"100 sposobów, które zniechęcają do samobójstwa" - Mateusz Rychlicki [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Zazwyczaj poradniki omijam szerokim łukiem, jednak tym razem się skusiłam. Zaintrygował mnie tytuł, który jest mocny i od razu zwraca uwagę.


Na tylnej okładce możemy przeczytać, że tytuł książki mógłby brzmieć 100 sposobów, jak pokochać życie. Czy po przeczytaniu tej książki pokochałam życie? No... nie. Wręcz czuję się bogatsza o wiedzę, jakie są skuteczne metody na popełnienie samobójstwa. Nie jestem pewna, czy o to chodziło autorowi, ale mam wrażenie, że chyba nie. Mateusz Rychlicki podkreśla, że chciał w przewrotny i zabawny sposób przedstawić piękno życia. Owszem, jest zabawnie, ale zabrakło mi docenienia wartości naszej egzystencji na tym padole łez, jakim jest otaczający nas świat. Zabawa i humor to nie wszystko, a tym bardziej, jeśli ma to dotyczyć tak trudnego tematu.

Autor, jak sam przyznaje, jest po trzech próbach samobójczych i leczy się psychiatrycznie, ponieważ ma zdiagnozowane mieszane zaburzenia osobowości, nerwicę i przewlekłą depresję. Cztery razy był w szpitalu psychiatrycznym, co komentuje w ten sposób, że sam się sobie dziwi, że to przetrwał. Już po samym takim wyznaniu można zadać sobie pytanie, jak on to wszystko wytrzymuje. Skoro napisał książkę, to pewnie wytrzymuje. Z pewnością autor zasługuje na szacunek za to, że przyznał się do własnych doświadczeń, nie każdy ma na tyle odwagi w sobie, żeby powiedzieć o tym wprost.

Ostatni rozdział książki to przytoczone wypowiedzi użytkowników internetowej grupy wsparcia Anonimowi Samobójcy. Niektóre wpisy autor opatrzył swoimi komentarzami. Czytałam te wypowiedzi i momentami sama nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Daje się zauważyć, że użytkownikami są przede wszystkim młode osoby, co jest przerażające. Najczęstszym powodem tego, że ktoś chce popełnić samobójstwo, jest złamane serce, ale też brak wsparcia ze strony rodziny i znajomych. Wśród metod króluje przedawkowanie leków, ale wychodzi to dość nieudolnie. Ciężko bowiem się zabić po zażyciu opakowania środków przeciwbólowych. Widać, że wiele z tych wpisów to krzyk o pomoc. Przykre jest to, że część wpisów ma jedynie na celu obrażanie innych i wyzywanie ich od najgorszych. Jeśli ma to kogoś podnieść na duchu i sprawić, żeby osoba ta nie popełniała samobójstwa, to chyba nie jest to odpowiednia forma. Rozumiem, że Mateusz Rychlicki przytacza jedynie część wypowiedzi, ale daje dość szeroki obraz tego zjawiska. Są też wpisy pozytywne, które rzeczywiście dają nadzieję, że jeszcze wszystko przed nami i żeby kilka razy zastanowić się, czy warto kończyć ze swoim życiem. Najczęściej pisały to osoby, które też są po próbach samobójczych, oczywiście nieudanych. Osoby te "opamiętały się" i znalazły dobre strony życia, teraz próbują przekonać innych, że warto spojrzeć na życie inaczej. Problemy można rozwiązać w inny sposób, niż poprzez własną śmierć. Czasem czas pokazuje, że problemy rozwiążą się same, ale to wymaga naszego zaangażowania i cierpliwości.

Powiem szczerze, że mam problem z tą książką i cały czas, jak ją czytałam, zastanawiałam się, co o niej napisać. Samobójstwo jest u nas tematem tabu, podobnie zresztą jak leczenie psychiatryczne. Nie do końca przekonała mnie forma, w jakiej autor podjął ten temat. Miała być zachęta do tego, żeby szanować życie i czerpać z niego garściami, a wyszedł poradnik, jak skutecznie popełnić samobójstwo. Wystarczy wybrać metodę, a ta książka przedstawi nam jej wady i zalety.

Ocena: 3/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res
Justyna Kotys-Jeleńska 
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: