"Kiedy Pan Piecho gryzie" - Brian Conaghan


No siemka, to ja, Amir! Nie ogarniacie? Spoko loko! Mnie też to się często zdarza. Dlatego chodzę do szkoły specjalnej Drumhill. Wow, mama byłaby ze mnie dumna, że nie napisałem Wam, że do szkoły dla ciapaków.  Tak, tak… Jestem ciapakiem. Ja i mój najlepszy przyjaciel Dylan Mint. Luzik. Ja wiem, dlaczego jestem w tej szkole. Po prostu moja dynka nie rozwija się tak, jak trzeba. Ale z Dylanem to już inna historia. On raczej powinien uczyć się w normalnej szkole, bo on ma tylko Zespół Tourett’a. Nie, no co Wy…?! To nie jakiś zespół muzyczny, to taka choroba. Dylan może kogoś nagle zwyzywać, wykląć  i uchodzi mu to na sucho. A nawet jak już powie coś niestosownego, to i tak nikt nie wie, czy to było specjalnie czy nie. Zaje- fajnie ma!  Czasami zdarzy mu się machnąć ręką, zarzucić głową, wykrzywić twarz w głupkowatej minie, ale to jest śmiesznie, jeśli przy okazji nie wyłapie się od niego.

Jak to mówią, taki lajf.

To co mu się wydarzyło, to była dopiero jazda bez trzymanki! No, któregoś dnia poszedł znowu do tego swojego pana doktorka, a ten jego mamie mówi, że wiele czasu nie zostało. MASAKRA. On załamki nie złapał. A wiecie, co zrobił? Zrobił sobie listę „wszystkich wdechowych rzeczy, które zamierzał zrobić, zanim się stąd zawinie”. Ostry przypał. Nie?! Ja bym siedział i ryczał albo „lampił się na kamienie, jakbym chciał je zamordować wzrokiem”. A on zachował się jak prawdziwy facet. Nie jakiś tam spazmatyk, ale mężczyzna z krwi i kości. Zresztą serce, to on zawsze miał po właściwej stronie. Lajcik! Dlatego się przyjaźnimy, bo inni wyzywają mnie od czarnuchów, a ja jestem z Pakistanu. No, ale Dylan nie jest rasistowskim kutafonem, tylko spoko przyjacielem.

Żeby się wyluzować, robiłem gimnastykę dyńki.
I miętosiłem w palcach Zielonego.
Postanowiłem policzyć, ile klubów piłkarskich ma kolor zielony w swoich barwach. Dodatkowo utrudniłem sobie zadanie, rozszerzając zakres poszukiwań na wszystkie europejskie ligi. Mówię wam, iście olimpijski sprawdzian.

On ma fioła na punkcie footballu, który nie raz ratował go przed jego zwierzakiem! … A jeszcze nie gadałem o tym. Tak Dylan ma zwierzaka, ale nie takiego normalnego. On mówi, że ma piecha. I ten piech siedzi w jego dyńce. Popapraniec. A on musi dbać o to, by on się nie zerwał i zaczął gryźć, bo wtedy może być z nim niedobrze. Dyl ma nawet pana Zielonego, którego ukrywa w kieszeni, a który pomaga mu panować nad piechem.

Całe otoczenie rozmazało się nie do poznania, bo przez łzy w oczach nic nie widziałem. Byłem jak Fiat Uno, w którym podczas ulewy stulecia skiepściły się wycieraczki. (…)
W tym samym czasie, gdy powoli stawałem się rasistą, w głowie powtarzałem słowa:
Błagam, oby Pan Piecho nie zerwał się ze smyczy…
Błagam, oby Pan Piecho nie zerwał się ze smyczy…
W kółko i w kółko.
I wiecie, co się stało?
Pan Piecho zerwał się ze smyczy.


A wspomniałem Wam, że Brian Conaghan spisał historie Dylana? Jeszcze nie?! „Ożeż ty wkuperfranc!” Spoko gość z tego Briana. I wyszło mu całkiem fantastiko. Ja też tam występuję. A widzieliście okładkę. Obłędnie- bezbłędna!  „Nie ma bata we wsi i w okolicach!” Lepszej nie znajdziecie. Ale lepiej, by dzieciaki tego nie czytały, bo wiecie, Dylan klnie tam niemiłosiernie i wyzywa innych, aż uszy więdną- to przez tego Tourette’a. Wy natomiast koniecznie przeczytajcie, bo gostek wiernie oddał nasz świat. Świat spazmatyków i ciapaków. Narobił się człowieczek.



Ocena: 9/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu YA!






 Sylwia Szczepańska                

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Bardzo interesująca książka. Zaciekawiła mnie :D
    ~Eli
    www.czytamytu.blogspot.com
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń