Dlaczego czytam książki o wspinaczce wysokogórskiej, skoro w każdej jest praktycznie to samo?

Dobre pytanie, prawda? Czasem sama je sobie zadaję. Co można wiele powiedzieć o literaturze "górskiej"? Idą, jest zimno, zakładają obozy, wracają do bazy, znowu idą, dalej jest zimno, dochodzą lub nie na szczyt, schodzą... Cały czas to samo. Jest jednak coś takiego w tych książkach, że chętnie po nie sięgam, a już najchętniej zimą. Latem już tak nie "smakują".
Zaczęło się od reportażu Jacka Hugo-Badera "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak". Wtedy zainteresowałam się tematem wspinaczki, choroby wysokościowej i innych aspektów medycznych, warunków pogodowych i klimatycznych i mnóstwem innych rzeczy, które są istotne dla tej tematyki. Najbardziej jednak interesują mnie sami himalaiści, a właściwie to, co pcha ich wciąż i wciąż w góry.


Zawsze zastanawiam się, co takiego musi być w ich głowach, że nie wahają się zaryzykować własnym zdrowiem lub nawet życiem. Przecież wspinaczka wysokogórska to ogromne ryzyko. Nawet najbardziej doświadczeni himalaiści giną w górach. Zaskakuje ich pogoda, porywają lawiny, spadają z wysokości. Jak bardzo trzeba kochać góry, żeby mimo to podejmować takie ryzyko? Na pewno są świadomi tego, że można to przypłacić nie tylko zdrowiem, ale i życiem, a mimo to idą. Determinacja? Pewność siebie? Chęć sprawdzenia siebie? Żądza sławy? A może coś innego? 
Dla mnie himalaiści to maszyny, których nie da się zatrzymać. Mają ogromną siłę fizyczną i psychiczną. Lata wyrzeczeń, treningów, ciągłego doskonalenia ciała. Siła charakteru, którego nie da się złamać. Raz się uda wejść na szczyt, innym razem jest to niemożliwe, a oni mimo to wciąż próbują. Idealnym tego przykładem jest Tomek Mackiewicz, który pokochał Nangę Parbat. Po kilku próbach w końcu udało mu się osiągnąć szczyt zimą, jednak góra go pokonała i nie pozwoliła mu zejść z niej żywym. Za tę miłość zapłacił najwyższą cenę. Jaka siła i determinacja tkwi w himalaistach? To ludzie nie do złamania. Nikt i nic ich nie zatrzyma, bo góry to ich życie, marzenia i sens wszystkiego. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy wyprawa staje się zbyt ryzykowna i może się okazać, że nie da się osiągnąć szczytu, bo warunki są zbyt niebezpieczne. Wielu to wie, a wielu niestety nie i dlatego zdarzają się tragiczne w skutkach wypadki.
Zawsze, gdy czytam literaturę "górską", mam wrażenie, że idę na szczyt razem z himalaistami. Opisy wypraw są tak drobiazgowe i szczegółowe, że można sobie wszystko wyobrazić. Poczuć chłód, zobaczyć skały i śnieg, mozolnie wspinać się na szczyt. Kilka kroków i przerwa na oddech. I znów kilka kroków i przerwa na oddech. I tak wciąż i wciąż... Dlatego zawsze czytam te książki zimą, bo latem nie ma tego klimatu. Choć i tak czytam w ciepłym mieszkaniu, to mimo to łatwiej wczuć mi się w sytuację, kiedy na zewnątrz jest zimno i pada śnieg. 


Dzięki literaturze "górskiej" sama poszerzam horyzonty. Czytam i sprawdzam, chcę wiedzieć, o czym mowa. Dzięki temu coś niecoś wiem o Himalajach, Karakorum, chorobie wysokościowej, sprzęcie alpinistycznym... W innych okolicznościach pewnie bym nie miała o tym zielonego pojęcia, a tak, to sama dowiaduję się co i jak. Lubię wiedzieć, dlatego zawsze sprawdzam. 
I teraz najważniejsze. Nauka pokory i siły. Tak, tego nauczyły mnie książki o górach. Tego, że należy wiedzieć, kiedy z pokorą spuścić głowę i powiedzieć "Nie dziś...", ale potem podnieść wzrok ze słowami "..., ale może jutro". 

A Wy jakie macie doświadczenia z tym typem literatury? Czytacie, lubicie, a może omijacie szerokim łukiem?

Justyna Kotys-Jeleńska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Nigdy się nie spodziewałam, że zainteresuję się himalaizmem, ale to dzięki Adamowi Bieleckiemu i jego książce "Spod zamarzniętych powiek" - polecam. Czekam na kolejną jego książkę i od czasu do czasu czytam książki w tym temacie. A himalaizm wydawał mi się taki nudny a teraz czytam z zapartym tchem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę chyba pożyczyć od Ciebie jedną z takich książek. �� O ile kocham książki podróżnicze, o tyle o himalaistach i wspinaczce jeszcze nigdy nie czytałam. Z chęcią poszerzę swoje horyzonty. ��

    OdpowiedzUsuń