"Sigalin. Towarzysz odbudowy" Andrzeja Skalimowskiego


  „Sigalin. Towarzysz odbudowy” Andrzeja Skalimowskiego



Warszawa, choć jest stolicą Polski, to nie należy do moich ulubionych miast. Miasto hałaśliwe, zatłoczone, takie trochę antypatyczne i  „zapyziałe”, cokolwiek by to nie znaczyło. I nie piszę tu z perspektywy spotkanych ludzi. Mam raczej na myśli samo miasto, jak powiedzieliby filozofowie,  miasto „samo w sobie”, miasto „w swojej istocie”. To wrażenie potęguje we mnie przede wszystkim jego wygląd, który powinien od pierwszej chwili zachwycić przechodnia, zadziwić harmonijnym pięknem lub artystycznym rozmachem, a tego nie robi. Jest raczej  pozbawioną ładu architektoniczną „półchimerą”. I nie sposób tego nie zauważyć, bo jak pisze Andrzej Skalimowski:

O ile złej książki można nie czytać, złego obrazu nie oglądać, a marną sztukę teatralną zwyczajnie zignorować, o tyle nie można przejść obojętnie obok złej architektury.



Oczywiście nie wierzę w mityczną wizję międzywojennej Warszawy jako „Paryża Północy”, nie wierzę w to wyidealizowane „miasto z pocztówek”. Doskonale wiem, że pod zaborem rosyjskim stolica, choć miejscami budząca zachwyt, stała się aż zanadto prowincjonalna i daleka od utopijnych wspomnień sentymentalnych melancholików. Jednak, gdy patrzę na to miasto dziś, gdy oglądam zdjęcia z niedawnego „wczoraj”, to rozumiem tych marzycieli, którzy chcieliby przywrócić Warszawie jej dawny, przedwojenny blask.

            Jednym z głównych architektów powojennej Warszawy, który odcisnął na jej wizerunku ogromne piętno, był Józef Sigalin. Dla większości postać anonimowa, dla innych komunistyczny aparatczyk i pozbawiony gustu „stalinowski burzyciel”. Tylko dla nielicznych cichy bohater z trudem i mozołem podnoszący miasto z wojennej pożogi. Z taką właśnie postacią zmierzył się w swojej książce pt. „Sigalin. Towarzysz odbudowy” Andrzej Skalimowski. Autor, pisząc tę biografię, nie miał łatwego zadania i nie chodzi tu o mozolne gromadzenie niepublikowanych materiałów na temat pierwszego po wojnie naczelnego architekta Warszawy. Z tym poradził sobie świetnie. Większym problemem było raczej zmierzenie się z negatywnym mitem Józefa Sigalina jako „socjalistycznego pachołka”, całkowicie podporządkowanego ideologii stalinowskiego budownictwa. Specjalnie piszę tu „zmierzenia się”, bo negatywny wizerunek „warszawskiego budowniczego”, zapoczątkowany przecież jeszcze w okresie komunizmu przez propagandę „gomułkowską”, a kultywowany w czasach współczesnych (choć z innych przyczyn), był tak duży, że wielu zapomniało o autentycznych sukcesach tego architekta – trasie W-Z, Starówce, Zamku Królewskim, Trasie Łazienkowskiej oraz równie kochanym i znienawidzonym Pałacu Kultury i Nauki. Andrzej Skalimowski, mając świadomość  osądu Sigalina, nie dał się omamić istniejącym przekonaniom. Kreśląc losy bohatera, przyjął pozycję obiektywnego kronikarza, który nie ocenia, ale raczej próbuje zrozumieć, bo jak sam tłumaczy:  

Jedną z największych pułapek biografistyki jest stosunek autora do opisywanej postaci . Można ją lubić lub nie, nie mogą to jednak być emocje skrajne. Fascynacja lub nienawiść nie wróżą nic dobrego. Ja swojego bohatera staram się zrozumieć.

Andrzej Skalimowski, zanim zaczął realizować swój twórczy plan, podjął się żmudnej pracy gromadzenia materiałów archiwalnych, dotyczących swojego bohatera. Między innymi przeanalizował blisko tysiąc teczek z dokumentami, jakie Sigalin przekazał do Archiwum Państwowego w Warszawie, przestudiował kilka książek architekta, a także odnalazł w jego prywatnym mieszkaniu rękopis konspektu wspomnień oraz ręcznie zapisane kartki z niedokończonym, osobistym przewodnikiem po Warszawie. Prace nad zbieraniem i analizowaniem materiałów, jakich podjął się Skalimowski, trwały kilka lat, ale finalny efekt może w pełni satysfakcjonować zarówno twórcę, jak i czytelnika.

 Biografia, jaką stworzył Andrzej Skalimowski, dzięki bogactwu przedstawionych treści, może nieco zaskoczyć odbiorcę. Ci, którzy sądzą, że autor ograniczył się w niej jedynie do ukazania losów tytułowego bohatera, mocno się mylą. Oczywiście, jak na biografię przystało, główną osią książki jest przedstawienie życia portretowanej postaci. Jednak, aby zrozumieć Józefa Sigalina i jego ślepą wiarę w idee komunizmu, trzeba również zrozumieć skomplikowane czasy, w których żył i mechanizmy, jakie rządziły wtedy światem. Dzięki temu książka, mimo tego że jest przede wszystkim biografią, staje się uniwersalnym obrazem Polski – tej przedwojennej, z okresu wojny, a także z pierwszych kilkudziesięciu lat po odzyskaniu niepodległości. Stąd w utworze odnajdziemy dość dobrze zarysowany wizerunek zasymilowanych Żydów z międzywojnia, do którego należała przecież rodzina Sigalinów. Spotkamy się z konfliktami, jakie w ówczesnej Warszawie towarzyszyły społeczności „wyznania mojżeszowego” i polskiego. Ten wątek na pewno stanie się pierwszym krokiem do zrozumienia Józefa Sigalina, mocno wierzącego w idee komunizmu i pozostającego w wiernej służbie tym wartościom już od czasów studenckich. Zresztą temat przynależności Sigalina najpierw do Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a potem do innych ugrupowań związanych z tą ideologią aż po PZPR jest jednym z najciekawszych w biografii. Zwłaszcza, że Józef Sigalin miał prawo, a nawet obowiązek nienawidzić komunistów. Najpierw reżim stalinowski odebrał mu podczas czystek jednego brata, a kilka lat później drugiego – w Katyniu. Dlaczego pomimo tych tragicznych losów Sigalinów Józef pozostał wierny ideologii? Dlaczego pomimo późniejszych rozczarowań i oskarżeń ze strony władz o sprzeniewierzenie się wartościom komunistycznym nie oddał legitymacji? Po części na te pytania próbuje odpowiedzieć Skalimowski w swojej książce. I może nie tyle broni Sigalina, ale stara się go zrozumieć.

Ciekawe w biografii jest też ukazanie typowych dla II wojny światowej losów człowieka nieświadomie uwikłanego w historię oraz dramatów ludzi poszukujących w powojennych zgliszczach swoich najbliższych, czego doświadczył też sam Sigalin.
 
Różnorodność przedstawionych treści, jaką zaprezentował w biografii Skalimowski, jest zatem na tyle bogata, że może zaspokoić ambicje czytelnicze rozmaitej grupy odbiorców. O ile w pierwszej części książki autor pozostaje wierny swojej narracji i niczym doskonały detektyw łączy rozsypane wątki z życia najpierw przybyłej z Kaukazu przyszłej potentatki imperium kefirowego w Warszawie – babki Józefa (zresztą ten wątek uznaję za najciekawszy w biografii), potem jego rodziców i rodzeństwa, a na końcu samego bohatera, to w drugiej części, gdy opisuje odbudowę Warszawy i rolę, jaką w tym procesie spełniał bohater, skupia się przede wszystkim na faktografii. O ile pierwszą część książki czyta się jak dobrze poskładaną powieść biograficzną, o tyle druga część przypomina już tylko reportaż lub historyczną pracę naukową. Autor chowa się nieco za fragmentami dokumentów, wypowiedziami przywołanych postaci i zapiskami samego bohatera. Narrację zastępuje komentarz. Najważniejsza staje się przede wszystkim Warszawa oraz okoliczności, jakie towarzyszyły jej odbudowie. Ma to oczywiste skutki w odbiorze dzieła. Wielość opublikowanych dokumentów i wypowiedzi przedstawicieli najwyższego aparatu władzy komunistycznej oraz innych bezpośrednio lub pośrednio związanych z partią na pewno usatysfakcjonuje badaczy historii, ale nie zwykłego czytelnika. Biografia staje się w treści statyczna, miejscami nudna, a ważniejsze od samego Sigalina okazują się procesy i mechanizmy kierujące odbudową stolicy. Może to dziwić odbiorcę, przyzwyczajonego do pierwszej części biografii, nieco zaskakiwać, a nawet „wkurzać”. Jednak wydaje się, że tak skomponowana książka ma swoje uzasadnienie - historia odbudowy Warszawy jest przecież historią Józefa Sigalina. Konflikty i dyskusje, jakie odbywały się w procesie decyzyjnym przy jej odbudowie, są również częścią jego życia. Czytając książkę Skalimowskiego nie można uciec od przekonania, że nie byłoby dzisiejszej Warszawy bez Sigalina i nie byłoby Sigalina bez Warszawy.

Skoro historia Sigalina jest historią Warszawy, to istotnym elementem biografii jest też temat powiązania ideologii komunistycznej z architekturą stolicy. Zastanawia, dlaczego stolica Polski tak bardzo odbiega od swojego przedwojennego wizerunku. Dlaczego nie odbudowywano Warszawy podobnie jak innych zniszczonych przez wojnę miast, w większości zachowując lub naśladując historyczną zabudową. Skalimowski zdaje się szukać odpowiedzi też i na to pytanie. Opublikowane stenogramy z wypowiedziami najważniejszych  osób w państwie dobitnie pokazują, jak ważna jest architektura w służbie ideologii i jak ważnym narzędziem, zwłaszcza na początku, był dla niej Jozef Sigalin. Istotne staje się tu pokazanie różnic między zabudową Warszawy w pierwszym dwudziestoleciu po 1945 roku i czasach późniejszych. Skalimowski wprawdzie nie broni portretowanej postaci, ale jednak pokazuje, że o ile jeszcze Sigalin nieco liczył się z architekturą historyczną Warszawy, czego skutkiem była odbudowa Starówki i Zamku Królewskiego, o tyle w późniejszym okresie, gdy przestał już być „naczelnym budowniczym” i przyjął na siebie falę krytyki, jednocześnie korząc się przed władzą, to stolica całkowicie odeszła od architektury historycznej i zasypały ją socrealistyczne, całkowicie pozbawione piękna i gustu budowle. W ten sposób Skalimowski nieco łagodzi negatywny mit Sigalina jako „wroga zabytków”. To spostrzeżenie jeszcze bardziej nabiera sensu, gdy zrozumiemy, jak z Sigalinem obeszła się władza. Totalitaryzm, a przecież za taki trzeba uznać komunizm, nie wybacza i nie kieruje się żadnym sentymentem. Wprawdzie umożliwia wiernym sługom dość szybkie wdrapanie się na szczyt, ale też dość szybko i bez skrupułów jest w stanie z tego szczytu zrzucić. Józefowi Sigalinowi  nie zależało na władzy, ale mimo to, po latach traktowania go jak bohatera Warszawy, odsunięto go gdzieś na „peryferie partii” jako tego, który sprzeniewierzył się ideałom komunizmu i – o ironio -  zanadto „szpecił” budynki Warszawy "niepotrzebnymi kolumnami".

Gdy sięgałem po książkę Andrzeja Skalimowskiego, robiłem to z pewną nieufnością. Biografie, jakie dotąd czytałem, a było ich naprawdę wiele, w większości męczyły i nudziły. Moja nieufność w stosunku do książki była tym większa, że Józef Sigalin był dla mnie postacią nieco anonimową i mało ciekawą – ot… kolejny komunistyczny aparatczyk, który wiernie służył partii. A skoro niejedna czytana przeze mnie biografia, opisująca życie postaci nawet najbardziej ciekawej, była czasami udręką, to jaka satysfakcja mogła mi dać książka o jakimś Sigalinie…? Czysta ciekawość, która kazała mi sięgnąć po tę lekturę, okazała się jednak tym razem trafna. „Sigalin. Towarzysz odbudowy” to książka naprawdę udana – nieźle poskładana, ciekawa treścią, urozmaicona formą i bogata wątkami. Oczywiście ma też swoje wady. Druga część wydaje się mimo wszystko za mocno przesycona dokumentami, a sam Sigalin  znika gdzieś za zbyt dużą ilością publikowanych przez autora materiałów. Mimo to biografię czyta się dobrze.

Biografia, jaką napisał Skalimowski, pozwoliła mi też popatrzeć na Warszawę inaczej, z innej perspektywy, trochę łagodniej. Nie..., nie zmieniła mojego postrzegania tego miasta, które nadal uznają za brzydkie, ale pozwoliła mi je zrozumieć i usprawiedliwić. Tak samo jak pozwoliła mi zrozumieć i po części usprawiedliwić samego Sigalina, który Warszawie poświęcił niemalże wszystko, a ceną, jaką z to zapłacił, była niechęć i zapomnienie.

Tomasz Duda

Ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarne
Tomasz Duda




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Dzięki za recenzje. Mam ochotę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobra książka, też nie miałem pojęcia o Sigalinie. Ale to jest kawał historii Polski powojennej, w sumie dobrze że jest tyle dokumentów. Ma to solidne podstawy, nie taka opowiastka z głowy. Ale zgadzam się, że czyta się bardzo dobrze

    OdpowiedzUsuń