"Złamane dusze" - Simone St. James

„Złamane dusze” to powieść dość niezwykła. Powiedziałabym nawet więcej. To powieść oryginalna, trochę dziwna, odrobinę mroczna. Nasycona nastrojem grozy, niepewności i leku. Pełna nostalgii i specyficznego klimatu, którego niestety coraz trudniej uraczyć we współczesnej literaturze popularnej.
Prawdopodobnie jest to zasługa dość specyficznego połączenia wątków. Ta powieść łączy bowiem w sobie cechy horroru, kryminału, sensacji jak i powieści psychologiczno-obyczajowej.
Do tego jeszcze wydarzenia przeplatają się retrospekcjami z lat 50-tych XX wieku, czyli sprzed ponad 60 lat. Głównym miejscem do którego wymykamy się współczesnej historii jest stara szkoła z internatem dla dziewcząt. W powieści nie ma jednak miejsca na wybór "lepszego" wątku i czasu.
Wszystkie  rozdziały obejmujące zarówno retrospekcje, jak i wydarzenia nam współczesne w pełni angażowały moją uwagę i zainteresowanie. Obie akcje, prowadzone równolegle hipnotyzują  i jednocześnie wywołują emocje, oraz niedopartą chęć rozwikłania tajemniczej i mrocznej zagadki z duchami w tle.

Rok 2014 – Fiona Sheridan, z zawodu dziennikarka, która mimo minionych dwudziestu lat od śmierci siostry, nie może się z nią pogodzić. Co roku w dzień jej urodzin odżywają wszystkie emocje i powracają pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi. Co wydarzyło się tamtego feralnego dnia na terenie szkoły dla dziewcząt, zwanej Idlewild Hall?
„Idlewild od dawna milcząco majaczyło w zakamarkach jej umysłu, stało się mrocznym elementem wystroju jej mózgu. Przez dwadzieścia lat robiła, co mogła, żeby o nim nie mówić, ale teraz uznała, że „wygadanie się” będzie czymś jak upuszczenie krwi – bolesne, ale i konieczne”.
Na miejscu tragicznych wydarzeń ma wkrótce powstać nowa szkoła, co tylko potęguje niepokój i wzmaga zainteresowanie tematem naszą bohaterkę. Bo kto o zdrowych zmysłach inwestuje w prywatną szkołę w stanie, w którym jego mieszkańców na to nie stać. Cała ta sytuacja wydaje się być już nawet nie tyle dziwna co niepokojąca. Do tego jeszcze miejsce kultu, do którego Fiona wracała co roku ku pamięci siostry, przestanie istnieć. Miejsce upiorne, z  przerażającymi i tajemniczymi zjawiskami, budzące  nierzadko niepokój wśród mieszkańców.
Swoimi wątpliwościami Fee (bo tak nazywają ją przyjaciele i rodzina) zarażą swojego partnera, notabene gliniarza. Ich związek w powieści to niemal osobna historia. Historia skrytego romansu z zawodu wrogich sobie ludzi. Gliniarz i dziennikarka nie idzie bowiem w parze z zawodową moralnością Jamiego. Ich romans dodaje więc tylko dodatkowej pikanterii powieści.
Chcecie wiedzieć co dalej, ale bez zdradzania finału? Otóż podczas prac remontowych w Idlewild Hall zostają odkryte tajemnice, które przenoszą nas sześćdziesiąt lat wstecz, do czasów kiedy to jeszcze szkoła dla dziewcząt w pełni funkcjonowała, choć i wówczas uznawana była za nawiedzoną. Trafiały do niej głównie młode i zbuntowane nastolatki.
„Dla większości tych dziewczynek, to nie było szczęśliwe miejsce […] Wysyłano je tam, bo stwarzały problemy”.
Wśród nich swoje miejsce miała także Mary Hand  – dziewczynka duch, o której historie przekazywane były między uczennicami za pomocą starych podręczników.
„ Nauczyciele nie zaglądali do podręczników, a tych nigdy nie wyrzucano. Jeżeli chciałaś ostrzec dziewczyny z przyszłości przed Mary Hand, to ksiązki idealnie się do tego nadawały”.
Sami powiedzcie, czyż nie fantastycznie się zaczyna? Czyż fabuła nie kusi sama w sobie? Takie właśnie były moje pierwsze wrażenia, zaraz po sięgnięciu po książkę i w trakcie jej czytania. Byłam nastawiona na sukces tej pozycji, zwłaszcza że miała ona naprawdę dobre notowania i recenzje. Wyczekiwanie na nią połączone było z ekscytacją i marzeniem o frapującej do szpiku kości lekturze. Co nie znaczy, że nie liczyłam się z porażką, która i tak zawsze jest niechcianym elementem naszych czytelniczych emocji.
Nie ma jednak co bić piany nad całkiem znośną powieścią, tyle że nie hitem, którego oczekiwałam. Tak czy inaczej mam bardzo ambiwalentne uczucia. Zazwyczaj dość szybko określam położenie książki w moim schemacie i skali ocen, ale nie tym razem. Dodatkowo irytuje mnie fakt, ze nie wiem tak do końca dlaczego. Niby wszystko w niej jest dobrze przemyślane, dobrze napisane i trzyma w napięciu do końca. To jednak czuje jakiś niedosyt, jakiś brak, który nie daje mi w pełni zachwycić się utworem. Biorę pod uwagę też fakt, że im więcej spodziewamy się po książce, bym bardziej jesteśmy narażeni na rozczarowanie lub brak euforii z nią związanych. Być może tu właśnie zaistniało owe zjawisko. Jaki morał z tego? Chyba wiecie sami.

Niezależnie jednak od samej fabuły utworu i idących za nią emocji czytelniczych, muszę oddać ukłon w stronę tłumaczenie, które jest jak by nie było niezmiernie ważne w przypadku książek obcojęzycznych. Myślę ze cały klimat powieści i to że trwałam w niej do końca, pełna skupienia i w oczekiwaniu na finał to także duża zasługa Mateusza Grzywy. W ogóle uważam że zbyt mało uwagi przywiązuje się w powieści roli tłumacza, a cały splendor ewentualnych zasług przypisuje się wyłącznie autorowi. Ale to być może temat na osobną odsłonę. Cóż zatem mogę powiedzieć więcej?

To dobra powieść, pełna intryg, tajemnic, frapująca, dobrze skonstruowana, stylistycznie dopasowana do moich potrzeb prawie w 100%, obliczona na utrzymanie uwagi czytelnika niemal do samego końca, ale… Co by nie ukrywać, „Złamane dusze” wypadają niestety trochę sławo na tle najlepszych kryminalnych powieści. Zachęcam jednak do samodzielnej oceny książki, wobec której we mnie wciąż wiele niepewności.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe
Ocena 7-8/10
Edyta Sztylc
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

5 komentarze:

  1. A mnie takie połączenie jak najbardziej intryguje i chętnie sięgnę po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już recenzję tej ksiażki u kogoś i zdecydowałam, że nie będę nawet próbowała czytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście każdy potrafi inaczej odebrać tę samą książkę🙂

    OdpowiedzUsuń
  4. Tę pozycję miałam przyjemności poznać niedawno i muszę przyznać że mnie oczarowała. :D

    OdpowiedzUsuń