"Pielęgniarki" - Christie Watson

Nie wiem, co się ostatnio dzieje na naszym rynku wydawniczym, ale nowe książki zdradzające szczegóły medycznych zawodów pojawiają się równie szybko, jak grzyby po deszczu. Nie będę ukrywać, że zacieram rączki i pochłaniam większość tych publikacji z wielką chęcią, bo tajniki medycznego świata interesują mnie od zawsze. Nadal mnie to dziwi, ale za białymi kitlami nie przepadam, nienawidzę bywać w szpitalu, ani w przychodni, a jednak mnie to fascynuje...

Literaturę faktu, reportaże, czy biografie uwielbiam. Ta książka to połączenie tego wszystkiego i to w bardzo interesującym mnie temacie, wnioski są takie, że wychodzi na to, iż do idealna lektura dla mnie. Okładka przyciąga uwagę głównie wyraźnymi, soczystymi kolorami, zagadkowy tytuł sprawia, że czytelnik weźmie książkę do rąk choćby po to, by znaleźć informację o tym, co można znaleźć w środku. Christie Watson na swoim koncie ma już kilka książek, ale ta jest pierwszą wydaną w naszym języku.

Najwyższy już czas, żebym zaczęła Wam opowiadać o tym, co mieści się pod okładką. Mówiąc szczerze, długo zastanawiałam się nad tym, jak to sformułować, od czego rozpocząć... Najlepiej chyba będzie, jeśli zrobię to od początku! Książka zaczyna się dość nietypowo jak na ten gatunek, bo autorka opowiada nam o sobie. O swojej rodzinie, o rodzicach, o tym, jak długo błądziła, ile czasu zajęło jej znalezienie zawodu, w którym chciałaby się realizować. Christie Watson nie od zawsze pragnęła zostać pielęgniarką, próbowała swoich sił w różnych profesjach, długo nic nie wskazywało na to, że właśnie ten kierunek obierze. Od kiedy została pielęgniarką, znacznie zmienił się jej charakter, z naiwnej, szalonej i zbuntowanej nastolatki, stała się odpowiedzialną, mądrą i empatyczną kobietą. Nie od dziś wiadomo, że ludzie, z jakimi obcujemy, wpływają na nas, na to, jak postrzegamy świat i na to, co robimy. Tak było też w przypadku Watson, liczni pacjenci znacznie wpłynęli na jej światopogląd. Mam mieszane uczucia co do tej, nazwijmy to - autobiografii, którą umieszczono na początku książki, to miała być raczej lektura rzeczowa, nie opowieść o dorastaniu autorki, ale o dziwo, to się dobrze czytało, zaciekawiło mnie, co skłoniło autorkę do pójścia w tym kierunku. Uczucia mieszane są więc nadal, nieco kłóci mi się z wizją książki, jaką miałam ja, ale z drugiej strony, to nie ja ją napisałam, więc moja wizja jest nieistotna.

Kiedy pominiemy już okres dorastania Christie Watson, znajdujemy się razem w nią w szpitalu, towarzyszymy jej w chwilach, kiedy ratuje życie na przykład na SOR-ze, na onkologii, na oddziale dziecięcym, w trakcie operacji... Poznajemy jej pacjentów, możemy zaobserwować, na czym tak naprawdę polega praca pielęgniarki. To ona zostaje ze swoim pacjentem w chwili, gdy lekarz zakończy swoją pracę, ona podaje leki, trzyma za rękę, dodaje otuchy, wspiera. Spoczywa na niej ogromna odpowiedzialność i nie mówię tu tylko o podawaniu odpowiednich leków, czy szybkiej reakcji na nagłe komplikacje, ale na myśli mam pracę nad nastawieniem pacjenta. W rekonwalescencji niesamowicie ważne jest pozytywne myślenie, to pielęgniarka musi sprawić, by pacjent wierzył, że musi walczyć, bo wygra.

Nie znam nikogo, kto twierdziłby, że zawód pielęgniarki jest łatwy, może dlatego, że każdy wie, że nie jest. Te kobiety, ale warto wspomnieć, że mężczyźni też towarzyszą ludziom zarówno przy narodzinach, jak i przy śmierci. Z pewnością są obciążeni psychiczni, często ciężko jest nie zabrać pracy do domu, oczyścić głowę z myśli, z tragicznych historii i obrazów to wyczyn.

Christie Watson ukazuje blaski i cienie pielęgniarstwa, opisuje nam niektóre przypadki, wspomina też o innych pracownikach szpitalach, co naprawdę mi się spodobało. To, czego nie jestem już tak pewna, to dialogi, niestety, ale mało dla mnie wiarygodne. Ta książka nie jest wspomnieniem jednego tygodnia, opisuje drogę autorki od okresu dojrzewania przez wybór zawodu, specjalizacji do zdobycia doświadczenia na tyle bogatego, by móc je opisać. Czy to możliwe, by pamiętała, o czym rozmawiała z konkretną pacjentką, czy koleżanką z pracy? Dialogi dobrze się czyta, urozmaicają tekst, wiem, o tym, ale w takich książkach ważniejsza jest dla mnie wiarygodność.
Jeśli chodzi o moje odczucia podsumowujące całość, to mam niedosyt. Liczyłam na coś mocniejszego, z pazurem, wstrząsającego, może kontrowersyjnego, a dostałam coś, na miarę pamiętnika. Owszem, książka nie nudzi, jest ciekawa, ale nie ma "tego czegoś".

Ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Marginesy

Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Fakt, tego typu pozycje pojawiają się coraz częściej na polskim rynku wydawniczym. Są i lepsze, i gorsze, a ta wydaje się należeć do tej drugiej kategorii, tylko szkoda, że pozostawiła po sobie niedosyt. Podobnie jak Ty, oczekuję od tego typu pozycji jakichś kontrowersji, mocnego materiału.

    OdpowiedzUsuń