"MARVEL Superbohaterki" - Lorraine Cink

Źródło
    Marvel Entertainment Inc. jest najstarszym i najpopularniejszym producentem i wydawcą komiksów na świecie. Założony w 1993 roku, którego właścicielem jest The Walt Disney Company. Najbardziej znane postaci wykreowane pod logiem Marvela to między innymi Spider-Man, X-meni, Kapitan Ameryka, Iron Man… jest ich tak wiele, że nie sposób wszystkich wymienić. Już od dziecka byłam zafascynowana superbohaterami, którzy nie zważając na niebezpieczeństwo ratowali świat. Bardzo brakowało mi żeńskich postaci. Owszem, jakieś się przewijały, ale zawsze pozostawał niedosyt. Czytając książkę “Superbohaterki” autorstwa Lorraine Cink liczyłam, że mój głód zostanie w końcu zaspokojony. Tym większe okazało się moje rozczarowanie!
"Boże, chroń królową! Żartuję - królowa świetnie radzi sobie sama."
       Album składa się z dwóch części. Pierwszą stanowią cudowne ilustracje wykonane przez Alice. X. Zhang. Druga to tekst napisany przez panią Cink. I to jest ta słaba strona. Książka z założenia jest skierowana do dorastających dziewczynek. Spodziewałam się więc treści, która będzie zachęcała młode czytelniczki do bycia superbohaterkami na co dzień. Co jednak otrzymaliśmy? Feministyczne tekścidło, traktujące męskich bohaterów Marvela jako zło konieczne (Thanosa określano mianem palanta, Spider-Mana jako zakompleksionego męża Mary Jane). Jeśli któraś z bohaterek miała związek z jakimś mężczyzną, jest on od razu przedstawiany jako kula u nogi i czynnik dołująco-ograniczający. Jak można coś takiego zafundować młodym miłośniczkom Marvela? Czytając coraz to kolejne opisy postaci czułam, jak włos mi się jeży na głowie. Popieram feminizm, ale tylko wtedy kiedy jest faktycznie potrzebny. Teksty napisane przez autorkę uważam zatem za niewłaściwe dla dorastających dziewcząt.
"Doreen Green nie jest przeciętną studentką informatyki, tylko jedną z odbardzonych największą mocą postaci w Uniwersum Marvela. Serio! Posiada wszystkie nadzwyczajne umiejętności wiewiórki i dziewczyny."
Kapitan Marvel autorstwa Alice X. Zhang.
     Krytykując treść powinnam wziąć pod uwagę jeszcze dwa czynniki - tłumaczenie i język. Niewątpliwie sama książka jest bardzo feministyczna i dyskryminująca płeć brzydką, ale jest to wymienionych wcześniej elementów. Najpierw język. Odnoszę wrażenie, że jest prostacki. Przypuszczam, że miał taki być, bo targetem nakładu są młode dziewczyny, które non-stop przesiadują w mediach społecznościowych. Dlaczego jednak w książce używa się hashtagów? Autorka starała się być “na luzie”, ale wyszło to nieciekawie. Tłumaczenie. Może to ono jest winne mojemu niezadowoleniu z przeczytanego tekstu? Może tak być, ale nie całą winę można zrzucić na biednego tłumacza. Język jest prosty i nie wymaga jakiejś specjalnej specyfikacji, a jednak mam poczucie, że tym razem tłumacze mieli możliwość trochę podnieść jakość tekstu. I nie skorzystali z tego prawa.
"Niektórzy uważają Nataszę Romanową za oziębłą osobę, ale trzeba pamietać, że dorastała w zimnym miejscu, podczas zimnej wojny i wyszkolono ją na kogoś, kto zabija z zimną krwią."
     Wcześniej wspomniana, ta dobra strona medalu, to ilustracje. Opisywane w książce bohaterki zostały na nich przedstawione w elegancki sposób. Nie są ociekającymi seksem obiektami pożądania. Owszem, mają swoje kształty, ale kobiety przecież różnią się od mężczyzn. Marvelowskie piękności są zatem narysowane ze smakiem. Każdej z postaci poświęcono więcej niż jeden portret. Często jeden z obrazków bohaterka jest pokazana w swoim stroju “służbowym”, a inne przedstawiają ją w codziennych sytuacjach. Ilustracje są, przynajmniej ja tak uważam, największą wartością dodaną tej książki.
Medusa autorstwa Alice X. Zhang.

     Podsumowując muszę przyznać, że poczułam się bardzo rozczarowana i zawiedziona. Jedyną przyjemność czerpałam z oglądania ślicznych obrazków, a cierpiałam zagłębiając się w opisy poszczególnych superbohaterek. Nie są to niunie, których jedynym celem w życiu miało być znalezienie bogatego faceta (jak typowo u Disneya), ale tak intensywne marginalizowanie pierwiastka męskiego bardzo mnie zabolało. Książka miała promować prokobiece zachowania i budować w młodych damach poczucie własnej wartości, a wyszła, niestety, natarczywa i płytka.

Ocena 3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Egmont.
Anna Bąk
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Nie...Zdecydowanie nie chcę jej czytać. Recenzja pomaga w decyzji.

    OdpowiedzUsuń