„Pamiętnik 8-bitowego wojownika. Od ziarna do miecza” - Cube Kid


Seria przygód 12-letniego (już nie) wieśniaka (a wojownika) Runta doszczętnie skradła serce mego syna. Marcel do tej pory chyba nauczył się na pamięć wszystkiego, co zawierają dotychczas wydane cztery tomy i wciąż fantazjuje o Minecraftii. Przyznam, że ta fascynacja lekko mnie bawi, ale w zdecydowanej większości cieszy, bo sama mam swoje książki, które z różnym szaleństwem ubóstwiam, więc rozumiem go doskonale i bez mrugnięcia okiem wysłuchuję jego opowieści.

W „Pamiętniku 8-bitowego wojownika. Od ziarna do miecza” historia zaczyna się dokładnie w przejmującym momencie, w jakim pozostawiła nas pierwsza część. Kiedy to Runt słyszy dziwny odgłos dochodzący z wybudowanej przez niego altany. Jak wiemy z tomu pierwszego, altana ta miała posłużyć w zdobyciu jakichś mobów do trenowania na nich walki i Runt zbudował ją w tajemnicy przed wszystkimi, co niestety mogłoby się bardzo źle skończyć z wiadomych powodów. Rodzicom skłamał, że założył plantację grzybów i w tej chwili z lekkim przestrachem rozmyśla, co też mogą zwiastować zasłyszane dźwięki. Wyobraża sobie różne zagrożenia, przygotowuje się więc nawet na wypadek jaskiniowych pająków i … przynosi do pokoju dwa wiadra z mlekiem.

Cała książka jest utrzymana w dobrze stonowanym humorze, rozbawiająca czasem dzieciaki do łez, mnie zmuszająca do głośnego parsknięcia, pełna sarkazmu, oryginalnych przemyśleń i zaskakujących pomysłów wraz z doskonałymi odniesieniami do rzeczywistego swiata. Pozycja ta bardzo wciąga, mimo, że tom jest krótszy od pozostałych, to nie pozostawia niedosytu – głównie dlatego, że mam w sumie co jeszcze czytać. Całość jest spójna, akcja pruje wciąż do przodu, następują elementy zaskoczenia, niepewności, strachu i dobrej zabawy. W tej części nie skupiamy się już tylko na nauce, jest sporo czasu na prawdziwą walkę, zaciętą rywalizację, zaskakujące odkrycia, nowe przyjaźnie i sojusze.

Runt wciąż nie będzie miał lekko, aczkolwiek życie umili mu nowe zwierzątko, które musi trzymać w tajemnicy. Mowa o małym szlamiątku Jelly. Jak wiele kłopotów może przynieść mu taka znajomość? Czy możliwe, że to mały szpieg? Nie da się wiecznie przed wszystkimi ukrywać takiego pupila, a do tego dochodzi pewne nieodparte wręcz wrażenie, że ktoś Runta bacznie śledzi… Kolejne zagrożenie?

Świetnie są dalej pociągnięte postaci Steve'a i Mike'a, wyjątkowych wojowników, którzy pochodzą z Ziemi i utknęli w Minecraftii. Steve ogromnie tęskni za jedzeniem i różnymi innymi ziemskimi sprawami, generalnie trochę zabawnie jest czytać takie wtręty, ale ma to też swój smutny wydźwięk. Pokazuje nam to, że potrafimy czasem zbyt mocno zatracić się w wirtualnym świecie, aż jesteśmy tak uzależnieni, że nie kontaktujemy z rzeczywistością. W tym przypadku utracili jakby swe ziemskie życie i są więźniami gry. Jest to całkiem subtelnie przekazane jak dla dzieci, ale myślę, że czują to doskonale. Genialnie przemycona bardzo ważna przestroga.

Wciąż pozostają nie wyjaśnione pewne tajemnice z pierwszej części, jak: kim jest Herobrine? Ale zostają też niektóre nam przybliżone, jak niepokojący, wciąż powiększający się las za murami. Co zwiastuje dla naszych bohaterów? Niestety nic dobrego, zaś odkrycie prawdy wprowadza w delikatny szok, bo to po prostu niemożliwe. A wszystko doprowadzi do okropnej, ryzykownej walki z najbardziej paskudnym bossem mobów, którego istnienia nikt nie chciał dać wiary. Zapewniam, że sporo będzie zaskakujących momentów podczas wspomnianych walk, niektóre sekrety uchylą przed nami rąbka tajemnicy i będą dość imponujące. Jak skończy się ta historia? Niezbyt kolorowo, wygląda, że niezły reżim czeka mieszkańców, ale to przecież dla bezpieczeństwa, prawda?

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar


Ula Wasilewska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: