"Najokrutniejszy miesiąc" - Louise Penny

„Czy nikt w Three Pines nie umierał z przyczyn naturalnych? Nawet tutejsze morderstwa nie były normalne. Czy nie mogli się mordować jak bóg przykazał- nożem, pistoletem, pałką? Nie. Zawsze coś wymyślnego. Zawsze komplikacje.”

Po raz trzeci w tym zdawałoby się zapomnianym miasteczku, którego nawet nie ma na mapie, dochodzi do zagadkowej śmierci. Chociaż miała wyglądać na zupełnie zwyczajną — śmierć z przyczyn naturalnych, ale jak powiedział Beauvoir, co czytamy w powyższym cytacie, tutaj, w Three Pines nic nie jest zwyczajne. Bardzo polubiłam to ciche i spokojne miasteczko i z ogromną chęcią do niego wróciłam. Zawiodła mnie tam ciekawość, co słychać u moich starych znajomych, jak im się wiedzie. Klimat tej powieści jest tak pięknie stworzony, że czujemy się w kanadyjskiej wsi właściwie jak u siebie.

„Three Pines było miasteczkiem zapomnianym. Czas opływał je i krążył wokół”

Powracamy do malowniczego miasteczka tuż przed świętami Wielkanocy, nasi uroczo ekscentryczni przyjaciele postanawiają zorganizować seans spirytystyczny. Wszystko dla dobra miejsca, w którym mieszkają, by uwolnić miasteczko od złych duchów. Takie wydarzenie może się odbyć na poważnie nigdzie indziej jak tylko w dawnym domu Hadleyów. Prawdziwa czarownica- wikkańskie medium, sól, świece i krzesła w kręgu, wszystko to miało być niegroźną rozrywką, niestety spotkanie zakończyło się śmiercią jednego z uczestników. Śmiercią z przerażenia.Do rozwiązania sprawy zostaje oddelegowany inspektor Gamache, przełożeni wysyłają go na prowincję, by móc swobodnie, niestety w dość nieelegancki sposób, sabotować jego odejście z Sûreté du Québec. Wszystko, dlatego że wciąż nie jest zamknięta tajemnicza sprawa Arnot, która ciąży na sercu i umyśle Gamacha od pierwszego tomu tej serii. Teraz autorka rzuca dużo więcej światła na tę sprawę, co czytelnik przyjmuje z ulgą, radością i zaintrygowaniem.

„Morderstwo niemal zawsze zaczyna się od tajemnicy. Morderstwo to tajemnica rozłożona w czasie”

Mimo że to trzecia książka z serii i mimo że znam Gamacha od pierwszej i wiem, jakim jest policjantem, zaskakuje mnie ta postać. Nie sądziłam, że będzie to możliwe. Zaskakuje mnie jego niezwykła siła spokoju, przenikliwość i opanowanie. Dodatkowo postać ta jest wyjątkowa, ponieważ pomimo swoich cech, które u każdego innego zapewne by mnie denerwowały, nie irytuje mnie. Gamache jest chodzącym ideałem, istną wręcz świętością. Przykładny mąż, ojciec, oficer policji. Lojalny, obowiązkowy, wzór cnót wszelkich. Czytając taki opis, jestem gotowa przysiąc, że będzie mi działał na nerwy, bo takich ludzi nie ma, więc takich postaci być nie powinno.Jest jednak pewne"ale"! Gamache taki jest, udało się autorce stworzyć postać idealną, jakby baśniową, ale czytelnicy w nią wierzą. Jest sympatyczny, jest dobrym, spokojnym człowiekiem, kibicujemy mu i chcemy z nim rozwiązywać zagadki morderstw. Jego sposobami.

„Armand Gamache łapał morderców, tropiąc ślady zgniłych uczuć”

Poprzednią doskonałą książką autorka postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. W „Zabójczym mrozie” intryga kryminalna była misternie dopracowana w szczegółach i wyjątkowo przemyślana. Tym razem również autorka zaskakuje i intryguje. Tym razem również dostrzegam i pogłębiam przekonanie, że silną inspiracją dla twórczości Louise Penny była królowa suspensu Agatha Christie. Tym razem znów inspektor Armand Gamache powoli i delikatnie łapie pojedyncze nici, z których utkana została zabójcza sieć. Niczym Tezeusz prowadzony nicią Ariadny łączy wątki, uczucia, osoby. Odmalowuje obraz, jaki przedstawiało to małe zapomniane miasteczko przed zbrodnią. Bo rozwiązanie tkwi w przeszłości jak bolesny cierń, którego morderstwo nie zdołało uwolnić, mimo że mordercy może się przez chwilę tak wydawać.


„Odpowiedzi kryły się w mętnej przeszłości i emocjach, które się tam skrywały. Papier, który inspektor trzymał w ręku [raport], mógł dostarczyć faktów, ale nie prawdy”

Mimo że w Three Pines ludzie umierają w osobliwych okolicznościach, ja lubię klimat tej miejscowości, przyjaznych tubylców, architekturę i przyrodę kanadyjskiej prowincji. Autorce udało się w trzech książkach odmalować słowami taki obraz tego miejsca, że zdaje się czytelnikowi, że był tam, widział wszystko, przeżywał książkowe wydarzenia i chce wrócić. Tak jak Armand Gamache, on też chce wracać do „Trzech Sosen”. To miasteczko kryje w sobie jeszcze nie jedną zagadkę. W radosnym napięciu oczekuję kolejnych książek z tej serii.


Ocena : 8 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.
Magdalena SzL


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

8 komentarze:

  1. Książka wygląda na ciekawą, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam , nawet gdy się nie zna poprzednich części. Ale tak naprawdę polecam wszystkie trzy :)

      Usuń
  2. Chętnie bym poznało to mordercze miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo tam miło jest, jeśli nie licząc tych nieprzypadkowych zgonów :)

      Usuń
  3. Ciekawie to wszystko brzmi. Mam nadzieję, że te książki będą choć trochę podobne do tych historii, które miały miejsce w Wayward Pines. Bardzo mi się tamta trylogia podobała i szukam czegoś w podobny deseń.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli trylogia o Wayward Pines jest podobna do tej o Gamachu to ja chętnie przeczytałabym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, no cóż, też sprawa się dzieje w sennym, idealnym miasteczku, też giną ludzie i dziwnie się zachowują. Później jednak historia zahacza o fantastykę naukową, ale mi to się podobało i sprawiło, że po prostu wchłonęłam te książki.

      Usuń