"Ostatnie instrukcje" - Nir Hezroni

„To jest czas wielkich przemian. Wkrótce wszystko się skończy. Wkrótce wszystko się zacznie. Sekunda, godzina, wieczność skupione są na końcu szpilki” 

Drżącymi dłońmi biorę książkę, obawiam się tego, o czym mogę w niej przeczytać. Na jakie wymyślne sposoby na wykonanie zadania oraz swojego planu wpadł główny bohater Agent 10483. No właśnie, główny bohater ostatnio wpadł na to, by rzucić się pod autobus… 

Nie przychodzi mi na myśl to, by odmówić sobie przyjemności kolejnego zajrzenia do umysłu skomplikowanego, wypaczonego, a nawet chorego, chociaż genialnego. To taka książka, którą boję się czytać, ale też nie mogę nie przeczytać. Po prostu muszę, mimo że jest już dawno po północy, a ja rano powinnam wcześnie wstać. Jedyne co mnie interesuje to, to, kto w tym szaleńczym wyścigu pierwszy przebiegnie linię mety. Łapię samą siebie na tym, że ekscytuje mnie ten morderczy pościg. Czy 10483 zrealizuje swoje zamierzenia, czy ekipa pościgowa zdoła go zneutralizować? Czy wcześniej uda mu się wprowadzić plan zemsty w życie?
Jak opisać fabułę tej przedziwnej powieści? Jak ją zarekomendować, kiedy zwykłe „musisz koniecznie przeczytać” nie wystarcza? Jeśli po przeczytaniu „Trzech kopert” uważasz, że szaleństwo 10483 osiągnęło zenit, jesteś w głębokim błędzie. O czym są „Ostatnie instrukcje”? To po trosze międzynarodowy szalony pościg za radziecką bombą, po trosze próba powstrzymania Agenta, który całkowicie wymknął się spod kontroli. To desperackie działania mające na celu utrzymanie Organizacji w konspiracji. Agenta nakręca zemsta, Karmit ściga się z czasem z zupełnie innej motywacji, Awner próbuje uratować żonę, a tajemniczy herr Smith pozostaje zagadką.

Po głębszej analizie wydaje mi się, że to jest w gruncie rzeczy powieść rozrywkowa. Bo służy rozrywce czytelnika. Chociaż na pewno jest to thriller, bo dreszcz emocji na plecach towarzyszy od pierwszej do ostatniej strony. Pierwszorzędna intryga, pasjonujący sposób narracji, innowacyjność tak pomysłu na fabułę, jak i sposobu jej zaprezentowania. Dla mnie to jedyna w swoim rodzaju seria. Tej dłoni z okładki się boję i oka.

"Odczuwam coś, czego nie czułem już od bardzo dawna. A może nigdy. Strach" 

Bardzo inteligentnie napisana intryga wciąga i porywa niczym sensacyjny film amerykańskiej produkcji. Poprzednio mieliśmy doskonały wstęp do tego, jaki jest Agent, do czego jest zdolny, poznaliśmy jego sny, myśli i sposób działania. Tym razem autor dodał cały wachlarz barwnych postaci, przez co uczynił historię jeszcze bardziej wciągającą. Równie skuteczni w działaniu, jak Agent wydają się bliźniacy, którzy nawet razem nie mają połowy jego inteligencji, ale słysząc ich dialogi, 10483 mógłby zrobić coś, do czego nie sądził, że jest zdolny, uśmiechnąć się. Dość późno na scenę wkracza kolejna postać, Fryzjer, którego ja sama nazwałam Obłędem i do dziś się zastanawiam, którego z nich, Fryzjera czy Agenta bardziej nie chciałabym spotkać.
Mam nadzieję, że ten szereg nowych w stosunku do poprzedniej książki, bohaterów, zwiastuje kolejną cześć tej serii. Po przeczytaniu „Ostatnich instrukcji” ku własnemu zaskoczeniu odkryłam, że bardzo liczę na kontynuację. 

"Hmmm... Przykro tak umrzeć dwa razy."

Wydawać by się mogło, że książka jest napisana chaotycznie, ponieważ autor przeskakuje często z narracji pierwszoosobowej Agenta do snucia opowieści z perspektywy innych uczestników wydarzeń. Tak jak w poprzedniej książce nie dość, że mamy kilku narratorów to narracja dodatkowo prowadzona jest w różnych formach. Od szyfrowanych e-maili, wspomnień, zapisków z notatnika, opisów bieżących działań, do opisów bardzo dziwnych snów. Te ostatnie chyba najbardziej niepokojące. Krótkie rozdziały i ciągle zmieniająca się ich forma oraz zmieniający się narrator ma, moim zdaniem, na celu dezorientację czytelnika, przyspieszenie tempa i jednoczesne zmuszenie go do nadążania za akcją, wywołanie atmosfery pospiechu, nerwowego skupienia, psychozy, paranoi. Ten uporządkowany, kontrolowany chaos ma, moim zdaniem, właśnie tak wpłynąć na czytelnika by zastanawiał się, czy przypadkiem nie traci zmysłów. W przypadku tej konkretnej książki taki zabieg dezorientacji czytelnika jest idealnym rozwiązaniem, bo wczuwamy się bardzo w rolę tak samego Agenta 10834, jak też jego zaszczutych ofiar. 

Równie częste przeskoki w czasie, retrospekcje do wydarzeń sprzed wypadku, wydarzenia sprzed roku, wydarzenia bieżące — te ostatnie z perspektywy Karmit i osobno z perspektywy RotemAwnera, a nawet drugiej ekipy poszukiwawczej. Zmusza to czytelnika do ogromnego skupienia, ale to napięcie jest emocjonujące, wciąga nas w fabułę, bo odgadujemy, że wszystkie wydarzenia nawet te najdziwniejsze mają sens, łączą się ze sobą i mamy świadomość, że połączone dadzą logiczna całość, tylko nie ma szans, by przewidzieć jaką. Naprawdę uważam, że autor jest doskonały w tej opowieści. 


Ocena : 8,5 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

Magdalena SzL

pierwsza część serii "Trzy koperty" - również polecam uwadze

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Napisano wiele dobrych książek, które okazały się przeciętnymi. Czasem pozornie słabe powieści okazują się interesujące. Książka, której mam się bać,to ewenement? Jestem jej ciekawy. Dziękuję za ciekawą propozycje i intrygującą recenzję. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książki się nie bać, czytać :) i modlić się by opisane tam wydarzenia były jedynie fikcją :) zaskakująco dobry tytuł, polecam. Pozdrawiam

      Usuń