"Iskra" — Alice Broadway


Jak pewnie pamiętacie, albo i nie, pierwsza część z serii Alice Broadway nie za bardzo mi się spodobała. Nie spodobała mi się tak bardzo, że bez żadnych wyrzutów sumienia byłam w stanie ocenić ją na jedynie marną piątkę, nie wspominając o tym, że skala jest dziesięciostopniowa, a ja czasami lubię zawyżać swoje recenzenckie osądy (szczególnie tych książek, które są zwyczajnie przeciętne), bo mam świadomość, że od mojej opinii, oceny zależy czy ktoś sięgnie po daną książkę, czy nie. A może mu się spodoba? Spodobałaby się, gdyby nie natrętne narzekanie jakiejś dziewczyny z internetu? Myślę, że dlatego tak ważne jest zaznajomienie się z recenzjami szerszej grupy ludzi i wtedy podjąć decyzję, dotyczącą czytania danej pozycji. W końcu książki, nie ma co się oszukiwać, są drogie – w szczególności e-booki, jednak mam świadomość, że ich cena się nie zmieni, ponieważ wtedy ten cały biznes związany z literaturą przestałby być opłacalny – i warto porządnie się zastanowić nad jej kupnem. W dodatku w rzeczywistości, w której czasami musimy wybierać między dobrą książką a dużą kawą w Starbucksie. Dlatego dzisiaj przychodzę do was z prostą odpowiedzią na dręczące (może) was pytanie dotyczące kontynuacji Tuszu". Czy warto dać szansę drugiej części, mając świadomość, że klątwa drugiego tomu nadal istnieje w literaturze i pewnie będzie istnieć przez następne kilka stuleci? Oczywiście, że warto!

Odstęp czasowy pomiędzy wydarzeniami, które zakończyły pierwszą część historii o nastoletniej Leorze a tymi, które rozpoczynają następny tom jej losów, jest dość niewielki, co w moim przypadku wydaje się zaletą, ponieważ, po pierwsze, nie muszę się zastanawiać się, co tu się właśnie stało i dlaczego nagle przenieśliśmy się w czasie; po drugie, nasz mózg może w pełni przygotować się na rzeczy, które nastąpią kilkadziesiąt stron później. A tak całkiem poważnie uważam to za świetnie posunięcie, mając na uwadze moment, w którym zakończył się „Tusz”, ale także czytelnicze wymagania – premiera pierwszej części była na początku września, natomiast drugi tom ukazał się w tym miesiącu, moim zdaniem jest to odpowiednio długi czas, aby nasz mózg pozbył się części informacji związanych z serią.

Tym razem Leora zostaje wysłana do owianego legendami Featherstone, do miejsca, do którego zostali wygnani nienaznaczeni — ludzie, którzy wprost wyrażają sprzeciw przeciwko tuszowi na ich skórze, do miejsca zamieszkiwanego przez jej przodków. Pod osłoną kłamstw układających się w zgrabną historię, w której wygnana dziewczyna postanawia poznać osadę i członków ją tworzących, w końcu dociera do upragnionego celu. Jednak nie wszystko układa się tak, jakby tego chciała, a Leorze coraz trudniej odróżnić prawdę od zwykłego łgarstwa, w dodatku mając świadomość, że jest to miasteczko, w którym część swojego życia spędził jej ukochany ojciec, a ona zamierza je zdradzić. Musi zdradzić.

Tak jak już wcześniej wspominałam, „Iskra” spełniła moje oczekiwania, chociaż nie oczekiwałam od niej wiele, zważywszy na kiepski początek serii, ale jednego jestem pewna. Niesamowicie mnie zaskoczyła. Zaskoczył mnie fakt, z jaką gracją autorka porusza temat dwóch stron medalu, jeśli w ogóle można tak to ująć. Niemalże cała książka skupia się właśnie wokół tego wątku i, o dziwo, będąc w połowie czytania, nie miałam ochoty odłożyć jej i zająć się czymś innym. Mam świadomość, że to pewnie zasługa innych elementów fabuły, która po raz ponownie nie pędziła z jakąś dużą szybkością, ale akurat do tej cechy zdążyłam się już przyzwyczaić i nawet po pewnym czasie dostrzegłam w tym sposobie prowadzenia akcji pewną zaletę, która niczym nieoszlifowany brylant, potrzebowała trochę czasu, by rozbłysnąć swoim blaskiem. Oczywiście język autorki też się zmienił, nie jest tak, że po upływie miesięcy zaczęłam doceniać jej specyficzny styl, który sprawił, że nie mogłam oderwać się od powieści. Przede wszystkim zniknęły niepotrzebne wszystkim opisy przygotowywania różnych potraw czy czegokolwiek. Zrozumiałabym to, gdyby ten cały proces miał jakiś sens, cel, był ważny dla bohaterki czy osady albo autorka nawiązywałaby do niego kilkadziesiąt stron później. A robienie kakao moim zdaniem się do tego nie zalicza.
"Mała iskra buntu, wykrzesana przez jedną dziewczynę, może wkrótce rozgorzeć wielkim płomieniem."
Wracając do meritum, cała ta tajemnica związana z opowieściami, opowiadaniami stworzyła atmosferę, świat, w którym nie mogłam odróżnić prawdy od kłamstwa. Ba! Nawet Leora nie potrafiła. I właśnie ta cząstka powieści, wokół tak naprawdę została zbudowana jej pozostała część, jest najważniejsza. „Iskra” od teraz nie jest już książką, która miała świetną koncepcję, ale po drodze coś nie wyszło, to książka, która w bardzo przystępny i ciekawy sposób pokazuje, że każda sytuacja ma dwie strony medalu, a w życiu zdarzają się takie momenty, w których nieważne jak bardzo byśmy chcieli, to i tak nigdy nie dowiemy się prawdy; że jest to czasami zbyt skomplikowane i czasochłonne, a także zbyt długo trwające, aby się nad tym zastanawiać. Chyba to mnie tak naprawdę urzekło w tej pozycji – że pomimo skończenia jej, ja nadal nie wiem, co jest racją, a co nie i nie jestem pewna czy dowiem się tego w trzeciej części.

Druga część losów Leory, jak i pierwsza, nie jest tego rodzaju fantastyką, w której mnóstwo się dzieje, ale mimo to potrafiła mnie w pewnych momentach zaskoczyć. Myślę, że w tym przypadku idealnie sprawdziłoby się powiedzenie, że cicha woda brzegi rwie. Niby ta fabuła postępuje powoli, z naciskiem na powoli, ale ma w sobie coś takiego, co odwraca uwagę, sprawia, że przestajesz być czujny, by w najmniej oczekiwanej chwili spowodować, że otworzysz szeroko oczy ze zdziwienia.

„Iskra” mimo moich licznych pochwał nie jest idealna, ma w sobie wiele wad, ale to jej zalety zdecydowanie, sprawiają, że zwraca się na nią uwagę. Szczególnie że jej wykonanie pozostawia po sobie pewien niesmak – zdarza się, że brakuje logiki w niektórych sytuacjach (na przykład tej w lesie) albo po prostu przez pewien czas powieść jest nudną pozycją, w której nic się nie dzieje. Jednakże wbrew wszystkiemu będę ją polecała, ponieważ autorka w swojej historii poruszyła bardzo ważną dla mnie kwestię, której pojawienie się sprawiło, że książka stała się o wiele bardziej magiczna, o wiele bardziej ją pokochałam. Czasami warto dawać seriom drugą szansę.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu WE NEED YA!


Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Dobrze, że po słabym początku dałaś historii drugą szansę i się nie rozczarowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach całą serię :)
    Pozdrawiam, Eli https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń