"Maszyna szczęścia" - Katie Williams

Książka Katie Williams jest przykładem, jak zmarnować potencjał na książkę. Sam dobry pomysł nie wystarcza, w książce musi się jeszcze coś dziać. Bo gdy fabuła wieje nudą, to czy taką książkę na pewno chce się doczytać do końca?

Rok 2035. W siedzibie Apricity Corporation w San Francisco pracuje Pearl, która jest technikiem do spraw satysfakcji. Można powiedzieć, że zawodowo zajmuje się szczęściem. Czym jest sama maszyna? Apricity jest urządzeniem, które po zbadaniu DNA daje przepis na lepsze życie. Zalecenia często są zaskakujące, lecz maszyna w 99,7% gwarantuje, że będziesz szczęśliwy. Możesz zatem usłyszeć, by jeść więcej mandarynek, kupić psa, odciąć koniuszek palca, rozwieść się z żoną. A co jeśli maszyna każe Ci kogoś zabić? Gdyby od jednego testu zależało to, czy Twoje życie będzie szczęśliwe – odważysz się go zrobić?

Perl przy maszynie szczęścia pracuje już dziewięć lat. Kobieta ma syna, który od lat choruje na zaburzenia odżywiania. Peral jest w stanie go zmusić do wypicia tylko trzech koktajli dziennie, wydaje się, że syn lubi być nieszczęśliwy. Problem jest jeszcze jeden, syn nie dokonał badania na szczęście. Matka chciałaby, żeby wykonał test Aprecity, by dowiedzieć się, w jaki sposób go wyleczyć i uszczęśliwić. Czy dla dobra dziecka zrobi wszystko i wykona test wbrew jego woli?
Czy jest możliwe, by w przyszłości powstały maszyny, które będą decydować o naszym szczęściu? Katie Williams w książce przedstawia wizję tego, w jaki sposób maszyny mogą zmienić życie. Czy aby na pewno na lepsze? Przecież maszyna tylko w 99,7% przypadków się nie myli. W książce jest ukazane to, co się stanie, gdy postęp technologiczny wymknie się spod kontroli. Oczywiście zapanuje wtedy chaos. Nie wyobrażam sobie tego, że to maszyna obliczy dla mnie to, co powinnam zmienić w swoim życiu. Czy jeśli zacznę jeść mandarynki albo otulę się przyjemną tkaniną – będę szczęśliwsza? Jak bezduszna maszyna, która może mnie też zastąpić w pracy, może decydować o moim życiu? A jeśli, by móc mieć prawdziwie szczęśliwe życie, będę musiała zabić człowieka? A może maszyna jednak się myli?

W „Maszynie szczęścia” oprócz Pearl i jej syna poznamy wielu innych bohaterów. Między innymi byłego męża i jego obecną partnerkę czy pracowników siedziby Apricity. Będziemy przyglądać się pracy Pearl i zobaczymy reakcję ludzi na zalecenia maszyny. Czy przepis na szczęście faktycznie uszczęśliwi tych ludzi, czy potraktują go jak kolejną fanaberię?

Bardzo podoba mi się pomysł autorki na fabułę, mam jednak na dzieje, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Jednak sam pomysł to za mało i w tu w „Maszynie szczęścia” zawiodło wykonanie. Na początku czytałam z ogromnym zainteresowaniem tę historię, no bo przecież jak to możliwe, że ludzie zgadzają się zbadać swoje DNA i dlaczego syn Pearl nie chce tego zrobić. Jednak w momencie, gdy akcja przeskakuje z jednej postaci na drugą, moje zainteresowanie spadło do zera. Pozwolenie, by maszyny decydowały o ludzkim życiu, wprowadziło w książce chaos, lecz ten chaos panował w stosunku do bohaterów. Zamiast skupić się na jednym wątku -autorka wprowadzała kolejnych bohaterów, którym Apricity zmieniała życie i na tym się to kończyło. Nie było tu żadnej akcji, o napięciu już nie wspomnę. Monotonnie prowadzona narracja przyczyniła się do tego, by odechciało mi się doczytać książkę do końca.

Doceniam pomysł autorki, lecz tylko sam pomysł mi nie wystarcza. Nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę po jakiekolwiek inną twórczość autorki. Raczej nie.

Ocena: 4/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse

dorotbook
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz