"Inkub" - Artur Urbanowicz [PRZEDPREMIEROWO]


Szukasz spokojnego miejsca do zamieszkania? Z dala od miejskiego zgiełku, za to blisko natury? Serdecznie zapraszamy do Jodozior, miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc i to dosłownie! Słabe zdrowie, depresja, morderstwa i samobójstwa gwarantowane! Nie zapomnicie nigdy tej niesamowitej przygody, zafundowanej nam przez Artura Urbanowicza w jego najnowszej powieści „Inkub”.
"Lecz wraz z destrukcyjną mocą wioski, w połączeniu ze złem, które unosiło się w powietrzu, złem, w którym żyli, złem, którym oddychali, złem, które spożywali w pokarmie - wreszcie znalazł swe ujście. Jakub Jonio nie wytrzymał. Pękł."
 Od początku do końca nie wiedziałam, czego się spodziewać. Moje domysły okazywały się błędne i proszę sobie wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy wydarzenia biegły zupełnie innym torem, niż oczekiwałam. Bardzo rzadko można mnie w książkach czymś takim zaskoczyć. Uważam, że autor ma dar do snucia opowieści. Potrafi zaciekawić, rozochocić go, zbudować napięcie, by po chwili zmienić wątek i zostawić czytelnika z tak zwanym cliffhanger’em (z ang. „zawieszenie na krawędzi klifu”, czyli zawieszenie akcji w sytuacji napięcia).  I to tak praktycznie rozdział za rozdziałem. Ponad siedemset stron połknęłam dosłownie w trzy dni. Dla mnie to najlepszy dowód, że książka jest porywająca. Powieść jest horrorem, przynajmniej takie było założenie. Tutaj chyba nie będę obiektywnym jednoosobowym jury, gdyż jedyna pozycja, która mnie kiedykolwiek przestraszyła, było „Lśnienie” Stephena Kinga (a naczytałam się ja horrorów, naczytałam). Niemniej jednak jest to bardzo ciekawa propozycja dla miłośników tego gatunku. Przejdźmy do sedna! 
"Pani Oś rzucała cień, który w ogóle do niej nie pasował. Zdawał się jeszcze szczuplejszy, o dłuższych rękach i nogach, którymi stykał się z rąbkiem sukni. Jego korpus kończył się dużą, okrągłą głową z rozczochranymi włosami".
Akcja „Inkuba” rozgrywa się na terenie Suwalszczyzny, konkretniej to Suwałki, wieś Jodoziory i okolice, w dwóch różnych epokach – w latach siedemdziesiątych XX wieku, oraz w roku 2016. Wątki są bardzo płynnie i ciekawie poprzeplatane, spięte w roku 2016 w odpowiedniej chwili. Zachwyciło mnie to niesamowicie, gdyż zabieg nie jest łatwy do zrealizowania. Wszystkie wydarzenia są spójne, wynikają z siebie. Mimo odgrywającej ważną rolę magii nie ma wątków-sierot, które psułyby efekt końcowy. To nie jedyny plus tej książki. Poza spójnością fabuły, autor zadbał także o dokładne odwzorowanie miejsc. Z samej ciekawości zaczęłam szukać informacji o Jodoziorach i zauważyłam, że geograficznie też się wszystko zgadza. Pozwoliłam sobie, między innymi, obejrzeć bar Jaćwing w Smolnikach. I chociaż autor ostrzega, że miejsca występujące w powieści są realne, to co innego przeczytać, co innego poszperać w Internecie i „zobaczyć na własne oczy”. 
Przejdźmy teraz do bohaterów. Każda ze stworzonych postaci posiada swoją własną historię, osobowość, język wypowiedzi. Autor jest w tym konsekwentny i bardzo dopracował ten „szczegół”. Głównym protagonistą jest Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia z komendy głównej w Suwałkach. Zostaje przydzielony do tajemniczej sprawy ewakuacji wioski, oddalonej od jego miejsca pracy o nieco ponad dwadzieścia kilometrów. Razem ze swoim przyjacielem udają się na miejsce i pierwsze co zaczyna im przeszkadzać to fakt, ze we wsi Jodoziory wszelki sprzęt elektroniczny wariuje. Wokół unosi się atmosfera przygnębienia i marazmu. To właśnie wtedy dowiadują się o rzekomej klątwie, rzuconej na to miejsce przez żyjącą na tych terenach w latach siedemdziesiątych czarownicę. Niby bujdy i przesądy lokalnych „krawężników”, ale chwilę później, jakby na potwierdzenie opowieści, jeden z najmłodszych policjantów popełnia samobójstwo. Vytautas, w przeciwieństwie do wszystkich dookoła, nie wierzy, że Młody sam się zabił. Intuicja go nie zawodzi i koniec końców musi stawić czoła naprawdę tragicznej historii wioski i… nie tylko. 
"- Tam podobno jeden dom jest nawiedzony i z tego powodu, od kiedy pamiętam, zamknięty na amen. Żeby nikt do niego nie wchodził."
 Choć głównym wątkiem jest policyjne śledztwo, to znaczącą rolę odgrywają tutaj mieszkańcy Jodozior z lat siedemdziesiątych. Autor, bowiem, opisuje wydarzenia przeszłe i teraźniejsze równocześnie. Trudno powiedzieć, która rodzina jest najbardziej istotna, dlatego ośmielę się stwierdzić, że wszyscy w pewnym stopniu. Chciałabym wyjaśnić dlaczego tak sądzę, ale wiązałoby się to ze spoilerem fabuły, a nie chcę zostać znienawidzona. Mogę jeszcze jedynie zdradzić, że nic nie jest tym, na co wygląda.
            Jeśli jesteś miłośnikiem horrorów w klimacie kryminału to „Inkub” jest stanowczo dla Ciebie. Klątwa ciążąca nad wioską, tajemnicze zgony i coraz powszechniejsza depresja. Jak można się przed nią uchronić? Co jest przyczyną całego zła w tak niewielkiej wsi? To wszystko i jeszcze więcej do przeczytania w książce. Polecam serdecznie!


Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Vesper.
Anna Bąk

About Anna B

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Czytałam tylko jedną książkę autora, ale bardzo mi się podobała, więc tę również przeczytam. 😊

    OdpowiedzUsuń