"Dziki hufiec" - Fred Vargas


Szczęśliwie, miałam już raz przyjemność obcować z twórczością Fred Vargas przy okazji
źródło
lektury „Niepewne miejsce” i z ogromną satysfakcją zanurzyłam się w kryminalne zawirowania wokół niecodziennego, wcale niecharyzmatycznego inspektora Adamsberga. Jest kilka powodów dla których z chęcią i bez żadnego zastanowienia sięgam po książki tej pisarki. Po pierwsze nietuzinkowe, bardzo plastyczne, dogłębnie przemyślane historie o doskonale przygotowanym podłożu historycznym, uwzględniającym dostępne informacje w internecie na podstawie wiekowych pism. Po drugie świetne operowanie słowem, dosadne, acz nie przerysowane oddanie charakteru każdej postaci, zyskująca uznanie pomysłowość w ich kreacji, bez zbędnych fajerwerków, lecz też nie mdła, a równocześnie zdumiewająca i intrygująca. Po trzecie sposób poprowadzenia przez całą powieść, gdzie płynie się, przeskakuje, buja nas w lekkim otumanieniu z jednej burty na drugą, bez dramatycznych przeskoków, bez ogłupienia, zmuszając do ciągłego skupienia, analizy, obstawiania końcowych wyników, co zwykle nie powinno nam się udać, ale i tak jest satysfakcjonujące.

W „Dzikim Hufcu” znów wracamy do tych samych głównych bohaterów, do znanych nam miejsc, ale też zaraz wyruszamy w kompletnie nieznane rejony i co może wydać się lekko szalone, będziemy uczestniczyć równocześnie nie w jednym śledztwie, a w czterech, z czego dwa będą szły równocześnie i są naprawdę poważne. Inspektor Adamsberg znów będzie chadzał własnymi, zakręconymi ścieżkami, które wieść będą go w rozmaitych kierunkach, czasem w przód, a czasem w tył, nierzadko sprawiając wrażenie zagubionego, jakby wszystko umykało mu z rąk. Nabrać się jednak na to nie zdoła nikt, kto choć trochę go już zna, bądź podchodzi całkiem otwarcie do jego mętnych sposobów działania. Sprawy, jakimi zajmuje się tu Adamsberg są nad wyraz ciekawe, jedne zakręcone i nieoczywiste podpalenie samochodu połączone z zabójstwem wysoko sytuowanej osoby, druga mistyczna wręcz, bazująca na podaniach o siejącym grozę Dzikim Hufcu, który wymierza sprawiedliwość i sieje obecnie zamęt w Ordebecu na chemin de Bonneval. Tytułowa sprawa jest pociągająca, nęcąca niezwykle nieuchwytna, nieziemska wręcz, lecz nie będzie w niej niedomówień, zakończenie daje satysfakcję, zaskakuje i cieszy.

Z twórczością Vargas jest tak, że można po nią sięgnąć w dowolnym momencie, a nic w danej sprawie nam nie umknie. Przestrzec jedynie muszę przed tym, że naturalnie znajdują się w niej pewne spojlery odnośnie poprzednich powieści. Nie dało się tego uniknąć, taki jest ciąg logiczny, wszystko brnie na przód i suma poprzednich doświadczeń, rozwiązanych spraw, czasem zagląda nam w oczy, a niekiedy bez ustanku towarzyszy. To jest moja druga książka i miałam dziką satysfakcję, gdy choć pobieżnie było wspomniane coś o poprzedniej części, dodatkowo o wiele przyjemniej było czytać o już poznanych bohaterach. Niemniej jednak można czytać niezależnie, historia na tym nie traci.

Nie bez powodów Fred Vargas jest nazywana królową francuskich powieści kryminalnych, jej twórczość jest wydawana w prawie 50 krajach i doczekała się kilku ekranizacji. Warto sięgnąć po jej książki, dać porwać się sprawom na pograniczu mitów, dawnych podań historycznych, które nawet w dziennym świetle zdają się tchnąć czymś niepojętym, nieuchwytnym, balansują na tak cienkiej krawędzi, że nie wiadomo, czemu przyjdzie ostatecznie zawierzyć. Szczęśliwie, uznaję, ze jednak rozsądkowi, nie znajdzie się tu bajania i dyrdymałów, aczkolwiek niecodzienne dygresje są na równi istotne, co same śledztwo. 

Ocena 9/10


Ula Wasilewska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz