"Odium" - Katarzyna Grzegrzółka


Debiutancka powieść zawsze jest wielką niespodzianką. Może dlatego też i tak często po nie sięgam. Nie mam wówczas wobec nich żadnych konkretnych oczekiwań. Brak punktów odniesienia i podświadomych sugestii pozwala mi zasiąść do nich z pustą kartą i czystym, nieskrępowanym umysłem. Nie szperam też w sieci w poszukiwaniu opinii innych, by nie dać się zwieść subiektywnym ocenom. Te książki są jak przypadkowo spotkani ludzie w obcym mieście na dworcu, na którym razem czekamy na ten sam pociąg. Pociąg do podróży pełnej wrażeń. Jedną z takich podróży jest właśnie książka Katarzyny Grzegrzółki „Odium”.  Czym jest odium …?
„Odium” jest upodobaniem stosowanym w świecie religijnym […] Odnosi się do ludzkiego gniewu, który jest kierowany do drugiego człowieka. Może też oznaczać zemstę.
Z języka łacińskiego oznacz nienawiść – uczucie, którego w powieści Katarzyny Grzegrzółki nie brakuje i które zbiera swe żniwa. Łatwo to sobie wyobrazić po ostatnich tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce w naszym kraju i towarzyszącym im emocjom. Przerażające jest to, do czego zdolny jest człowiek przepełniony nienawiścią, z którego wylewa się żal i szaleństwo a którego ofiarami stają się niczego nieświadomi ludzie, czasem najbliżsi. Tak też i jest w tej historii.
Jedną z ofiar staje się młoda kobieta, znaleziona w miejskim lasku, brutalnie zgwałcona, bestialsko pobita, wręcz zmasakrowana do tego stopnia, że jej identyfikacja na wstępie jest niemożliwa. Komisarz Jan Bury już wie, że to nie będzie łatwa sprawa.
„Liczne rany cięte ją odczłowieczyły”.
Więcej opisów wam nie zaserwuję, bo i po co - sami je poznacie sięgając po powieść.  To powinno wystarczyć, by wyobrazić sobie okrucieństwo i potworność zbrodni, jakiej dopuścił się ten szaleniec.
Przy ciele ofiary znaleziono też kartkę ze słabo czytelnym napisem „Odium”, który wkrótce stał się kluczem do całej spray. Zwłaszcza że to nie jedyna, tak nieludzko zamordowana ofiara. Spirala zła zaczyna się nakręcać, nie pozostawiając policji miejsca na błędy i marnowanie czasu.

Interesujący wydaje się też układ powieści. Powiem szczerze, że miała początkowo pewne opory w trakcie czytania i obawy, czy oby autorka dobrze zrobiła, dając nam szansę, na bliższy kontakt z bohaterami, którzy wkrótce stracą życie.
Zazwyczaj w powieściach kryminalnych czy thrillerach ofiara jest tylko ofiarą i niewiele nas z nią łączy. Niewiele wiemy o niej samej, jak i jej życiu. A jeśli już to poznajemy je po - a nie przed zabójstwem.
W tym przypadku Autorka poprzez rozbicie akcji na dwa tory: sprzed i po zabójstwie, stawia nas w obliczu historii bohaterki na długo przed jej zaginięciem. Pozwala tym samym zżyć się nam z nią, poznać jej losy, by potem stracić niczym dobrą znajomą. Mocny zabieg grający na emocjach czytelnika.

Sam utwór może być też po części pewnym obrazem ludzkiej kondycji psychicznej albo nawet i całego naszego społeczeństwa. To tak jakby Katarzyna Grzegrzółka chciała pokazać nam, kim w rzeczywistości jesteśmy lub kim stać się możemy w obliczu wszelkiej patologi tego świata. Nie sposób ominąć ten wątek w utworze, choć fizycznie w treści zajmuje on niewiele miejsca, za to ma znaczący wpływ na jej kształt i fabułę.

Zauważyłam też małe poplątanie faktów dotyczące jednego z bohaterów albo było to na tyle nieprecyzyjne opisanie tematu, że to ja się pogubiłam. Ale nie. Wróciłam do wątków i oba dotyczyły zaginionego Artura. Jednego razu policja operowała informacją, jakoby nasz bohater był sierotą, któremu rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a chwile potem tekst o próbie nawiązaniu kontaktu z jego rodzicami. Małe przeoczenie? Wybaczam.


Nie jest to literatura wielkich lotów, ale szczerze powiedziawszy całkiem przyjemna dla oka i zmysłów rozrywka. Prosty, nieskomplikowany język, klarowna fabuła, logiczny ciąg wydarzeń, niestandardowy układ powieści i ciekawi bohaterowie (których mam wrażenie jeszcze spotkany) powodują, że „Opium” czyta się lekko i płynnie. Da się nawet w trakcie czytania przewracać naleśniki albo zerkać na numerek w kolejce do lekarza. Choć to tak naprawdę dla wytrawnego czytelnika przygoda na jeden wieczór – całkiem „miły” wieczór – o ile nie oczekujecie zbyt skomplikowanej intrygi i poziomu przypisywanego choćby Miłoszewskiemu czy Bondzie. Tak czy owak - ja polecam. Sam też chętnie sięgnę po kolejne powieści z komisarzem Burym, o ile takowe pojawią się na naszym rynku. Będę wypatrywać.
Was tymczasem zapraszam na małą przygodę z "Odium".

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu  Zysk i S-Ka
Ocena 7/10 


Edyta Sztylc





    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

5 komentarze:

  1. Książka jest już w drodze do mnie ;) Nie mogę się doczekać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się być interesującą lekturą, myślę że chętnie bym się na nią skusiła

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest to książka w typie tych, które czytam na co dzień, a po Twoim szczerym opisie, że nie jest to literatura wysokich lotów jakoś nie nabrałam ochoty na zapoznanie się z tą pozycją. ��

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie do końca mój typ, ale zachęciłas mnie na tyle, że z Przyjemnością przeczytałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń