"Świąteczny list" - Elyse Douglas


Domyślam się, że może to zabrzmieć nieładnie, ale zawsze 

mówię, że ja z fantastyków wyrosłam...
Nie przepadam za filmami ani za książkami, w których króluje fantastyka, kiedy byłam dzieckiem, namiętnie czytałam Harry'ego Pottera i skłamałabym, gdybym powiedziała, że moja miłość do
chłopca z blizną wraz z wiekiem wygasła, jednak prócz ukochanego Pottera rzadko sięgam po tego typu produkcje. Lubię literaturę faktu, cenię sobie potwierdzone informacje, lubię czytając romanse, bez trudu móc wyobrazić sobie stworzoną przez autorkę historię. Co innego już, kiedy mowa, jak w przypadku tej książki, o podróżach w czasie. Takie rzeczy, przynajmniej z tego, co mi wiadomo, nie zdarzają się w naszym realnym życiu i choć zaryzykowałam, decydując się na tę powieść i obawiałam się, że mnie przerośnie, to moja reakcja mile mnie zaskoczyła. 

Przede wszystkim moją największą obawą było to, że tej fantastyki w akceptowalnej dla mnie ilości będzie za dużo. Bałam się, że przeczytam o naprawdę szalonych i wymyślnych rzeczach, okazało się, że największym i zarazem jedynym szaleństwem w tej powieści jest podróż w czasie, prócz tego znaczącego elementu nie ma już nic, co mogłoby mnie zniechęcić. Na szczęście! Co więcej, przez ten powrót bohaterki do XIX wieku, przypomniałam sobie niektóre znaczące fakty z naszej historii. Miło było "przenieść się" do Nowego Yorku pełnego mężczyzn w cylindrach i pań w najróżniejszych, strojnych sukniach.

Lovers that bless the dark
On benches in Central Park
Autumn in New York...

Teraz należałoby Wam opowiedzieć, o czym jest ta książka, prócz wspomnianej już przeze mnie wyżej, nietypowej podróży. Główną bohaterką jest rozwiedziona Eve Sharland, pielęgniarka kochająca antyki i medycynę. Podczas swojego krótkiego urlopu odwiedza klimatyczny sklepik z antykami i trafia na interesującą starą lampę, a w niej znajduje list adresowany do Eveline Sharland. Kobieta jest zdumiona tym odkryciem, imię i nazwisko na kopercie to przecież jej dane, Eve od razu wie, że musi kupić i lampę i list, a później poznać zawartość intrygującej koperty. Kiedy w domu kobieta poznaje treść wiadomości, rozmyśla nad losem dwojga kochanków, którym nie było dane wieść szczęśliwego i długiego życia. Po kilku dniach postanawia zgodnie z prośbą z listu udać się do Central Parku i zapalić lampę. Chwilę później kobieta budzi się zmarznięta na ławce, na której wcześniej siedziała, w oddali słyszy stukot kopyt, nigdzie nie widzi swojej komórki, lampy, portmonetki... Jej obawy się pogłębiają, gdy podchodzi do niej nietypowo ubrany mężczyzna i pyta o samopoczucie. Albert Harringshaw z troski o kobietę zabiera ją do domu swojej kochanki i wzywa lekarza. Okazuje się, że nasza bohaterka z chwilą zapalenia lampy, przeniosła się do 1885 roku.

Eve szybko domyśla się, z jaką misją cofnęła się w czasie, musi odnaleźć lampę, autora listu i umierającą Eveline. To zadanie nie będzie jednak wcale takie łatwe, kobiety w 85 roku nie miały praw, nie powinny też wychylać się przed szereg, ani przede wszystkim nosić spodni! Eve musi zmienić strój, sposób wysławiania się, a także nieco utemperować. To nie będzie łatwe zadanie, zwłaszcza że jest jeszcze coś, o czym nasza bohaterka powinna pamiętać, nie wolno jej się zakochać!

Ciekawe było przyłapywanie Eve na wplataniu w zdania słów, których ludzie w tamtych czasach nie znali. Metro, wow, czy okej to z pewnością nie są słowa, którymi powinna się w ich obecności posługiwać. Bohaterów w książce jest całkiem sporo, podoba mi się, że są bardzo charakterystyczni, co znaczy, że świetnie wykreowani przez autorów. Kiedy w całej tej historii pojawia się pewien detektyw, robi się jeszcze goręcej. Kiedy kobieta sama nie wie, jakim cudem stało się to, co się stało, obecność doświadczonego policjanta nie działa na korzyść...

Nie można zaprzeczyć, że równie ważną rolę w powieści co Eve odgrywa lampa. To od niej przecież wszystko się zaczęło, nie mogło jej więc zabraknąć na okładce... Powiem Wam szczerze, że ta okładka popsuła mi całą wizję pięknej, starej, wyjątkowej lampy... No wybaczcie, ale ta z okładki przypomina mi latarnię z wielkiej, znanej wszystkim sieciówki, którą nabyć można za całe dziesięć złotych... Co więcej, byłabym w stanie nawet założyć się o to, że do zrobienia zdjęcia użyto właśnie jej. Bawi mnie to niesamowicie i jednocześnie smuci, taka książka zasługiwała na stworzenie okładki z nieco większym zaangażowaniem...

Eve swoją podróżą do 85 roku zmieniła bieg historii, każdy jej ruch musiał mieć znaczenie dla tego, jak potoczy się dalsze życie wszystkich ludzi, także tych z czasów naszej bohaterki. Zabrakło mi na końcu książki podsumowania tych zmian. Zanim Sharland zapaliła jeszcze lampę, szperała w historii osób, o których dowiedziała się z listu, normalne byłoby dla mnie, gdyby po powrocie do swoich czasów znów to zrobiła i sprawdziła, czy jej decyzje, jej najmniejsze kroczki nie były dla kogoś znaczące. Przede wszystkim chodzi o samą ciekawość, o to, że podczas gdy jej nie było, życie toczyło się dalej. Czy w starych kronikach, drzewach genealogicznych, nawet na Wikipedii, czy coś się tam zmieniło, bo musiało prawda? Być może poruszenie tej kwestii byłoby dla autorów zbyt absorbujące. 

Jestem zaskoczona tym, jak bardzo spodobała mi się ta książka, długo zwlekałam z zabraniem się za jej czytanie, a okazało się, że zajęło mi to kilka godzin, tak bardzo przypadła mi do gustu. Jeśli macie podobne do mnie podejście do fantastyki, to zaryzykujcie! Naprawdę warto czasem zaskoczyć samego siebie. Książka napisana jest w trzeciej osobie, co zazwyczaj odrobinę mnie zniechęca, tutaj też tak było, ale po kilku rozdziałach przestałam w ogóle zwracać na to uwagę. Klimat jest świetny, cięty język Eve, choć nie zawsze na miejscu, bawi czytelnika. Harringshaw bulwersuje i zaskakuje, detektyw Gantly budzi obawy, a John Allister rozczula. Bawiłam się świetnie i nie żałuję kilku godzin, które poświęciłam w swój wolny dzień właśnie na "Świąteczny list".

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece


Julia Komorska 
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Książka bardzo mi się podobała. Zwłaszcza motyw przeznaczenia i podróży w czasie. Bardzo romantyczne.:)
    O moich odczuciach możesz przeczytać na moim blogu.
    ~Pola z www.czytamytu.blogspot.com
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń