"Tego kwiatu jest pół światu" — Marta Radomska


Od kiedy pamiętam, miałam nie po drodze z książkami polskich autorek. Nie jestem pewna, czym do końca jest to spowodowane, w końcu książka jak każda inna – tylko nazwisko widniejące na okładce nie brzmi jakoś obco. Jednakże po wielu próbach wsiąknięcia wręcz w historię napisaną polską dłonią albo rozczarowywałam się  schematyczną i zbyt prostą fabułą, albo byłam tak bardzo zażenowana dialogami i opisami akcji, w których często zdolność logicznego myślenia bohaterów pozostawia sobie wiele do życzenia, że natychmiastowo kończyłam przygodę z tą książką. Nie marnujmy czasu na beznadziejne książki. Oczywiście zdarzały się miłe wyjątki, niespodzianki-książki, do których nie miałam albo żadnych zastrzeżeń, albo były one tak bardzo nieistotne, że nie miały większego wpływu na odbiór powieści. Do tej kategorii należy między innymi „Tryjon” Melissy Darwood oraz jeden z najlepszych debiutów ubiegłego roku – „Tylko żywi mogą umrzeć”, który szczerze polubiłam.


W dzisiejszym poście będę recenzowała powieść obyczajową polskiej autorki. Tak, dobrze słyszycie. Znowu uległam swoim masochistycznym skłonnościom i tym razem zaczęłam czytać „Tego kwiatu jest pół światu” Marty Radomskiej, której książka nie zainteresowała mnie tylko dlatego, że jej autorka skończyła filologię polską – zawsze to nieco lepiej wróży, jeśli chodzi o jakąkolwiek książkę, ale także ze względu na jej opis, w którym, o dziwo, nie było nic szczególnego, ale w jakiś sposób mnie zaciekawiło.

Powieść opowiada losy rozwódki, która po nieudanym trzyletnim związku i niekończącej presji założenia rodziny ze strony najbliższych, straciła wszelką nadzieję na jakikolwiek uczuciowy happy end, przede wszystkim ze względu na swój całkowity brak jakichkolwiek umiejętności współczesnego flirtowania. Aczkolwiek kiedy na horyzoncie pojawia się tajemniczy Robert, który nie tylko ratuje ją od sklepowej porażki i wściekłych spojrzeń innych klientów, ale także swoim urokiem daje jej złudną nadzieję, wszystko zaczyna się komplikować. Tajemniczy list od zmarłej babci, który jest zasadniczą wskazówką do odnalezienia skrytki, będącą jej spadkiem; śmierć byłego męża, którego ciało zostało znalezione w dość dziwnych okolicznościach – życie Mai nie mogło się już bardziej skomplikować, przynajmniej sama tak twierdzi. Oczywiście jak dobrze wiemy, mogło.

Powieści obyczajowe omijam chyba nawet częściej niż książki polskich autorek, z uwagi na ich schematyczność i nadmierną prostotę w kreowaniu fabuły. Jednakże z dziełem Marty Radomskiej nie miałam tych problemów. Oczywiście powieść nie wyzbyła się schematów, a raczej autorka, ale nie raziły one tak bardzo swoim występowaniem, bledły w porównaniu z innymi elementami, z których pisarka może być naprawdę dumna. Przede wszystkim język, styl, którym powieść jest napisana. Zdecydowanie jest to jedna z jej głównych zalet, która wybija się swoją nieprzeciętnością na tle innych. Jest on dość specyficzny, to prawda, ponieważ autorka skupia się bardziej na podłożu emocjonalnym bohatera i w tym kierunku kreuje swoje opisy akcji. Aspekty tj. co się wydarzyło, jak to się stało – schodzą na dalszy plan w zestawieniu z psychicznymi, uczuciowymi rozterkami, jakie dotykają bohaterki, bo w większości fabuła prowadzona jest z jej perspektywy. Niektórym może się on nie spodobać i pewnie tak będzie, ale myślę, że to właśnie dzięki jego nietuzinkowości, książka staje się czymś więcej niż tylko tanią powieścią obyczajową, w której zdradzona kobieta wyjeżdża na wieś w poszukiwaniu szczęścia.
"— Daj spokój, po takich rozrywkach nie mam ochoty na samotne siedzenie przed telewizorem. Gdyby nie kot, pewnie zaprosiłbym cię na drinka.— Gdyby nie kot, nie miałbyś pretekstu...— Gdyby nie kot, spotkalibyśmy się dopiero jutro rano — przypomniał smętnie Robert — I to niekoniecznie na komisariacie. Oni nas tam chcą oglądać jak najwcześniej, pewnie w stanie trzeźwym, więc może faktycznie przełóżmy to opijanie nietypowego początku znajomości..."
Tom pierwszy jest wprost naszpikowany komizmem. W szczególności słownym, ale to nie znaczy, że brakuje w nim sytuacyjnego. Racja, pojawia się rzadziej, ale jego wydźwięk jest znacznie mocniejszy i pozostaje w pamięci dłużej. W tym przypadku mniej znaczy lepiej. Czasami długie opisy mnie zniechęcały, sprawiały, że odkładałam tę książkę na później, ale kiedy w końcu się do niej zabrałam moje wcześniejsze obawy, znikały jak za dotknięciem magicznej różdżki. Jestem pewna, że to z powodu występowania naprawdę dobrego humoru, na którym opiera się cała powieść, nie zasypiałam w trakcie lektury i nie stała się ona zwyczajną męczarnią, przez którą muszę przejść, aby poznać zakończenie.

Aczkolwiek coś w środku się popsuło i pisząc to, nie mam na myśli porwanej kartki czy wygiętego grzbietu, ale styl autorki, która chyba w połowie się wypaliła. Jest to całkowicie przejściowe, bo pod koniec książka odzyskuje swój dawny blask, jednak niesmak w ustach pozostał. Tak jak wspomnienie tych chwil, w których musiałam przebrnąć przez naprawdę kiepski środek powieści. Fabuła przestała być tak ekscytująca, jak na początku a przemyślenia Mai przestały powodować szeroki uśmiech na mojej twarzy. Wręcz przeciwnie stały się czasami tak bezsensowne, pozbawione całkowicie logiki, że zamiast uniesionych kącików ust przyprawiały mnie o ból głowy i brzydki grymas.

Podsumowując, „Tego kwiatu jest pół światu” to jedna z lepszych powieści, a biorąc pod uwagę, że została napisana przez polską autorką, pokusiłabym się o stwierdzenie, że jedna z najlepszych. Przeczytawszy powieść Marty Radomskiej, miałam wrażenie, że wyznacza ona nowy kurs w dziedzinie literatury obyczajowej, który chętniej w swoich czytelniczych planach obieraliby czytelnicy. Nie zmienia to faktu, że i jej przydarzyły się gorsze chwile, a raczej fragmenty, w których kilkakrotnie miałam ochotę odłożyć książkę na później. Jednak jak widzicie, dotrwałam i z perspektywy czasu wiem, że warto było przez chwilę się pomęczyć.

Ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Czwarta Strona!

Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Ja jak na razie jestem w tyle z książkami (dokładnie aż o 4). Wpiszę jednak tą książkę do listy do przeczytania :D Najwyżej się trochę pomęczę :)
    https://myraibowworld1997.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń