"Kotociaki. Wodne kolorowanie"


Są słowa, na dźwięk których oblewa mnie zimny pot, dajmy na to: „Przyszedł rachunek za prąd”, „Przytyło ci się chyba”, albo: „Mamo, pomalujemy farbami?”. O, porozmawiajmy może o tym ostatnim. Nie ma nic piękniejszego niż szczery, pełen oczekiwania i nadziei wzrok dziecka, które wpadło na świetny pomysł: malować farbami. Oczyma wyobraźni widzę już moje dzieci w roli współczesnych Picasso; jak suną pędzlem po kartce, mieszają barwy, tworzą swoje prace, a ja przyglądam się ich działaniom znad książki, co jakiś czas wydając pełne zachwytu „ochy” i „achy”. Jak jednak wiadomo, w starciu: wyobrażenia vs. rzeczywistość, te pierwsze nie mają szans. Malowanie farbami z dziećmi oznacza umazany stół, zachlapane ubrania, upaćkane farbą krzesełko, o pomieszanych kolorach i ociekających wodą pędzlach już nawet nie wspomnę. O kawie i książce mogę zapomnieć, gdyż nauczona doświadczeniem wiem, że od tej pory muszę zachować czujność…
Te i inne powody sprawiają, że sam pomysł malowania farbami jest dla mnie męczący. Gdyby tak mieć jakieś magiczne farby, które nie brudzą, nie plamią… Niestety, takich jeszcze nie wynaleziono, o ile mi wiadomo, ale za to mam coś ekstra, co z pewnością przypadnie do gustu zarówno Tobie, jak i Twojemu dziecku: „Kotociaki. Wodne kolorowanie”!
Znacie Kotociaki? To sympatyczna trójka słodkich kociaków o jakże apetycznych imionach: Pianka, Budyń, Krakers. Jak wszystkie dzieci miewają przeróżne przygody, a ich znakiem rozpoznawczym jest okrzyk: „Miał-łał, Miał-łał, Miał-łał!”. Nie znacie tej szalonej kociej  rodzinki i ich przyjaciół? Nie szkodzi, dzięki wodnym kolorowankom będziecie mieli okazję to nadrobić.
Zacznijmy od najważniejszego, co z pewnością ucieszy każdą panią domu: tutaj wystarczy jedynie woda i pędzel! Żadnych farb, żadnych plam – fantastycznie, prawda?
Na każdej stronicy znajduje się pokaźnych rozmiarów obrazek, aczkolwiek niezbyt skomplikowany – każdy z nich przedstawia zwykle jednego lub dwóch bohaterów w otoczeniu pojedynczych elementów.
Przestrzenie przeznaczone do malowania wodą zostały zakropkowane – świetna podpowiedź zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci, które dzięki temu z łatwością pojmą, które miejsca należy malować, by uzyskać kolory. 
Gdyby ktoś chciał ponarzekać, że elementów do malowania na stronie jest zbyt mało, pamiętajmy o jednym: artysta ma małe rączki, niezbyt precyzyjne i dokładne, więc im większe pola do „zamalowania”, tym lepiej – dzięki temu pędzel wszędzie dotrze. Uspokajam jednak co ambitniejszych twórców: małe elementy też się znajdą. Mamy rybki, bańki mydlane, płatki kwiatów… Małe przestrzenie są świetnym sposobem, by ćwiczyć motorykę rąk i zdecydowanie uczą staranności i cierpliwości: moje dziecko nie spoczęło, póki nie zamalowało wszystkich, a wierzcie mi, trochę to trwało!
Najbardziej ekscytujący moment: pierwszy ruch mokrym pędzlem. Mina dziecka, które nie wie, jakiego koloru może się spodziewać po zetknięciu z kartką: bezcenna! Kolejne ruchy pędzlem, a wraz z nimi okrzyki radości i niedowierzania: „Zobacz, mamo, niebieski! A tu zielony!”. Przyznaję, że pojawiające się „znikąd” kolory i na mnie zrobiły piorunujące wrażenie! Co najciekawsze, nieważne, jakie zamaszyste czy pokraczne ruchy pędzlem Twoje dziecko wykona, całość i tak będzie prezentować się imponująco!

W tej zabawie można pójść nieco dalej: uruchomcie wyobraźnię i postarajcie się przypomnieć sobie, jakiego koloru ubrania bohaterowie zwykle noszą: może uda Wam się odgadnąć, jaki kolor za chwilę się pojawi?
„Kotociaki. Wodne kolorowanie” to absolutne „must-have” dla wszystkich małych artystów i ich rodziców, którzy cenią sobie zarówno dobrą zabawę, kreatywne wychowanie dziecka, jak i… dom wolny od plam. Co ciekawsze, wodne kolorowanki to nie tylko przyjemność malowania, lecz także mini-książeczka, która zapoznaje z bohaterami i wprowadza w ich świat. 

Wodne kolorowanki o Kotociakach są tak proste w obsłudze, że dziecko z łatwością samo sobie z nimi poradzi. Moje dzieci były nią tak zaaferowane, że choć po raz pierwszy od wielu tygodni usłyszałam upragnione: „Mamo, idź wypić kawę, poradzimy sobie”, nie miałam ochoty odchodzić ani na chwilę – tak bardzo wciągnęło mnie kolorowanie bez farb! Ubolewam jedynie nad ilością stron – 8 kolorowanek dla dwóch zapalonych artystek to zdecydowanie za mało. O, przepraszam: dla trzech – w końcu mama też odkryła w sobie duszę artysty. Dzięki wodnym kolorowankom rzecz jasna.
Ocena: 10/10
Dziękuję wydawnictwu Egmont
Izabela Jurkiewicz

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: