‘’Za hajs matki baluj”


Miałam wielką zagwozdkę, bo reguła mówi, że podając tytuł książki, należy wspomnieć również o autorze, bo bez niego nie byłoby tekstu. Tutaj nie doszukałam się żadnej informacji na temat tego, kto przyczynił się do powstania tego dzieła na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Jest tylko wzmianka (na szarym końcu), że wszystkie teksty są inspirowane stroną na facebook’u - ,,Za hajs matki baluj”, której nie znam i nigdy o niej nie słyszałam (i nie chcę słyszeć). Dlaczego więc w ogóle pokusiłam się o poznanie tej książki? Bo byłam ciekawa, co w niej znajdę.

Wiecie co? Nie mam pojęcia jak ugryźć temat i jak w ogóle rozpocząć tę recenzję, bo książka ta zaskoczyła mnie kompletnie. Nie liczyłam na żadną literaturę górnych lotów, chciałam się tylko pośmiać, przeczytać coś lżejszego i trochę uaktualnić swoją wiedzę na temat współczesnych trendów w internecie, bo zdecydowanie jestem w tyle. Lata lecą, czasu mam coraz mniej, więc nie siedzę ciągle na facebook’u, a jeśli już to raczej omijam treści, które są rakotwórcze i mało konkretne. Z młodzieżą również już nie przebywam, więc wszystko, co nowe i zyskujące sławę, omija mnie (zwłaszcza słowo ,,dzban”, którego dalej nie rozumiem). Studia socjologiczne trochę zachęcają mnie do obserwowania zachowania ludzi, zarówno młodych i starszych, więc ta książka z pewnością pokazała mi pewne trendy panujące we współczesnym świecie. Nadmienię tu jeszcze, że nie jestem typową studentką, nie imprezuję i nie szlajam się nocami po Krakowie, bo za bardzo lubię spać i cenię sobie spokój, więc kompletnie nie mam pojęcia, jak wygląda typowe ,,nocne życie”.

Cóż, trzeba przejść do konkretów i powiedzieć Wam, o czym ta książka w ogóle jest. Zacznę od przedstawienia suchych faktów na tematy techniczne, a później przejdę do swojej subiektywnej opinii, bo jest to temat rzeka i myślę, że warto mu poświęcić odrobinę miejsca w tej recenzji.


Na pewno zdziwił mnie format tej książki, bo wygląda trochę jak wersja kieszonkowa, których większość książkomaniaków nie lubi – przeważnie ze względu na małą czcionkę. Tutaj ten problem nie występuje, ponieważ w środku nie znajdziemy dużo tekstu, a już na pewno żadnego zasługującego na uwagę. Okładka nie ma skrzydełek, jest po prostu zwykła, tania.

W środku znajdziemy głównie strony zapełnione grafikami, więc papier jest o wyższej gramaturze, ale matowy. Wydaje mi się, że śliski lepiej pasowałby do tej publikacji, jednak nie oczekiwałam niczego zjawiskowego, więc taka forma mnie nie zawiodła. Na pewno zaletą tej książki są obrazki, całość jest kolorowa i wydawałoby się, że nadaje się na prezent osiemnastkowy albo urodzinowy dla najlepszej przyjaciółki czy jakiejś melanżowiczki. Na pewno miłośniczka książek nie będzie zachwycona takim podarunkiem, ale zawsze można traktować tę pozycję jako zabawny dodatek. Chociaż ja bym raczej nikomu nie chciała podarować czegoś takiego, nie czułabym się z tym dobrze, bo propagowanie takich treści jest po prostu sprzeczne z moimi przekonaniami.

Co kilkanaście stron znajdziemy również trochę miejsca na notatki, tylko nie rozumiem, co miałabym tam zapisywać? Daty imprez? Albo to, do jakich zasad się zastosowałam? Ile alkoholu wypiłam? Dla ilu osób byłam chamska? Ilu frajerów wykorzystałam?


Próbkę tego, jak wygląda wnętrze książki widzicie na zdjęciach, więc nie będę Wam opisywać detali, a skupię się na wyrażeniu krótkiej opinii. Po co powstała taka książka? Nie wiem, naprawdę. Uświadomiła mi ona jednak jak kiepsko ma się sytuacja pewnej grupy społecznej. Teksty, a raczej rady z tej książki, są po prostu puste, żałosne i nie przedstawiają żadnej, kompletnie żadnej wartości. Można odnieść wrażenie, że poza imprezami, przygodnym seksem, wyrywaniem kobiet i mężczyzn, młoda osoba nie powinna mieć innego życia, a jeśli je ma to jest przegrywem życiowym.

Pewnie znajdą się osoby, które uznają, że nie mam w ogóle dystansu, że zbyt poważnie wzięłam do siebie tę książkę, ale tak nie jest. Po prostu teksty typu: ,,Studentki, które nie znają odpowiedzi na ustnym, mają dwie opcje: albo rozkładają ręce, albo nogi” – są żałosne, a jest ich naprawdę sporo. Zdaję sobie sprawę, że istnieją na świecie osoby, które kierują się takim dekalogiem, bo ktoś musiał założyć stronę o nazwie ,,Za hajs matki baluj”, ale nie wiem, czy powinno się powielać takie schematy, utrwalać przedmiotowe traktowanie kobiet i mężczyzn. Wiele lat walczymy o równouprawnienie, a takie zachowanie jest, moim zdaniem, zaprzeczeniem tej walki, czymś kompletnie odwrotnym, bo przecież nikt nie chce być traktowany jak rzecz. Przykro mi, że tak wiele młodych ludzi nie wyznaje żadnych zasad, że najważniejsze są dla nich imprezy, że traktują się przedmiotowo, że szansę na dobrą zabawę mają tylko osoby atrakcyjne i łatwe.

Na koniec jeszcze słówko o zdjęciach znajdujących się w książce. Ktoś chyba chciał, aby była ona bardzo amerykańska, ale momentami była trochę jak z polskiej wsi. Dobór fotografii trochę kulał, bo były one zbyt różnorodne i nie pozostawały w jednej klimatyce, a to mi się ze sobą gryzło. Możemy zobaczyć w nich dużo nagości, alkoholu, tyłków, klat i imprez.

,,Za hajs matki baluj” to książka, która kompletnie nie pasuje do mnie i moich wartości, bo propaguje luźny i bezstresowy tryb życia, a on w naszym życiu nie trwa zbyt długo i po studiach powrót do rzeczywistości może okazać się bardzo trudny. Nie wiem, jaką ocenę wystawić tej książce, więc będzie taka, a nie inna. Książka ta jest kolorowa i niewymagająca, a z drugiej strony, popiera ona stereotypy, jest płytka i wręcz zachęca do ,,bycia fajnym” dzięki imprezowaniu.

Kilka dni po zapoznaniu się z książką, dotarła do mnie informacja, że wydawnictwo Edipresse postanowiło wycofać cały nakład z księgarni. Chyba się ze mną zgodzicie, że to jedyna dobra decyzja w tej sytuacji, zwłaszcza po całej masie negatywnych recenzji. Po co w ogóle tracić energie, czas i pieniądze na wydawanie takiego szajsu? Zdradzę Wam, że zapoznałam się z absolutnie każdą stroną tej książki, ponieważ do końca wierzyłam, iż znajdę w niej jakiś morał, ale chyba posiadam zbyt wielką wiarę w ludzi.


Ocena: 0/10
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Edipresse


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Słyszałam o tej.... książce. Dobrze, że została wycofana.
    To tyle.
    Pozdrawiam,
    Eli z https://czytamytu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno nie chcę czytać takiej książki...

    OdpowiedzUsuń