"Opowieści pokładowe" - Teresa Grzywocz

Uwielbiam reportaże i literaturę faktu, uwielbiam też biografie i wszelkiego rodzaju publikacje, z których mogę się dowiedzieć czegoś wartościowego. Nie będę kłamać, że lubiłam je zawsze. Zanim jeszcze zaczęłam swoją przygodę z recenzowaniem, nie sięgałam po tego typu książki. Może nie tyle uważałam je za stratę czasu, co zwyczajnie wolałam wydać pieniądze na coś, czego byłam pewna. Nie eksperymentowałam, zdecydowanie nie. Wszystko zmieniło się prawie rok temu, wtedy uświadomiłam sobie, że wypieki na twarzy gwarantuje u mnie nie tylko kryminał, romans i thriller.
Podniebne życie zawsze mnie intrygowało, jednak nigdy nie na tyle, bym marzyła o zostaniu stewardessą, czy może zrobieniu licencji pilota. Ujmę to tak, że interesuje mnie wszystko, co związane z lataniem, ale wolę jednak zostać tutaj na dole. Ta książka to zbiór opowieści, co ważne prawdziwych, ale nie tylko, jest to także zbiór wskazówek dla osób marzących o pracy na wysokościach i mnóstwo zabawnych anegdotek. W skrócie mówiąc, jest tu wszystko, o czym chcielibyście przeczytać, jeśli tylko interesuje Was chociaż odrobinę latanie!

Żeby nie było, że zaczęłam tak na kolorowo, słodko i w samych superlatywach, zanim zagłębię się w środek książki, chciałabym zatrzymać się na chwilę na jej okładce. Mówiąc nad wyraz delikatnie, uważam, że jest naprawdę tandetna... Założę się, że właśnie przez wzgląd na okładkę, po książkę nie sięgnie znaczna część potencjalnych czytelników. Dziwaczna czcionka, wygięta w dodatku pod dziwnym kątem, podobnie zresztą jak Pani na pierwszym planie... Poza stewardessy raczej nie obiecuje niezapomnianych wrażeń podczas czytania... Mniej znaczy więcej, a umiar jest najczęściej drogą do sukcesu... Żałuję, że mnóstwo pracy, którą wykonała Teresa Grzywocz nad tą książką, zamknięto w tak szpetnej oprawie...

Dobra wiadomość jest taka, że minusy już się skończyły, teraz przejdę do plusów!
Zawsze na początku zwracam uwagę na styl autora, zwłaszcza w takich książkach, jak ta, ma on ogromne znaczenie, w końcu, jeżeli nie przypadnie nam do gustu, to czytanie przyjemnością już nie będzie. Na szczęście już na starcie odniosłam wrażenie, że Pani Grzywocz to bardzo sympatyczna i otwarta osoba, a jej opowieści napisane są tak lekko, że czułam, jakbyśmy ze sobą rozmawiały, naprawdę!

Jeśli marzycie o posadzie stewardessy, czy stewarda musicie wiedzieć, że wcale nie jest łatwo tę pracę zdobyć! Niektóre linie mają naprawdę nietypowe wymagania, którym ciężko jest sprostać. Znajomość języka angielskiego, czy dobry stan zdrowia to już raczej norma, ale proporcjonalna budowa ciała, wzrost, waga... Momentami naprawdę potrafią zaskoczyć. Niektórzy pracodawcy wymagają też butów na szczegółowo opisanym obcasie, nogi muszą być proste, zdjęcie do CV odpowiednio zrobione. Rozbawiło mnie, że czasem wymagane są też zdjęcia kandydatów w normalnych, zwyczajnych sytuacjach, ale prawdziwy wybuch śmiechu zagwarantowała mi autorka, opowiadając, jakie tego typu zdjęcia niektórzy dołączają do zgłoszeń. Przyznacie sami, że nie wygląda dobrze dołączenie fotografii z gromadką znajomych, czy selfie w bikini na plaży...
Jak już wspomniałam, dostać pracę w powietrzu nie jest lekko, ale kiedy już się ją dostanie, wcale nie jest lżej!

Nasza autorka opowiada, jakie wymagania mieli niektórzy jej, czy jej znajomych pasażerowie. Takie, a nie inne jedzenie, które ciężko jest zdobyć, kiedy ma się zaledwie kilkadziesiąt minut między lotami, podawanie posiłku w specyficzny sposób, na przykład klęcząc albo "prośba" o oddanie jednej z podróżujących własnego płaszcza, bo ta swój ma w walizce... Zabawne, ale co warto zaznaczyć, także przykre jest to, że niektórzy uważają, iż stewardessa to kucharka, sprzątaczka, opiekunka dla dzieci, stylistka i Bóg wie, co jeszcze... Spodobało mi się, że Teresa Grzywocz w swojej książce poruszyła też temat zarobków, a wiadomo, że pieniądze zawsze są tematem kontrowersyjnym. Młodzi piloci, czy stewardessy wcale nie zarabiają kroci. W pierwszych latach pracy zarabiają dosłownie grosze i to kosztem własnego życia. Autorka szczerze wyznała, że nie ma własnego życia, nie ma czasu na wyjście za mąż, założenie rodziny i stabilizację. Nigdy nie ma też świąt, urodzin, rocznic. Zawsze jest wtedy w pracy. Kiedy w grafiku ma kilka wolnych dni, zazwyczaj nie przebywa wtedy w kraju, tylko w innym miejscu, do którego akurat miała ostatni przed krótkim urlopem lot. Wspomniała też, że często, mimo że według grafiku ma właśnie wolne, otrzymuje telefon i ma obowiązek w mig uszykować się do lotu, nikogo nie interesuje, co teraz robi, czy ma plany... Praca...

Życie w chmurach nie jest łatwe, z pewnością jest niezwykłe, wyjątkowe, godne zapamiętania, ale nie jest wyrozumiałe. Piloci i stewardessy nie wyrabiają obowiązkowych ośmiu godzin, po czym zapominają o pracy, tam wygląda to wszystko zupełnie inaczej. Ciężko jest też nawiązać przyjaźnie, bo szanse na lot w towarzystwie tego samego stewarda, czy stewardessy są nikłe. Po tej lekturze odnoszę wrażenie, że w tym zawodzie najważniejszy jest dystans. Jednocześnie też trochę żal mi tych wszystkich ludzi, którzy mają świadomość, iż kiedy przekroczą pewien wiek, będą musieli ustąpić młodszym i pracują ponad siły, bo kiedy z nieba zejdą już niżej, może okazać się, że już za późno na dzieci, na wielkie miłości i niektórych ludzi. Życie jest takie kruche, a decydując się na taką pracę, nie zawsze można liczyć na wolne w sprawach nadzwyczajnych, typu pogrzeb...

Książka jest świetna, pełna anegdot, zabawna, wzruszająca, zawiera jednocześnie też istotne informacje i wskazówki. Uważam też, że tak jak to było u mnie, skłania do refleksji. Praca w chmurach wymaga poświęceń i nie każdy jest na nie gotowy. Jednocześnie też, taka praca spełnia marzenia, po kilku latach oddania i ciężkiej pracy pieniądze z pewnością będą dużo większe, ale o czym też wspomniała autorka, niekoniecznie będzie czas na to, by je wydawać.
Polecam Wam "Opowieści pokładowe" na chłodny wieczór pod kocem i na ciepły dzień w ogrodzie, niezależnie od pory roku i aury za oknem ta książka wprawi Was w dobry nastrój i zaintryguje.
Tylko może nie skupiajcie swojej uwagi zbyt długo na okładce, mnie przyprawia o ból głowy...

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję bardzo Księgarni XLM.pl




Julia Komorska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Okładka faktycznie kiepska, gdyby nie Twoja recenzja to nigdy bym się nią nie zainteresowała. Moją uwagę przyciągnęło pierwsze zdanie, które napisałaś: "Uwielbiam reportaże i literaturę faktu, uwielbiam też biografie i wszelkiego rodzaju publikacje, z których mogę się dowiedzieć czegoś wartościowego". Sama też bardzo lubię tego typu książki, więc dzięki temu wprowadzeniu na stronie głównej kliknęłam w całą recenzję.

    OdpowiedzUsuń