"Stówa do morza" - Jacek Reisiger

Książka „Stówa do morza” Jacka Reisigera zaskoczyła mnie, zanim jeszcze zaczęłam ją czytać. Mała zgrabna książeczka, która gine w stosie wielu innych powieści, a w sąsiedztwie wielu spaśnych tomów wygląda niczym nowelka. Łatwo ją będzie można przeoczyć. Ja jednak miałam to szczęście i wypatrzyłam ją wśród wielu innych historii. Nie ukrywam, że miał w tym swój udział sam tytuł, będący w moim mieście – Szczecinie — wszystkim już chyba dobrze znaną anegdotą.
Postanowiłam więc sprawdzić, co tym razem serwuje kolejna książka, ze Szczecinem w tle.

„Stówa do morza” to pełna specyficznych akcji powieść, w której autorowi mimo wszystko udaje się zbudować dynamizm i ciągłość narracji. Kilka frapujących wątków, kilku jakże różnych od siebie postaci, a wszystko łączy miasto Szczecin. I choć zdarzenia w tej historii nierzadko przybierają charakter irracjonalny, to jednocześnie nadają utworowi swoistego charakteru. Bo gdyby tak brać na serio poczynania naszych bohaterów to skłonna byłabym uznać to za obraz patologii. Choć jak sami wiecie „diabeł tkwi w szczegółach” więc nie wykluczam, że i ta historia ma w sobie wiele prawd.
Pan Jerzy – od wielu lat emerytowany stoczniowiec. Człowiek, który nie skąpi języka i któremu nie brak pomysłów ani kreatywności – zwłaszcza kiedy na horyzoncie pojawiają się kłopoty. Mało tego, w swój dość nietypowy plan biznesu włącza nastoletniego sąsiada – bo kto jak nie on – najlepiej „obczaja” Internet.
Kolejny bohater wołający o pomstę do nieba to niejaki Dariusz Kotek, dość nieudolny nauczyciel historii, którego na dodatek czepiają się same nieszczęścia. A to nieokrzesany uczeń, który wyskakuje przez okno w czasie lekcji, a to utrata pracy i okropna ciotka, z którą przyszło mu wegetować.
Jest jeszcze niejaki Fuchs, poirytowany Niemiec, który wciąż traktuje miasto Szczecin jak swoją małą ojczyznę. Z żalem patrzy na to, co z niego pozostało, piętrząc jego gniew i pogardę wobec Polaków. Ma jednak swój cel. Początkowy dość skryty dla czytelnika, choć z czasem przybiera on cechy niebezpiecznej gry, na granicy życia i śmierci.
Ale co by to była za farsa literacka, gdyby autor nie dorzuciła go grona bohaterów Pana Prezydenta wraz z jego świtą.
Co wyniknie z połączenia tych wszystkich historii, musicie sprawdzić już sami, do czego zresztą was namawiam i mam nadzieję, iż będzie to dla was nie mniej przyjemną rozrywka niż dla mnie samej.
To nietypowe spojrzenie autora na Szczecin i jego mieszkańców powoduje, że spotkanie z tą pozycją było całkiem satysfakcjonującą odskocznią od większości standardowych powieści, jakie zazwyczaj wpadają w moje ręce. I choć trudno nazwać „Stówę do morza” po mistrzowsku skonstruowaną powieścią, jest ona miłym dla oka i zmysłów, relaksującym teksem.

Zwłaszcza że ta niewielka powieść jest swojego rodzaju powiastką. Satyrą, która ośmiesza jego mieszkańców, piętnuje postawy bohaterów oraz wszelkie zjawiska związane z obyczajowością Szczecina i jego polityką. Prezentuje realia tego Miasta i jego bohaterów poprzez pocieszne wyolbrzymienie cech negatywnych. Nie uchodzi więc uwadze krytycyzm autora wobec zastałej rzeczywistości, choć muszę przyznać, że robi to wyjątkowo przezabawnie. Ta książka z powodzeniem może być takowym "krzywym zwierciadłem", w którym warto się czasem przejrzeć, by nie popaść w samozachwyt.

Sama akcja powieści jest raczej rachityczna, choć nie ona chyba tak naprawdę stanowiła przedmiot zabiegów autora, przynajmniej takie mam odczucie. Powieść ma raczej charakter poznawczy, prześmiewczy. To powieść o tożsamości miasta i jego historii pokazanej przez pryzmat jego mieszkańców i przyjezdnych gości, która ma chyba też inspirować – tylko czy ten zabieg zdał egzamin? Na to wam nie odpowiem. Tak samo, jak autor nie mówi nam wprost, co jest źródłem, co faktem, a co klęską i klątwą tego miasta.

Niezależnie jednak od tego, kto i jak odbierze tę książę, ja bawiłam się przy niej wyśmienicie. To była, zwyczajnie mówiąc, prawdziwa rozrywka z nieszablonowym wydaniu. Bohaterowie iście (głównie pan Jerzy) z dobrej komedii kryminalnej, przy której by boki zrywać, a którą niestety Stówa do morza„ nie do końca jest, lecz nie brakuje jej potencjału. I tego się trzymam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res
Ocena 7/10
 Edyta Sztylc




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: