"Czarny mag. Adeptka" - Rachel E. Carter


Książkę czyta się bardzo szybko, język jakim operuje autorka jest bardzo lekki i płynny. Akcja ciągle pruje do przodu i nie ma czasu, aby się zatrzymać, choć nie obeszło się bez zgrzytów. Ja przeczytałam tę część w niespełna dwa wieczory i wciąż jeszcze głowa buzuje mi od różnych emocji, tych lepszych i niestety też gorszych. Częściowo jestem zadowolona z tego co przeczytałam, częściowo zaś nie. Zarzut mam do sposobu, w jaki pisarka postanowiła nas przeprowadzić przez wszystkie lata praktyk Ryiah. Pani Carter sama stworzyła sobie pewien niezbyt pasjonujący schemat i wbiła się w niego z uporem maniaka w jednej tylko książce, powtarzając go aż cztery razy! 

Książka została podzielona na cztery lata praktyk i każdy rok ma różną ilość rozdziałów, niemniej jednak w każdym pokutuje wspomniany przeze mnie schemat. Adepci trenują oraz uczą się w różnych zakątkach królestwa i przeprowadzają tam pozorowane walki. Lwia część każdego roku to wspomniane przeze mnie walki, które trwają zaledwie jeden dzień, po czym następuje jakiś dodatek w fabule (czasami też przed), jak dodatkowa misja, nieszczęsna wyprawa na pole walki, dramatyczne perypetie miłosne i tragiczne zmagania z wrogiem. Dzień praktyk plus większe lub mniejsze wydarzenia również dziejące się w krótkim czasie. Naturalnie nasi bohaterowie w kilku zdaniach przemieszczają się tygodniami lub godzinami z miejsca na miejsce, ale nie odczuwa się upływającego czasu. 

Przez te zabiegi tekst zdaje się być rwany, stracił spójność, byłam niemile zaskoczona zawsze, gdy natykałam się na stronę informującą mnie o kolejnym przeskoku w czasie. Autorka chyba za wszelką cenę chciała skrócić nam cały okres praktyk, dała jakby konspekt, by - być może - przejść w następnej książce do głównego wątku. Mam nieśmiałe podejrzenia co do niego, chociaż wcale nie odkrywcze, bo czytając sam opis tego tomu wiemy, że czeka nas wojna. Przez to bardzo czekam na kolejną część, bo opisy walk, taktyki, wszelkie przeciwności fajnie autorce wychodzą, chociaż wszystko zdaje się dziać tu i teraz, a nie jeszcze dodatkowo w tle. No nic, zobaczymy, co będzie dalej.

W „Adeptce” dostaniemy więcej zawirowań miłosnych, zarówno w życiu najlepszej przyjaciółki Elli, jak i samej Ryiah. Co rok, to inaczej, raz na górze, raz na dole, momentami emocjonująco, ale na poły dramatyczne sceny wprawiały mnie w lekką konsternację, typu: Serio? Nie mogliście o tym pogadać? Albo: Minęły 2 lata? Kiedy?

Na pierwszym roku praktyk nie kupiłam wyboru sercowego Ryiah, było schematycznie, oklepanie, zbędnie, jednakże spodobała mi się jej konsekwencja w momencie, gdy to sobie z mocą uświadomiła. Głównymi bohaterami ciągle szargają ogromne emocje, ich wzajemny pociąg do siebie spala ich od wewnątrz, reagują bardzo wybuchowo i w sumie już samo zakończenie mało mnie ruszyło. Jakby nie było, to cały czas im jednak kibicowałam, bo jest mnóstwo chemii między nimi i pasują do siebie idealnie, przez co super się o tym czytało. Dwa, niezwykle mocne charaktery, zdecydowane, nastawione na ciężką pracę i sukces. Generalnie ogólne zakończenie książki jest dobre, zaskakujące, ale sfera uczuciowa mniejszą rolę już dla mnie odegrała.

Dlaczego mimo wszystko bardzo dobrze oceniam tę powieść? Bo ma w sobie niezaprzeczalnie te nieuchwytne „coś”. Bohaterka jest ciężko zasuwającą, dumną, silną kobietą o jasno postawionych celach, w których uczucia, choć trochę mieszają, to jednak nie przyćmiewają wszystkiego, ba, wręcz nie mogą i basta. Ryiah jest świetna i chciałabym mieć choć połowę jej niezłomnej woli. Inna sprawa, to ogromnie podobają mi się opisy walk, treningów, tych wszelkich mordęg, jakie są zsyłane na adeptów oraz to, że czarowanie nie jest cudownie łatwe, nawet dla najpotężniejszych. Trzeba myśleć, planować, oszczędzać rezerwy, a i tak jest ich za mało. Nie można walki opierać tylko na magicznej sile, z tego powodu też wszyscy adepci z każdej frakcji muszą trenować. Dzięki już tylko powyższym, lektura staje się przyjemnością, ciekawi, co będzie dalej i wciąga. Mam jednak nadzieję, że następny tom nie będzie już tak pocięty.

W „Adeptce” Ryiah nie ma lekko, boryka się nie tylko z problemami w przyjaźni i miłości, czy też z okropnym nauczycielem, ale również z samą sobą, jej pragnieniami, marzeniami i wiszącą nad głową wojną, która zdaje się mieć jakieś większe dno. Kim tak naprawdę są wrogowie? Czy Ry uda się otrzymać upragnione czarne szaty? Jak potoczą się jej sprawy sercowe? Czy uniknie straty najbliższych? Czy podejmie służbę na wymarzonej północy w Ferren’s Keep i zdobędzie chwałę? Czy też może Korona będzie miała większy teraz wpływ na jej los? Jak podoła swej nowej roli i co zamierza zrobić teraz Darren? Żadna postać nie jest mi obojętna i mam szczere nadzieje, że zostaną mocniej rozbudowane w przyszłej części, która na pewno ukarze się w tym roku.

Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uroboros


Ula Wasilewska

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz