład przekłucie sutków, zrobienie tatuażu, czy przygodny seks... To ostatnie Danielle postanawia zrealizować w klubie w dzień urodzin Jaxa. Ubiera się w seksowną bieliznę i zauważa przystojnego chłopaka. Co niedziwne i jemu dziewczyna od razu wpada w oko. W tamtym momencie nie mieli jeszcze pojęcia o tym, że łączy ich Clementine... Na tyłach lokalu Dani całkowicie puszczają hamulce... Jax, mimo że zbiera niezbyt pochlebne opinie, jako casanova, świadomie nie idzie z Danielle "na całość". W głębi duszy czuje, że ta dziewczyna zasługuje na więcej, niż szybki numerek w klubie...
Śmieszyło mnie całą książkę to, że choć między tą dwójką nie doszło do "tego" zbliżenia, Dani nieustannie powtarzała, że "pieprzyła się  z Jaxem". No cóż, nie wiem, jak według Was, ale według mnie jest to jednak różnica. Powiedziałabym nawet, że zasadnicza...

Jeśli przy absurdach jesteśmy, to wyobraźcie sobie, że Jax w wyniku małego incydentu po "numerku" z Dani traci pamięć. Precyzyjniej nie pamięta, że poznał naszą bohaterkę, ani tego, co wyczyniał z jej ciałem w garderobie... Co więcej, nawet kiedy znów się spotykają, chłopak nie przypomina sobie, by już ją poznał, nawet gdy spędzają w swoim towarzystwie coraz to więcej czasu, Jax nic a nic sobie nie przypomina...

Książka, która miała powtórzyć sukces "Dearest Clementine" okazała się kiepskim żartem... Zbiór absurdów, zero chemii, którą czytelnik powinien czuć, zero napięcia, wyczekiwania... Po prostu zero. Żadnych zaskoczeń i niespodzianek... Strzał w kolano, a miało być tak pięknie... Jestem rozżalona, nieco zażenowana, zniesmaczona, zawiedziona i zapewne znalazłoby się jeszcze kilka innych określeń na literę Z... Wiem, że już niedługo ma się ukazać kolejna, ostatnia część serii, opowiadająca historię byłego chłopaka Clem. Czekam na tę książkę, licząc, że pozwoli mi zapomnieć o tym kiepskim żarcie... Jednocześnie jednak niesmak pozostaje i wiem, że podejdę do niej z dystansem. Planujecie przeczytać "Dearest Dandelion"? Jeśli już macie tę pozycję za sobą, koniecznie podzielcie się ze mną swoją opinią.

Ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Kobiece



Julia Komorska 
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Szkoda, bo Derest Clementine mi sie podobała :( I chciałam przeczytac 2 tom.
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję "Milionera i bogini".
    Pola z https://czytamytu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń