„Polska Atlantyda” (Jacek Hugo-Bader, Skucha, Audyt i …)


„Polska Atlantyda”

(Jacek Hugo-Bader, Skucha,  Audyt i …)

2/3 trylogii


Skucha razem z Audytem i jeszcze następnym tomem stanowić mają jedną, potrójną całość – mój osobisty, współczesny tryptyk polski. To będzie zapis naszych wielkich przemian,
bezkrwawej rewolucji widzianej oczami wałęsającego się psa”.
Jacek Hugo-Bader, Audyt

Część pierwsza trylogii - „Skucha”

Pisać dziś o czasach komunizmu i transformacji nie jest rzeczą łatwą. Istniejące współcześnie podziały wśród klasy politycznej (choć słowo „klasa” wydaje mi się dużym nadużyciem), która w większości należy przecież do bezpośrednich lub pośrednich spadkobierców szeroko pojętej opozycji z czasów komunizmu, są tak duże, że podejmując się jakiegokolwiek tematu związanego z działalnością konspiracyjną, trzeba być przygotowanym na bezpardonowe ataki którejś ze stron. Właściwie, gdyby ktoś obcy spróbował zrozumieć najnowszą historię Polski, pogubiłby się w jej zagmatwanych i pokrętnych interpretacjach. Współczesny konflikt polityczny, stojących niegdyś pod jednym sztandarem Solidarności, sprawił, że zatarła się granica między katem i ofiarą, Ubekiem i konspiratorem, bohaterem i politycznym bandytą. Często zadaję sobie pytanie, dlaczego jestem w stanie niemal jednym tchem wymienić tych, którzy w chwilach czasami największych życiowych tragedii, zmuszani szantażem, groźbą i manipulacją, pod wpływem lęku podpisywali mniej lub bardziej znaczące dokumenty o współpracy, a nie potrafię wskazać prawie żadnego człowieka, jaki ich do tego zmusił. Zadaję sobie też pytanie, co się stało z bohaterami dawnej opozycji, konspiratorami Solidarności, tymi  Kolumbami lat 50…, głoszącymi w latach komunizmu wspólne hasła, a dziś niepotrafiącymi spojrzeć sobie w oczy. Choćby cząstkowych odpowiedzi na te pytania próbowałem szukać w Skusze Jacka Hugo-Badera.

Jacek Hugo-Bader, pisząc swój „reportaż”, choć o gatunku książki można dyskutować, podjął się niezwykle trudnego zadania. Zdecydował się sportretować w nim byłych opozycjonistów, którzy poświęcili swoje życie, by walczyć z komunizmem w imię wolności. Wśród jego bohaterów, może oprócz Michała Boniego i Macieja Zalewskiego, w większości trudno jednak szukać tych z pierwszych stron gazet. Pojawiają się wprawdzie gdzieś na marginesie, na uboczu, ale nie ich losy stają się głównym wątkiem „reportażu”. Można powiedzieć, że autor skupia się przede wszystkim na ukazaniu tych z drugiego szeregu, cichych bohaterów tamtych czasów, którzy wywalczyli sobie wolną Polskę, a ta o nich zapomniała. Co więcej w książce tej poszukuje odpowiedzi na dość istotne pytanie – o naszą narodową mitologię. Dość mocno zakorzenieni w naszym polskim romantyzmie, poniekąd stajemy się jego niewolnikami. Pewnie wielu nie spodoba się to, o czym teraz napiszę, ale przytaczając słowa Jacka Hugo-Badera: „(…) solidarnościowi konspiratorzy, chociaż zwycięzcy, to jacyś niepisaci. Czy dlatego, że nie jechali po krawędzi życia i zamiast przelewać krew, kręcili korbami od powielaczy? Czy w Polsce bez ofiar nie może być mitologii?”, chciałbym pójść nieco dalej i zadać pytanie. Czy współcześnie dlatego tak mocno nie doceniamy tego, co się stało w 1989 roku, bo nie zostało to „obmyte” krwią walczących o wolność ludzi…, bo nie dokonała się mistyczna ofiara przez krew…, bo wyzwolenie ojczyzny nie zostało uświęcone śmiercią? Jakby do 1989 roku śmierci było zbyt mało… Oczywiście takiego pytania sam Hugo-Bader nie zadaje, ale wywołuje je, może podświadomie, może niechcący…

Niezależnie od moich prowokujących i kontrowersyjnych pytań, które nie mają przecież stanowić tematu tego artykułu, książka Hugo-Badera wprowadziła niemałe zamieszanie. Już samo jej wydanie przeciągnęło się w czasie w wyniku braku autoryzacji dwóch skłóconych ze sobą jej głównych bohaterów, co świadczy o podziale, jaki nastąpił wśród „bojowników podziemia” z czasów komunistycznych. Jednak książka jeszcze mocniej uderzyła w osoby, które praktycznie w „reportażu” są niewidoczne, epizodyczne, gdzieś na drugim planie. Autor pisze o nich raczej przy okazji, ukazując historyczną niesprawiedliwość - zamożność życia komunistycznych oprawców oraz marginalność i niejednokrotnie ubóstwo dawnych opozycjonistów.  Jacek Hugo-Bader po wydaniu Skuchy, otrzymał zaskakujący list od byłego oficera Departamentu III Służby Bezpieczeństwa i zamieścił jego treść w drugiej części trylogii, Audycie: 
 
W zeszłym tygodniu przeczytałem część pańskiego nędznego tekstu, który był także na mój temat. Część tylko, bo nie warto było babrać się w gównie, któreś pan z siebie wydalił. Po lekturze tego fragmentu nawet chujem pana nie nazwę, byłoby to naruszenie dóbr osobistych tego ze wszech miar pożytecznego narządu. Śmieć, szmata – któreś z tych określeń bym wybrał, nie warto jednak dla takiego czegoś jak pan marnować czasu, by znaleźć właściwą nazwę.

Myślę, że ten list, choć wulgarny i obraźliwy, jest jedną z najpiękniejszych nagród, jaką mógł otrzymać Hugo-Bader za swój „reportaż”… Dostanie takiego pisma od człowieka, piastującego tak ohydną  funkcję w czasach komunizmu, to najwspanialszy panegiryk na cześć autora i jego dzieła.

Jacek Hugo-Bader, kreśląc losy swoich bohaterów, próbował stworzyć obraz bardzo szeroki, prawie zupełny. Pierwotnie chciał pokazać, jak żyje im się w wolnej Polsce. Zdecydował się jednak poszerzyć swój portret o czasy dużo wcześniejsze, bo jak sam stwierdził:

„Pierwotnie Skucha miała być dużo mniejszą, skromniutką, jednoczęściową książką rozpoczynającą się od opowieści, która teraz otwiera część drugą. Planowałem twardo trzymać się głównego tematu, zatem pytania, jak się żyje w wolnej Polsce ludziom, którzy o nią walczyli. Ale jak opowiadać o kimś, kogo nie znamy, nie rozumiemy, nie pojmujemy życiowych wyborów, których dokonał, słowem, skąd przyszedł?”.

Dzięki temu zabiegowi cofamy się nie tylko do konspiracyjnej działalności bohaterów solidarności, ale także do ich dzieciństwa. Wchodzimy w świat skomplikowanych relacji rodzinnych, konfliktów pokoleniowych, frustracji i niezrealizowanych pragnień rodziców, świat dotknięty syndromem drugiej wojny światowej, okupacji, obozów koncentracyjnych, świat alkoholików i szaleńców. Pozwala nam to choć po części zrozumieć życiowe wybory portretowanych postaci oraz ich złożone charaktery. Po raz kolejny okazuje się bowiem, co nie jest specjalnie odkrywcze, że na to, kim się staliśmy, ma ogromny wpływ nasza przeszłość i środowisko, z którego wyrośliśmy. W ten sposób Jacek Hugo-Bader poszerza swój „reportaż” o aspekt psychologiczny. Ma to z pewnością swoje konsekwencje. Pogłębia obraz bohaterów o rysy niebehawioralne, co powoduje, że możemy popatrzeć na nich dokładniej i zrozumieć trudy dorosłości naznaczone piętnem dzieciństwa

                Zamysł autora, aby skonfrontować przeszłość z teraźniejszością, powoduje, że w treści książki odnajdujemy historie konspiratorów, ludzi walczących z komunistyczną niewolą i niejednokrotnie poświęcających swoje życie dla wyższych racji, ale także kroczymy drogą ich pełnych nadziei i rozczarowań czasów wolności, w którą tak mocno wierzyli, a która przyniosła im tyle rozczarowań. Możliwość przyjrzenia się tym ludziom zarówno przed, jak i po 1989 roku to zabieg dość interesujący, bo pokazuje cały proces transformacji z perspektywy ludzi czynnie dążących do obalenia komunizmu. Jeszcze ciekawsze jest to, że autor nie opisuje tego jak „nudny kronikarz” czy też niepozbawiony natręctwa nadinterpretacji badacz historii, ale oddaje głos swoim bohaterom. Nie niknie jednak poza światem przedstawionym. Czasami wychodzi na pierwszy plan i świadomie lub nie staje się jednym z bohaterów własnej książki. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie, ale też momentami przeszkadza. Uzasadnienie dlatego, że jako dawny opozycjonista opisuje losy swoich przyjaciół i znajomych. Podobnie jak oni brał udział w destrukcji ustroju komunistycznego. Był przecież ostatnim szefem kolportażu Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej, podziemnej struktury „Solidarności”, wydającej tygodnik „Wola” i drukującej „Tygodnik Mazowsze”. Przeszedł też, podobnie jak oni, trudny okres transformacji, ale w odróżnieniu od wielu, choć nie wszystkich, odnalazł się w wolnej Polsce i nie poddał narastającej frustracji, wynikającej z poczucia niesprawiedliwości. To może dawać mu pełne prawo współistnienia w książce jako jeden z bohaterów. Z drugiej jednak strony chwilami przeszkadza zbyt duża ilość osobistych i niepotrzebnych komentarzy autora, jego dygresji i refleksji. Autor ma chyba tego świadomość, bo w pewnym miejscu broni swojego stylu przed takimi jak ja - natrętnymi czytelnikami i tłumaczy:

„(…) reporter tym różni się od autora, że nie wymyśla ani nie zmyśla, ale kombinuje zaobserwowane, a najczęściej usłyszane historie, fakty i postaci, bo nie wszystko przecież można znać z autopsji. Wielki Melchior Wańkowicz, król polskich reporterów, nazywał to prawdą zmyśloną. Więc nie ma co nawet co gadać o obiektywnym reportażu. Jeśli potrzebujesz czegoś takiego, zabierz się do lektury książki telefonicznej. Tam żaden z tysięcy bohaterów nie powie czegoś takiego, od czego nawet twardym facetom chce się ryczeć”.

Jak już pisałem wcześniej Jacek Hugo-Bader w Skusze tworzy panoramiczny obraz opozycji sprzed 1989 r. i pokazuje dalsze jej losy już w wolnej Polsce. Ci, którzy chcą znaleźć w książce wydarzenia symbolicznie zapisane w dziejach naszej ojczyzny, mogą się głęboko rozczarować. Wprawdzie gdzieś w tle słychać echa stanu wojennego, strajków, Okrągłego Stołu, ale nie są to wydarzenia najważniejsze.  Autor, powracając do czasów działalności konspiracyjnej, skupia się przede wszystkim na przedstawieniu grona przyjaciół i znajomych, którzy zajmowali się wydawaniem i kolportażem prasy podziemnej. Ich bronią jest papier, drukarnia i powielacze. „Firma”, bo tak nazywa tę organizację, składa się z ludzi o różnych profesjach, są wśród niej drukarze, pracownicy wyższych uczelni, kierowcy, lekarze, sekretarki. Wszystkich łączy jedno - działalność konspiracyjna. Tę Jacek Hugo-Bader wiąże z życiem rodzinnym – portretuje mężów, żony, dzieci, bo przecież konsekwencje działań ponosili nie tylko konspiratorzy, ale też ich najbliżsi. W ten sposób powstaje obraz pozbawiony mitologizacji, są za to autentyczni ludzie – pełni euforii i dumy, ale też przepełnieni obawami i dotknięci pokoleniowym tragizmem.

Szczególnie ważna dla autora jest ostatnia część książki. Sprawiedliwość dziejowa wymaga, aby ci, którzy walczyli w imię wolności ojczyzny, zostali nagrodzeni, a ci którzy byli oprawcami, napiętnowani i usunięci w cień historii. Sprawiedliwość jest jednak ślepa i nie kieruje się żadną logiką. Po latach, gdy przygasł już ogień walki i nastąpiły czasy żmudnej budowy demokracji, okazało się, że wielu bohaterom Skuchy się nie powiodło. Jedni poszukiwali szczęścia i płonnych nadziei w polityce, inni próbowali, najczęściej bez sukcesów, odnaleźć się w bezwzględnym świecie biznesu, jeszcze inni sfrustrowani rzeczywistością znienawidzili nową Polskę i popadli w apatię. Skończyły się dawne przyjaźnie. Schorowani, dotknięci ubóstwem, zapomniani przez historię – dawni bohaterowie Solidarności. Walczyli w podziemiu i na końcu i tak musieli do niego wrócić, ale już z innych powodów. Choć zwyciężyli, ponieśli porażkę. Udało się tylko nielicznym. Ale i u nich nie czuje się smaku zwycięstwa, bo idąc drogą polityki, narazili się na gniew i nienawiść innych, często przyjaciół z czasów Solidarności. Najdobitniej dawnych opozycjonistów zilustrował Maciej Zalewski, który stwierdził:

„To jest środowisko, w którym mnóstwo wartościowych ludzi oddało najpiękniejsze lata życia dla wielkiej sprawy, a teraz się okazuje, że na czele byli, kurwa, transseksualistka, współpracownik bezpieki i złodziej”.

Skucha jest książką bardzo potrzebną. Pokazuje bohaterów Solidarności jako zwykłych ludzi, którzy trapieni codziennością, podjęli się walki o naszą wolność. Jest też książką ważną, bo przypomina zapomnianych bohaterów i piętnuje niesprawiedliwość dziejową. Jest też książką trudną, ale nie dla nas – czytelników. Jest trudną dla jej bohaterów, bo musieli jeszcze raz zmierzyć się z przeszłością i skonfrontować z teraźniejszością.

Część druga trylogii – „Audyt”



Jacek Hugo-Bader powraca w Audycie do ludzi, którzy już raz, bo dwadzieścia, trzydzieści lat temu stali się bohaterami jego reportażów. Tym razem nie kreśli jednak, tak jak w Skusze, historii dawnych opozycjonistów, „heroicznych bohaterów” konspiracji z lat 50, ale, jak sam pisze, przedstawia „outsiderów, ludzi z pobocza, wypchniętych na aut, siedzących na krawężniku albo na ławce rezerwowych”. Pomysł, aby pokazać trudny okres transformacji z perspektywy ludzi wykluczonych, wydaje się bardzo ciekawy. W historiach tych brak jest bowiem nadętego patosu oraz sztucznej teatralności. Opisują one ludzi, których przerosło życie, którzy często stoją obok nas, których nie zauważamy, albo nie chcemy widzieć, bo są dziwakami, bo grzebią w śmietniku, bo piją, bo śpią w domach do rozbiórki lub na klatkach schodowych. Jeszcze ciekawsze wydaje się odnalezienie ich po dwudziestu, trzydziestu latach i dokończenie kiedyś zaczętych historii. Podróż po kartkach książki to swoisty audyt, autor powraca do lat 90 i mówi sprawdzam… Śmiem twierdzić, że te powroty są momentami nawet ciekawsze od tych historii, jakie nakreślił Hugo-Bader kiedyś w Gazecie Wyborczej.

Audytu Jacka Hugo-Badera nie czyta się jednak łatwo. Wielość i różnorodność zaprezentowanych przez pisarza bohaterów oraz ich losów powoduje, że książka jest nieco chaotyczna i niespójna, a dobór niektórych postaci czasami nietrafiony. Autor obok romantycznych kryminalistów, szukających miłości spoza więziennych krat, drobnych przestępców, niedoszłych rewolucjonistów z psychiatryka, nieporadnych życiowo „popegerowców”, bezdomnych grajków i żebraków, zapijaczonych i naćpanych typków, opisuje również pierwsze polskie dzieci zapłodnione drogą in-vitro oraz trudne wybory niedoszłych rodziców, decydujących się pod wpływem badań prenatalnych na zabieg aborcji. W ten sposób powstaje obraz nieco dziwny. Oto nieco „groteskowy świat meneli” przeplata się z tragedią ludzi podejmujących nieodwracalne moralnie decyzje. A może Hugo-Baderowi właśnie też i o to chodzi… Chce pokazać, że pijaczyna z ul. Brzeskiej jest tak samo ważny, jak każdy inny człowiek.

Niektóre postaci ukazane w książce przez autora są według mnie również zanadto epizodyczne i na tyle marginalne, że umykają uwadze czytelnika lub zacierają się w jego pamięci po przebrnięciu kilku kartek. Po przeczytaniu książki, a przyznać trzeba, że nie czyta się jej na raz, ta pozorna chaotyczność i przypadkowość ma jednak jakiś sens. Oprócz tego, że Hugo-Bader kontynuuje i uzupełnia historie kiedyś spotkanych ludzi, to każdy przedstawiony przez niego człowiek, czy to „żelazny Heniek”, czy to „Stefan od grypsery”, czy to „Magda z In-vitro”, pozostaje gdzieś na uboczu, na marginesie, wprawdzie jest obok nas, ale tak, jakby go nie było. 

Audyt Jacka Hugo-Badera na pewno wygrywa stylem języka i narracją. Autor ze znaną sobie lekkością operuje słowem i oddaje głos bohaterom swoich reportaży. Nie usuwa się jednak na bok. Czujemy jego obecność, ale nie jest natrętem wchodzącym bez pardonu w świat przedstawianych historii. Jeśli już to robi, to dyskretnie i tylko z potrzeby chwili. 

Audyt warto przeczytać z kilu powodów… Przede wszystkim dla bohaterów tej książki - Stefanów, Magd, Heńków, Kamil… Dla prześledzenia prawie trzydziestu lat wolnej Polski… i oblicza tej naszej „Atlantydy”.  I wreszcie dla samego Hugo-Badera, który Audytem powraca na salony najlepszych polskich reportażystów. Warto go przeczytać po prostu dlatego, ze jest dobrą książką.
Tomasz Duda

About Tomek Duda

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz