‘’Smak zemsty. Peppermint” – reż. Pierre Morel


Do czego zdolny jest człowiek, który stracił wszystko i przy życiu utrzymuje go tylko żądza zemsty? Film ten pokazuje, że naprawdę do wszystkiego. Kiedyś oglądałam produkcję o podobnej tematyce, ale to mężczyzna chciał pomścić kogoś sobie bliskiego. Tym razem twórcy w tej roli osadzili kobietę, co szczególnie mnie zainteresowało, ponieważ uwielbiam filmy, które pokazują siłę płci pięknej, chociaż często są przekoloryzowane.

Riley wraca do miasta, gdzie spędziła najszczęśliwsze chwile swojego życia, ponieważ pragnie dokonać zemsty. Pięć lat temu jej życie stało się koszmarem, bo była świadkiem morderstwa swojego męża oraz córki. Kobicie udało się wyjść z tego cało, ale nie pogodziła się z tym, że zabójcy jej rodziny zostali uniewinnieni przez skorumpowany wymiar sprawiedliwości. Pięć lat przygotowywała się, aby wymierzyć sprawiedliwość, a gdy zaczynają ginąć wszystkie osoby zamieszane w tę sprawę, policja nie ma wątpliwości, kto za tym stoi. Czy Riley uda się zemścić? Czy policja ją powstrzyma?

Wiedziałam, że film ten przypadnie mi do gustu, ponieważ uwielbiam przemoc i chętnie oglądam takie produkcje. Przeważnie nie decyduję się na oglądanie ciężkich, trudnych i skomplikowanych filmów, bo nie chcę się rozczarowywać, gdyby coś nie wyszło. Dlatego więc wybieram coś mniej wymagającego i mogącego mnie rozluźnić. Do tej kategorii na pewno należy ,,Smak zemsty”. Oczywiście to nie znaczy, że jestem całkowitą ignorantką i szerokim łukiem omijam ambitne produkcje, bo tak nie jest.


,,Smak zemsty” to film, którego fabuła jest banalna i kompletnie mnie nie zaskoczyła. Wiedziałam, że to Riley jest mścicielką, potrafiłam przewidzieć jej ruchy i od początku znałam motywy, które nią kierowały. Mimo wszystko, oglądałam ten film z ciekawością, bo miał w sobie coś intrygującego. Oczywiście przekonała mnie na pewno urozmaicona akcja, która pędziła do przodu. W produkcji tej nie ma momentów spokoju, melancholii i takich, które nużą czytelnika, ponieważ Riley jest w ciągłym ruchu, cały czas się przemieszcza i skutecznie realizuje swój cel.

Na dużą uwagę zasługuje na pewno gra aktorska głównej bohaterki, która doskonale potrafiła pokazać emocje cierpiącej matki. Scena z sali sądowej powaliła mnie na łopatki i naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Na pewno dzięki temu całość bardziej mi się podobała, bo dobór aktorów oraz ich plastyczność, jest niezwykle istotna w procesie tworzenia filmu. W końcu nie każdy nadaje się do wszystkich ról.

Mam jednak jedno małe zastrzeżenie co do tego filmu, a raczej jego efektów specjalnych, które nie powaliły mnie na kolana. Nie jestem specjalistką, ale pewne momenty wydawały mi się lekko dziwne. Zaczęło się już od początkowej sceny, w której Riley, w aucie, strzela mężczyźnie w głowę. Na szybie pojawia się piękny kleks, ale ona wysiada i nie ma na niej ani jednej kropelki krwi, później wyciąga ofiarę, która wygląda jakby spała. Wydaje mi się, że strzał z tak bliska i to jeszcze w głowę, zostawia więcej śladów.

Ostatnie sceny tego filmu naprawdę mi się spodobały i trochę mnie zaskoczyły, ponieważ w mojej głowie, zakończenie wyglądało odrobinę inaczej. To na pewno duży plus, ponieważ zawsze lubię ten etap w filmie i zwracam na nie szczególną uwagę, co prawdopodobnie widać po moich recenzjach, które kończę przeważnie w ten sam sposób – mówiąc kilka słów na temat końca produkcji.

,,Smak zemsty. Peppermint” to ciekawy i niezobowiązujący film, idealny do oglądnięcia po ciężkim dniu. Mnie przekonała spora dawka emocji, przemocy i ciekawie wykreowani bohaterzy. Wciągnęłam się w samą historię, chociaż przy większym skupieniu się dostrzegłam kilka szczegółów, które mnie irytowały. Mimo wszystko polecam, bo jest to produkcja godna uwagi.


Ocena: 7/10
Za możliwość zobaczenia filmu dziękuję Monolith


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. W takim razie raczej obejrzę :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    Eli z https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń