Rozmowa z Marleną Rytel

Chciałabym dziś zaprosić Was do rozmowy z Marleną Rytel, autorką książki, która była dla mnie największym przeżyciem zeszłego roku. Książką pełną empatii i skrajnych emocji. Historią, która wbija w mur i boli. Powieścią tak ostrą że zostawia ślady. 
Recenzję książki znajdziecie  tutaj.

Pozostanie biernym po tej lekturze było niemożliwe, dlatego postanowiłam skierować kilka pytań do autorki tej niezwykłej, jak dla mnie książki.
Zobaczcie sami co z tego wyszło. 

***

Nazwałam Pani powieść „Kiedy znów zaświeci słońce” powieścią jadącą na sygnale. Nie bez powodu zresztą. To książka, wobec której nie sposób przejść obojętnie, nie wzruszyć się. Pełna bólu i niezwykle realistycznych obrazów.
Skąd pomysł na tak dramatyczną powieść?
 
Zawsze byłam bardzo empatyczna i wrażliwa na krzywdę innych i uważam, że za mało mówi się o takich problemach, jak przemoc, alkoholizm czy nieinteresowanie się własną rodziną (mam tu na myśli rodziców porzucających swoje dzieci). W książkach przeważnie występuje słodki obraz pięknych kobiet, porzuconych przez łajdaków, które znajdują ideał mężczyzny i żyją długo i szczęśliwie. A ja chciałam i czułam potrzebę napisania książki o prawdziwym życiu, o jego ciemnych stronach. Nie cukierkową opowieść, o której czytelnik zapomni już w dwie minuty po przeczytaniu. I mam nadzieję, że mi się to udało, ale to już ocenią potencjalne czytelniczki.

Wszyscy bohaterowie z powieści, są tak bardzo realni, iż ma się wrażenie, że dobrze ich Pani zna. Czy zatem mają oni swoje pierwowzory w rzeczywistych postaciach?


I tu widać, że nie kłamię, mówiąc, iż jestem empatyczna :-) Pisząc historie bohaterów, bardzo wczuwałam się w ich przeżycia, przeżywałam ich tragedie i radości. Wyobrażałam sobie, jak ja postąpiłabym w danej sytuacji. Jest jedna scena, bardzo trudna i ciężka: śmierć bliskiej osoby. Nigdy nie straciłam nikogo tak bliskiego (specjalnie nie zdradzam, jaką scenę mam na myśli) więc zupełnie nie wiedziałam, w jaki sposób ją opisać, aby wyglądała realistycznie. Zasięgałam porady u dwóch osób, dawałam szkice do przeczytania. W końcu doszłam do wniosku, że aby opisać przejmująco i realistycznie tę scenę, muszę sobie wyobrazić, że to ja tracę kogoś mi najbliższego. To było bardzo trudne. Później, gdy już na spokojnie przeczytałam całą książkę, właśnie przy tych scenach wzruszałam się najbardziej.

Czy z góry zakładała Pani napisanie powieści tak dramatycznej, przy której czytelniczki będą wylewać morze łez?

Tak, taki był mój zamysł. Chciałam napisać coś, co wstrząśnie czytelniczkami i skłoni je do przemyśleń. Chciałam dać również nadzieję tym, które będą się utożsamiać z niektórymi bohaterkami, że nigdy nie można tracić nadziei na lepsze jutro. Jestem tego żywym przykładem.

Nie bała się Pani rozczarowania czytelników z powodu braku „happy endu” w powieści? Zwłaszcza że nie wszystkim bohaterom dany jest uśmiech od losu.

Moje historie to historie o prawdziwym życiu, więc jak to w życiu bywa — zdarzają się również zakończenia bez happy endu. Ale tak jak mówiłam wcześniej, mimo tego, nigdy nie można tracić nadziei.

Jak widać, nie boi się Pani, podejmować trudnych i bolesnych tematów, stawiać swoich bohaterów przed dramatycznymi wyborami – czy zatem możemy się spodziewać, że kolejne powieści będą w podobnym klimacie? Czy raczej zamierza Pani bawić się gatunkami?

Mam już koncepcję dwóch kolejnych książek. Jedna utrzymana będzie w podobnym tonie, choć może mniej dramatyczna. Druga, jaką planuję to komedia obyczajowa. No, czy wyjdzie z tego komedia to się okaże ;-)

Rozumiem, że powieść skierowana jest głównie do kobiet, ale czy wśród Pani czytelników pojawili się już jacyś mężczyźni? A jeśli tak? To, jak odebrali te historie?

Jak do tej pory pierwszym i jedynym mężczyzną, który przeczytał całą książkę, jest mój mąż. Przeczytał ją w dwa dni, co jest nie lada wyczynem, gdyż jest osobą bardzo zapracowaną. Ucierpiały na tym nasze wspólne chwile, ale z tego, co wiem, to bardzo się jemu podobała. I chyba wzruszał się podczas lektury :-) Następni mężczyźni z mojego otoczenia także czekają na swoje egzemplarze. I, o dziwo, moi synowie zadeklarowali chęć przeczytania.

Ciekawi mnie też bardzo sama praca nad książką. Bo skora tak wielu z nas dostarcza ona niesamowicie silnych emocji, to jak udało się Pani w ogóle ją napisać? Jakie emocje Pani przy jej tworzeniu towarzyszyły?

Tak jak wspomniałam wcześniej, to była prawdziwa bomba emocjonalna. Przy tworzeniu niektórych scen czułam smutek, przy innych złość, radość. Bardzo zżyłam się ze swoimi bohaterami w trakcie pisania. I wraz z nimi przeżywałam ich problemy, tym bardziej że nie miałam ściśle określonego plany wydarzeń. Jakiś nieśmiały zarys, a reszta to całkowity spontan i luźna wyobraźnia.

Ale w Pani dorobku są też książki dla dzieci. Czy teraz po tych kilku doświadczeniach chętnie będzie pani pisać dla małego, czy dorosłego czytelnika?

Zawsze powtarzam, że książki dla dzieci pisze się łatwiej. I szybciej. Jednak teraz mam w planach napisanie dwóch książek dla kobiet, później lub w międzyczasie kolejną bajkę, na którą mam już nawet pomysł.


Gdzie powstają pani książki?

Rozumiem, że chodzi o miejsce, w którym piszę? Piszę głównie w domu, aktualnie jest to podwarszawski dom mojego męża. Czasem udaje mi się zrobić mały wypad na działkę i tam coś sobie skrobnę.

Marzenie literackie?

Zyskanie ogromnego grona czytelniczek (i czytelników), jakiś bestseller na koncie i taki już totalny odjazd: Aby jedna z moich bajek stała się lekturą w szkole podstawowej. A co! Wolno mi, prawda?

Kiedy możemy spodziewać się kolejnego utworu?


To trudne pytanie, ponieważ jestem osobą totalnie niezorganizowaną i roztargnioną. Wszystko robię na ostatnią chwilę. Aktualnie zaczęłam pisać kolejną książkę, która według planu miała być ukończona...w listopadzie zeszłego roku. Tak więc muszę chyba nadgonić stracony czas i wziąć się w końcu do roboty.

Czy ma Pani w powieści swoją ulubiona postać. A jeśli tak, to dlaczego właśnie ta?


Nie zastanawiałam się nad tym. Wszystkie postacie wniosły coś interesującego do książki, nawet jeśli nie były to pozytywne wzorce. Liczy się efekt końcowy. Również w życiu. Nie ważne jak go zaczniemy, ważne jak go skończymy.

Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów.  
Edyta Sztylc

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz