"Oczami Alexandry" - Natasha Bell

„Zrezygnowała z tego, na czym jej zależało. Kobiety bez przerwy to robią. Zmieniamy nasze pragnienia i oczekiwania, żeby zadowolić nasze rodziny, podczas gdy mężczyźni dopasowują strukturę swoich rodzin do własnych pragnień i oczekiwań”

Pewnego dnia szanowana wykładowczyni uniwersytecka, żona, matka dwójki dzieci nie wraca na noc do domu. Zaniepokojony mąż dzwoni na policję. To nie w jej stylu, nigdy wcześniej się to nie zdarzało. Oczywiście początkowo nikt mu nie wierzy, kiedy jednak dzwoni kolejny raz, nie dając za wygraną, policja wszczyna śledztwo w sprawie zaginięcia, a on prawie do końca będzie podejrzanym o ten czyn, mimo że jako jedyny tak naprawdę nigdy nie pogodził się z jej odejściem i nie przestał szukać. Wbrew oczekiwaniu wszystkich nie uwierzył w dowody, był wierny swoim przeczuciom.

„Zaczęłam, więc odpowiadać na zadawane przez niego pytania. Niezależnie od jego motywów, jestem gotowa rzucić się w wir narracji złożonej z częściowych prawd i rzeczy, o których marzę, żeby się nigdy nie wydarzyły”

Czytamy o Alexandrze uwięzionej i zmuszanej do odpowiadania na pytania. Marcu, który wierzy, szuka, wątpi, tęskni, ale w głównej mierze musi zająć się córkami, które bardziej niż ktokolwiek potrzebują normalności, rutyny i poczucia bezpieczeństwa we własnym domu.

Konstrukcja tej książki sprawia, że całkowicie stajemy się pochłonięci lekturą. Świat oczami zaginionej Alexandry, która jako narrator opisuje, co dzieje się z nią i w jej umyśle. Również prawie do samego końca to Aleksandra opisuje, co działo się w jej domu, z jej mężem, dziećmi, przyjaciółmi od czasu jej zaginięcia. Co robili, mówili, myśleli. Sama przyznaje, że nie może obiektywnie tego określić, ale uważa, że tak właśnie się to odbywało. Dodatkowym elementem są listy od Amelii - przyjaciółki ze studiów, która wiedzie zupełnie odmienne życie po przeciwległej stronie kuli ziemskiej i spełnia ich młodzieńcze marzenia.
Jedynie całkowity przypadek pozwala Marcowi ruszyć z całkowitego impasu, dobra wola przypadkowo napotkanej kobiety sprawia, że ogromny mur, na który trafił w ślepej uliczce poszukiwań, po prostu rozpłynął się w powietrzu, by mógł iść dalej. Ale przecież w tej recepcji mógł siedzieć ktoś inny albo ta pani mogła wykorzystać limit dobrych uczynków na ten dzień, albo mógł wyprzedzić jej reakcje i zachować się agresywnie, zanim wyświadczyła mu przysługę. Życie oczywiście składa się z przypadków, jednak ten był nierealnie wprost szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Marc dość już wycierpiał i długo trwał w martwym punkcie bez pomocy może dlatego, przyzwyczaiłam się jako czytelnik do takiego jego stanu i nagły zwrot akcji tak mnie uderzył.

Właściwie czytając, przez cały czas nie mogłam się zdecydować, jaki mam stosunek do bohaterów. Współczułam, a później zaczęłam rozważać różne scenariusze. Coś we mnie pękło, gdy przeczytałam słowa Aleksandry - „dzieci mi wybaczą, kiedy zobaczą, jak wiele osiągnęłam” - według mnie chyba tylko chory umysł może pomyśleć w ten sposób, jednak do końca szukałam zrozumienia dla toku myślenia głównej bohaterki.

Zdecydowanie zabrakło w tym związku dialogu, co jeszcze bardziej podkreśla sytuacja innych zaprzyjaźnionych par. Czytając wypowiedzi Alexandry i Fran przyznawałam im rację, ale też dostrzegałam, jak ów brak dialogu powodował nieporozumienie. Niezrozumienie, które zarzucano Markowi, wywodziło się jedynie z jego nieświadomości problemu. Nikt nie jest w stanie odczytać cudzych myśli, jeśli nie będzie dialogu, nie ma szans na porozumienie.
Zakończenie wbija w fotel. Pozostawia nas przepełnionych pytaniami, na które niemożliwe byśmy pozostali obojętni, natychmiast analizujemy swoje zachowanie. Jak ja bym się zachował w danej sytuacji, co bym zrobił? Książka niczym performance Amelii zmusza do reakcji. Do oceny. Do wypowiedzi w tej kwestii. Albo przynajmniej do zajęcia stanowiska, nawet jeśli będzie nim, pozostanie obojętnym, choć w mojej ocenie nie da się w tej dyskusji pozostać neutralnym, można nie potrafić ująć argumentów w zdania, ale staniemy po którejś stronie.

Książka jest głosem w dyskusji i próbą odpowiedzi na pytanie, co jest w życiu ważniejsze, poszukiwanie własnego ja, nasze wyobrażenie o życiu, pragnienie, by żyć takim życiem, jakie sobie wyobraziliśmy? Czy może „szara” rzeczywistości? Rzeczywistość codziennych czynności, które może nie są górnolotne, ale budują poczucie bezpieczeństwa, poczucie przynależności do rodziny kochających się osób.

Ocena : 7 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.


Magdalena SzL






    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: