"Zimna wojna" vs. "Roma"

   Już niebawem, bo w nocy z 24 na 25 lutego na gali w Los Angeles odbędzie się rozdanie Oscarów, dla najlepszych filmów tego roku. Fakt, czy dany film, który otrzyma tę prestiżową nagrodę, będzie naprawdę na nią zasługiwał, jest kwestią sporną, bo jak wiemy, gusta są różne. Niesamowitym wyróżnieniem dla nas, Polaków, jest fakt, że film Pawła Pawlikowskiego otrzymał aż trzy nominacje. Możemy być więc dumni z naszego polskiego reżysera. 

   Osoby interesujące się kinem z pewnością wiedzą, iż polski czarno-biały film konkuruje z "Romą"  Alfonso Cuarona, który otrzymał aż dziesięć nominacji. Obejrzałam oba te filmy z należytą pieczołowitością i dokładnością, dlatego też postaram się obiektywnie je ze sobą zestawić.

   "Zimna wojna" reż. Paweł Pawlikowski
   Jest to już drugi film tego reżysera, który został wyróżniony nominacją. "Ida" jako pierwszy film w historii polskiego kina otrzymała Oscara. Kolejny debiutancki film również jest czarno-biały i możemy odnaleźć w nim pewnego rodzaju podobieństwa z poprzedniczką. Ciekawym jest też to, iż Joanna Kulig, która w "Zimnej wojnie" gra główną rolę, w "Idzie" była tylko epizodem. Z kolei Agata Kulesza, grająca Wandę Gruz była w niej wyrazistą postacią, natomiast w nowym filmie pojawia się sporadycznie. Widać, iż Paweł Pawlikowski jest przywiązany do pewnych aktorów.

źródło
   Możemy w "Zimnej wojnie" odnaleźć wiele wątków. Przede wszystkim jest to film przedstawiający trudną miłość, łączącą ludzi kochających się do granic możliwości, a jednak nie potrafiących ze sobą żyć. Tłem jest trudna, powojenna sytuacja Polski, ale także Jugosławia, Berlin i Paryż. Dostrzegamy ludzi, chcących osiągnąć w życiu coś więcej, niesamowicie utalentowanych i różniących się od siebie niczym ogień i woda. Ona niezwykle energiczna, charyzmatyczna, a także temperamentna, zaś on jest opanowany, dojrzały, pragnący stabilizacji. Pomimo sprzeczności bohaterowie odchodzą od siebie i wracają bez zbędnych pytań. Chcą zbudować trwały fundament swej miłości, ale nieustannie go burzą. 

  Miłość wiążąca bohaterów jest bardzo trudna, ale także bardzo prawdziwa. Film przedstawia niewyobrażalnie wielką gamę uczuć, które miotają widzem. Wyraziste, piękne sceny niekiedy intensywnie zapadają w pamięci, poprzez swą autentyczność. Warto również wspomnieć o cudownej muzyce i nadzwyczajnym talencie wokalnym Joasi Kulig. Tomasz Kot jest na ekranie bardzo spokojny i statyczny, dlatego też na pierwszy plan wysuwa się w zasadzie tylko Kulig.

źródło
   Zapomniałam wspomnieć, iż historia Zuli i Wiktora zaczyna się od zespołu "Mazurek", gdzie po raz pierwszy się poznają. Zdawać by się mogło, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Pociągało go w niej to, że jest taka niepokorna, odrobinę niedojrzała i miała głos niczym dzwon. Pytanie brzmi, co urzekło ją w nieco starszym mężczyźnie? Widać, że Zula potrzebuje kogoś, kto ją ujarzmi, poskromi i sprowadzi na ziemię. Wiktor zdaje się takim właśnie mężczyzną, w którego życiu brakowało kobiety właśnie takiej jak niepokorna postać Zuli.

   Mimo tego że film jest czarno-biały, to jednak kolory te są bardzo intensywne. Niewysłowionym atutem tego filmu jest fakt, że losy bohaterów są podzielone tak jakby na akty. Oglądamy film i nagle po jakimś czasie następuje cięcie i okazuje się, że w losy bohaterów niewątpliwie się zmieniły, ponieważ upłynęło wiele czasu. Ten cudowny zabieg sprawia, że widz sam musi sobie dopowiedzieć, co takiego wydarzyło się w życiu bohaterów. Trzeba to sobie wszystko wyobrazić, bo po każdym cięciu następuje szereg zmian.

   "Roma" Alfonso Cuaron
   "Roma" może poszczycić się tym, iż jej twórca to znakomity meksykański reżyser, który w swojej karierze zdobył już wiele nagród. To nie są jego pierwsze nominacje do Oscarów, w zasadzie to może się poszczycić otrzymaną już statuetką dla najlepszego reżysera za film "Grawitacja". Teraz przejdźmy jednak do filmu.

źródło
   Akcja filmu przypada na lata 70., a miejscem jest Meksyk. Poznajemy Cleo (Yalitza Aparicio), która jest służącą w domu Sofii (Marina de Tavira) i Antonia (Fernando Grediaga). Już od początku filmu możemy zaobserwować na ekranach spokój. Dwie kobiety, służące, zajmują się codziennymi, prozaicznymi sprawami. Widać, że w domu pracodawców czują się dość dobrze. Cleo to osoba obdarzona niezwykłą wrażliwością i delikatnością. Wykonuje swą pracę w jak najlepszy sposób, a przy tym jest oddana i kochająca dla dzieci małżeństwa, u którego pracuje. 

   Sytuacja obu kobiet - Cleo i Sofii ulega diametralnej zmianie, gdyż obie zostają skrzywdzone przez mężczyzn. Pracodawczyni, zakochana niemiłosiernie w swym mężu nie potrafi odnaleźć się w roli porzuconej kobiety. Natomiast grunt pod nogami Cleo lekko się zachwiał, gdy okazało się, że zostanie samotną matką. Nie została ona jednak wyrzucona na bruk, pomimo tego, że nie będzie mogła wykonywać już pracy, jak należy. Sofii należycie zadbała o to, by ciąża młodej dziewczyny przebiegała prawidłowo. 

źródło
  Rozpacz bohaterek jest niewymownie wielka, choć nie uzewnętrzniają tego zbyt nachalnie. Cała ich mała apokalipsa odbywa się w ich sercach, a na zewnątrz udają kobiety opanowane. Tłem dla ich losów są zamieszki na ulicach, rodzinne spotkanie i wyjazd nad morze, który staje się momentem przełomowym dla obu tych kobiet. 

  Roma to także czarno-biały film, ale tutaj kolory nie są w żadnym wypadku intensywne. Jest natomiast wiele szarości, co nadaje filmowi dość mdławy charakter. Z ust bohaterów nie pada wiele słów, reżyser więcej pokazuje obrazem niż słowami, co nie uniża w żaden sposób filmowi, a w zasadzie go uwydatnia. Ukazane są również ciekawe sceny, takie typowe "smaczki". Oczywiście trwają one parę sekund, a pokazują olbrzymią gamę emocji. Dla osób oglądających "Romę" wspomnę, że dla mnie takimi momentami była scena w kinie, a w dalszej części filmu pod kinem (wtajemniczeni wiedzą, o co mi chodzi ;)).  Trzeba też wspomnieć, że film przesycony jest różnorakimi symbolami, których niestety nie zrozumiałam i do mnie nie trafiły, bo mam rozumieć, że wylewana woda przez trzy pierwsze minuty filmu ma w sobie ukrytą alegorię(?). 

Reasumując...

   Na wstępie powiem, że zarówno w "Zimnej wojnie" jak i "Romie" zakończenie mi się nie podobało. Miałam wrażenie, że jeszcze coś się wydarzy, obraz nie wskazywał na to, że film za moment się skończy, a tu bam! - Koniec. Trochę się przez to zawiodłam, ale mimo to uważam, że oba te filmy są stworzone na bardzo wysokim poziomie, gdyż jest to klasa sama w sobie. Może to zabrzmi nieobiektywnie, ale dla mnie film Pawła Pawlikowskiego zwycięża tę bitwę. Wydaje mi się, że w "Zimnej wojnie" otrzymałam to, czego chciałam, a "Roma" drażniła mnie nieustannie statycznym i spokojnym obrazem. Nie uważam, że to złe, ponieważ mimo zrównoważenia film ten pokazuje wiele emocji, ale raczej wolę ekranizacje, w których więcej się dzieje. Pawlikowski stworzył bogaty film, dużo lepszy niż "Ida", z pomysłem, doskonałą muzyką, realistycznym tłem i trudnym wątkiem. 

Paulina Mocka


About Paulina M.

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: