"Odcień północy" - L.J Shen

Z twórczością L.J. Shen spotkałam się po raz pierwszy. Byłam ciekawa co ma do zaoferowania ta autorka. I chociaż opis książki zapowiadał bajeczną lekturę, pełną namiętności, niewiadomych i wyznań, to jednak wykonanie zostało w całości spaprane.

Liczyłam na powieść z ciekawą fabułą, historię, od której nie będę mogła się oderwać, coś nowego, czego nie było. Opis zapowiadał fajną książkę, w której mamy młodą kobietę, która musi zmierzyć się z trudnym zadaniem i pilnować gwiazdy rocka, a jak wiemy, są to osoby bardzo zbuntowane. Miał z tego wyniknąć chwytający za serce romans, a dostajemy powieść ze złamanym sercem, tanią i nierealną historyjką rujnującą wszystko, na co pracowali bohaterowie, używkami i infantylną gwiazdą rocka.

Alex Winslow miał być postacią, która podbije serca czytelniczek, a we mnie wzbudził tylko i wyłącznie niechęć do siebie i do powieści. Jego charakter z początku był śmieszny, fajnie się czytało o jego docinkach, które kierował w stronę Indigo, ich wzajemne zaczepki intrygowały. Jednak później stało się to męczące, jego zmiany nastroju, humorki, gorzej niż kobieta, której buzują hormony. I ja rozumiem, że był uzależniony, ale to nie usprawiedliwiało jego sposoby bycia i nienawiści wobec całego świata. Dla mnie kreacja tego bohatera leży.

Kilka scen z książki mocno mnie zniesmaczyło. Weźmy chociaż pod uwagę moment, w którym Indigo musiała chodzić za Alexem nawet do toalety, żeby przypadkiem czegoś nie wciągnął. I super, niech go pilnuje, ale zbędne są opisy jego przyrodzenia podczas oddawania moczu. No bo tak, nie ma lepszego momentu na zaprezentowanie jego męskości, niż podczas oddawania moczu. Autorka mogła poczekać do jakiejś namiętnej sceny i pozwolić wtedy bohaterce pozachwycać się, no ale cóż... najwyraźniej opis penisa podczas sikania to coś, co chcą dostawać czytelniczki.
Oh a jeszcze lepsze są opisy bąków po meksykańskim jedzeniu. Porażka....

Cała historia nie przemawia do mnie. Stwierdzić muszę, że miała potencja i to ogromny, jednak został zmarnowany. Infantylny główny bohater, opisy, które zniechęcają do całości i pióro autorki, które było męczące. Często skupiała się na opisach, które niczego nie wnosiły do całości. Osobiście uważam też, że wrzuciła do książki zbyt dużo wątków. Mamy tutaj homoseksualistów, śmierć, miłość, uzależnienia, nienawiść, nawiedzone ex dziewczyny, tajemnice, które są nierealne. Jest tego po prostu za dużo, wszystko się miesza lub jest zbędne. Nie wiem, może te wszystkie wątki miały wnieść świeżość do powieści i wzbudzić w czytelniku emocje czy też zaciekawić, ale coś poszło nie tak i wyszła z tego totalna klapa.

"Odcień północy" to książka, na której bardzo mocno się zawiodłam. I chociaż z początku było ciekawie, to później treść wzięła urlop i było coraz gorzej i gorzej. Miałam nadzieje, że autorka zaprezentuje wysoki poziom językowy i twórczy, ale się przeliczyłam.

Ocena: 4/10
Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo booksenso.pl

Natalia Zaczkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Nie lubię takich książek, więc na pewno po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. tytuł krył w sobie potencjał, ale widać że wykonanie położyło tę książkę na łopatki.
    podziękuję :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce i jestem jej bardzo ciekawa :)
    ~Pola
    www.czytamytu.blogspot.com Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, nie...Nawet nie próbuję szukać tej książki. Wystarczy mi recenzja.

    OdpowiedzUsuń