"Drugi legion" — Richard Schwartz



„Drugi legion” był jedną z tych książek, do których dość długo się przymierzałam, a którą także dość długo czytałam. Jednym zdaniem – szło mi z nią całkiem opornie. Nie jestem pewna, czym było to spowodowane, ale wiem, że na pewno przyczyną nie była jej beznadziejna treść – wręcz przeciwnie – jestem nią pozytywnie zaskoczona. Aczkolwiek nie zabrakło również rozczarowań, które w przeciwieństwie do poprzedniej części pojawiły się podczas czytania. Dlatego postanowiłam, że winę za moje książkowe lenistwo zrzucę na nadeszły nowy rok, w którym pierwszą przeczytaną powieścią była właśnie druga część serii Richarda Schwartza. Dwa tysiące dziewiętnasty można by powiedzieć, że nie rozpoczął się dla mnie pomyślnie. Minęło aż dziewiętnaście dni, a na moim profilu na goodreads obok czytelniczego challenge'u widnieje cyfra jeden. Z jednej strony jest to przykre, a z drugiej wiem, że liczy się jakość, a nie ilość, a te cechy w większości przypadków nie idą ze sobą w parze. Dlatego, kończąc swoją „przedmowę” jestem dumna, że zaczęłam rok z „Drugim legionem”, który okazał się godny swojego poprzednika.


Zdecydowanie jednym z plusów drugiej części jest fakt, że zaczyna się ona tuż po wydarzeniach z poprzedniej. Często się zdarza, że autor próbuje przenieść akcję za bardzo w czasie, przez co nam – czytelnikom – potrzeba co najmniej pięćdziesięciu stron, by poznać miejsce fabuły, okoliczności, przyczyny jej zmiany czy chociażby zapamiętania imion głównych bohaterów. Nie lubię takich przeskoków czasowych, a już najbardziej nie cierpię, kiedy akcja kolejnego tomu kręci się wokół zupełnie innych bohaterów, kompletnie różnych od tych, których już zdołaliśmy poznać. Chociażby z tego powodu uwielbiam autora serii Tajemnica Askiru".



Gdybym nie chciała wdawać się w szczegóły cyklu, z pewnością stwierdziłabym, że problem, główny wątek, wokół którego tak naprawdę zawiązała się akcja, nadal nie został rozwiązany – przynajmniej po pierwszej części – i pewnie jeszcze przez dłuższy czas nie uzyskamy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Tym razem po namowach Kennarda – tajemniczego przybysza, którego poznaliśmy na ostatnich kartach „Pierwszego rogu” – nasi bohaterowie postanawiają wyruszyć do Askiru, aby prosić o pomoc w pokonaniu najeźdźcy – Thalaku, który już niedługo za jednym zamachem pochłonie ich całą ojczyznę. Jednak podróż do prawie zapomnianego, niegdyś potężnego królestwa wydaje się łatwa i prosta jedynie, gdy się o niej opowiada. Nie wspomina się wtedy o jedynym sposobie, którym można dotrzeć w okolice dawnego imperium i zawiłość tego sposobu; o niebezpieczeństwach, które czekają na nich na każdym kroku. Niebezpieczeństwach, które coraz częściej zdają się przyjmować postacie ludzi, dyskretnie śledzących ich posunięcia. Jednak kiedy trafiają do Besarajanu – królestwa, w którym handel niewolnikami jest najbardziej opłacalnym zawodem, wcześniejsze obawy przestają mieć znaczenie. Jeden błąd, jeden nieprzemyślany ruch będzie ich kosztować długą rozłąkę, którą wróg niewątpliwie wykorzysta. Na światło dzienne wyjdą intrygi, nie tylko polityczne, a oni sami staną się pożywką w mieście, który pierwszy raz widzą na oczy. W Złotym mieście – Gasalabadzie – będą nie tylko musieli walczyć o przetrwanie, ale i poszukiwać siebie nawzajem.



Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się nie być zbytnio rozbudowana. Bo czy wyruszenie w podróż w celu poszukiwania pomocy jest niezwykłym i oryginalnym pomysłem? Jednakże, kiedy coraz bardziej wgłębiałam się w historię Havalda i całej reszty – tym razem na obczyźnie – zaczęłam widzieć w tym sposobie całkiem sporo sensu. Mimo że koncepcja oparcia akcji na dość oklepanym motywie, jakim jest motyw podróży, wydała mi się w pierwszej chwili bardzo złym pomysłem, to z biegiem czasu przekonałam się do niego i jestem prawie pewna, że jest to zasługa akcji, która w kontynuacji jest zdecydowanie szybsza i żywsza, a także bardzo znacznym nagromadzeniu kluczowych dla fabuły zdarzeń, których pomysłowość niejednokrotnie mnie zadziwiała. Powieść liczy sobie ponad pięćset stron, czyli dość dużo, a podczas czytania w ogóle nie zauważyłam, aby jakakolwiek scena nie miałaby sensu, jakiegoś powiązania z fabułą. Żadnego lania wody – nawet przy opisach, które niestety często wiały nudą. Myślę, że jednak mimo wszystko lepiej czułam się w otoczeniu gospody Pod Głowomłotem, która urzekła mnie swoim niezastąpionym klimatem. Oczywiście, tak jak już wcześniej wspominałam, w powieści zabrakło mi elementów tajemnicy, jakiejś zagadki, którą bohaterowie mogliby rozwiązać. Aczkolwiek nie jest to jawne zaprzeczenie braku fragmentów, które wywołałyby u mnie czyste zaskoczenie. Jakąś tam namiastką była zagwostka dotycząca morderstwa całej karawany, ale nie zaspokoiła ona w pełni moich oczekiwań co do klimatu tajemnicy, które wyklarowały się po przeczytaniu pierwszej części.

"Żadna inna rasa nie przewyższa w okrucieństwie nas, ludzi."

Jeśli chodzi o kwestię bohaterów, to równie dobrze mogłabym pominąć ten punkt w mojej recenzji. Bardzo dobrze wykreowani, przedstawieni przez autora czasami w ironiczny sposób. Jednakże jedno jest pewne, pisarz utrzymał swoją formę i nie jesteśmy w stanie odczuć żadnej różnicy pomiędzy naszymi ulubieńcami z pierwszej i z drugiej części. Zokora nadal jest naszą Zokorą, która z każdym pojawieniem się na karcie strony wywołuje szeroki uśmiech na twarzy. Co więcej, mam nieodparte wrażenie, że w „Drugim legionie” jeszcze bardziej rozkwita, coraz lepiej zaczyna rozumieć ludzką rasę, a co za tym idzie jej humor i cięte riposty stają się znacznie wyraźniejsze i trafne. Podoba mi się w powieści to, że mimo tego, że jest to druga część serii, nadal poznajemy bohaterów. Nie mam tu na myśli ich cech, na których tle się wyróżniają. Bardziej chodzi mi o ich życiorys. Mogłoby się zdawać, że po przeczytaniu pierwszej części pisarz nie będzie miał już nic więcej do dodania, jeśli chodzi o samą kwestię głównych postaci. Nic bardziej mylnego.


Pamiętam, że jak recenzowałam poprzednią książkę z serii o Askirze, to nie bardzo pałałam uczuciem do zakończenia. Tym razem jest podobnie. Kompletnie nie czuję tych ostatnich rozdziałów, które są zwieńczeniem drugiego tomu. Mam wrażenie, że moment, który autor wybrał sobie na finał jakiegoś fragmentu historii, jest nieodpowiedni i tak naprawdę tym zabiegiem przerwał akcję. Nie widzę w nim żadnego sensownego wydarzenia, które swoim zaistnieniem w logiczny sposób zamykałoby fabułę tej części. Jest to już kolejny raz, kiedy nie podoba mi się koniec książki napisanej przez Schwartza. Oby trzeci tom posiadał je dużo lepsze.

Podsumowując, „Drugi legion” to nieco słabsza kontynuacja serii niemieckiego pisarza. Jednak to stwierdzenie w żaden sposób nie umniejsza jej wspaniałości, ponieważ mimo wymienionych przez mnie wad nadal znajduje się wysoko na mojej liście najlepszych książek należących do gatunku fantasy. Jedną z wielu rzeczy, które w niej lubię, jest szczerość, to jak ukazuje smutne, ale prawdziwe realia niewolnictwa, które przecież do niedawna (biorąc pod uwagę długość istnienia ludzkości) także występowało w naszej rzeczywistości. Z pewnością jest to pozycja, z którą warto się zapoznać.

Ocena: 8/10


Klaudia Korytkowska

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz