"Taniec zegara" - Anne Tyler

Ciekawych i naprawdę inspirujących książek o rodzinach i ludzkiej egzystencji, o życiu, jest naprawdę sporo. Jedne są lepsze, inne gorsze. Jedne do nas docierają więcej, inne mniej albo wcale. Jest naprawdę w czym wybierać. Coraz więcej wymaga się też od autora i tekstu, co zmusza ich do kreślenia historii niebanalnych.

Sugerując się tymczasem opisem z okładki i kilkoma opiniami o najnowszej powieści Anne Tyler „Taniec zegara” z ciekawością sięgnęłam po książkę, mając nadzieją na taką właśnie historię. Wbrew wszelkim oczekiwaniom, książka nie okazała się tym, na co liczyłam. Byłam rozczarowana. To miała być książka o tym, co ważne w życiu. O tym, co gubimy, do czego dążymy. O chwilach niezapomnianych i zwykłej codzienności. Skłamałabym, uznając, że o tym nie była, ale zabrakło mi jeszcze tego, co winno znaleźć się między wierszami.

Główna bohaterka, sześćdziesięciojednoletnia Willa Drake,  porzuca swoje dotychczasowe spokojne życie i wraz z mężem, wyjeżdża pomóc byłej dziewczynie swojego syna w opiece nad jej małoletnią córką. Pomysł wydaje się absurdalny, zwłaszcza że te kobiety tak naprawdę nigdy się nie poznały. Ale raz się żyje, a Willa ma nieodparta potrzeba znów poczuć się ważną i potrzebną. Może to trochę tak jakby chciała zapełnić pustkę po synach, z którymi utrzymuje jedynie sporadyczny kontakt. Długo zastanawiałam się nad motywem postępowania tej kobiety i własną postawą. Kto z nas bowiem odważyłby się na taki krok. Choć nadal nie wiem, czy to odwaga, czy desperacja. Głupota, ludzka naiwność czy czysta potrzeba serca.
Z czasem Willa całkiem dobrze zadomawia się w nowej społeczności i nowych warunkach, mimo iż jej mąż Peter wraca do domu nie dając aprobaty całej tej nieco dziwnej już sytuacji. Tymczasem chwilowa pomoc pani Drake zaczyna przeradzać się w coś więcej, coś, co może zmienić życie nie tylko jej samej.

Mogło być ciekawie. Prawda? Ale dla mnie niestety nie było.
Mimo iż powieść Anne Tyler „Taniec zegara” napisana jest trochę jakby w stylu dickensowskim (choć nie wiem, czy nie przesadziłam z tym porównaniem). Jest w niej jakiś dobry duch, anioł stróż, nieznana moc. Poza tym autorka bardzo realistycznie, choć i z wielką wrażliwością opisuje swoich bohaterów, którzy doświadczają w swoim życiu rzeczy na pozór niewyobrażalnych. Tworzy w ten sposób portrety ludzi osobliwych i niespotykanych. A najbardziej niezwykłą z nich wszystkich wydaje się właśnie Willa.

Autorka niewątpliwie potrafi posługiwać się bardzo literackim językiem, z czułością opisywać relacje, emocje i zwyczaje bohaterów. Potrafi nawet wodzić czytelnika za nos przez pryzmat swojej historii, ale to zdecydowanie za mało bym uznała ją za coś więcej niż dobrą książkę.
Nie bardzo też rozumiem rolę pierwszej części książki, która jest retrospekcją wydarzeń z życia Willi. Małą migawką z dzieciństwa oraz wkraczania w dorosłe życie u boku pierwszego męża i rodziny. Domyślam się, że tych kilka epizodów zakreślonych w powieści związanych z matką i śmiercią jej pierwszego męża miał znaczący wpływ na bohaterkę, ale z powodzeniem wystarczyłaby mi ta jedna historia ze wplecionymi wspomnieniami, skoro już autorka chciała zobrazować tę postać w pełniejszym wymiarze.

Na pewno nie jest to jednak lektura, którą warto zabrać na plażę, czy w podróż. Głównie dlatego, że trudno się przy niej zrelaksować. Na mnie zrobiła wrażenie bardzo obcej, niedostępnej, wręcz zimnej. Fabuła nie sprzyjała pełnemu pasji oddaniu się powieści. Była raczej drogą przez pola, w których niewiele się zmienia. Spacerem w towarzystwie starego przyjaciela, przy którym milczenie bywa już normą. Jeśli zatem ktoś lubi tego typu historię, to gorąco polecam. Mój spacer z nią trwał zdecydowanie za długo. Był rutyną codziennych wyjść na chwilę – jeśli dobrze mnie rozumiecie. To nie jest jednak zła książka, to po prostu książka nie dla mnie, nie dla moich zmysłów. Zawsze jednak warto próbować samemu rzeczy, które nas przyciągają.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K
Ocena 6/10


Edyta Sztylc

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

8 komentarze:

  1. po opisie wydaje mi się ciekawie, ale fakt...samemu trzeba przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mimo wszystko, mam ochotę przeczytać i wyrobić sobie własną opinię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest najlepiej. Nasze oceny są zawsze mocno subiektywne. Zdarza się nawet że z biegiem lat zmieniamy tż i nastawienie do książki, dlatego lubię do nich wracać.

      Usuń
  3. Mnie się podobało. Zwłaszcza ten podział na części, gdzie można było poznać co motywowało Willę :)
    ~Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem pewna czy przypadnie mo do gustu, a na razie mam ogromny stos książek, wiec odpuszczę sobie tę pozycję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś, na razie mam stos do przerobienia książek, które już długo czekają na swoją kolej :D

    OdpowiedzUsuń