"Pola mówi: Muszę siusiu!" - Irene Marienborg

Dopóki nie zostałam mamą, nie miałam pojęcia, czym jest pełnia szczęścia. Nigdy wcześniej nie czułam się tak szczęśliwa, jak w momencie, w którym na świat przyszła moja córka. Każdy jej
uśmiech, pierwsze słowa, pierwsze kroki, psoty, wszystko, dosłownie wszystko każdego dnia mnie uskrzydlało. Jednak prócz radości dziecko oznacza też mnóstwo zmartwień i obowiązków. To my musimy być obok, kiedy robi ten pierwszy krok, my mamy wpływ na to, jakich słów w pierwszej kolejności się nauczy, a pewnego dnia musimy też rozpocząć przygodę z odpieluchowaniem.

Bardzo bałam się tego momentu, byłam przerażona na samą myśl o nauce korzystania z nocnika, zwłaszcza że moje dziecko nocnik traktowało jak zabawkę i w żadnym razie nie było mowy o skorzystaniu z niego. Podejścia były trzy, ale dawałam sobie i małej czas, nie zależało mi specjalnie na tym, żeby JUŻ to załatwić. Dopiero wiosną, kiedy na zewnątrz było coraz cieplej, postanowiłam, że będę konsekwentna i pieluszki odejdą w zapomnienie. Tym razem się udało i poszło sprawniej, niż mogłabym się spodziewać. Pękałam i pękam z dumy do dziś!

Temat próbowałam ugryźć z każdej strony, kupowałam książeczki, włączałam małej bajki i często mówiłam o toalecie i nocniku. Jeśli o książeczki chodzi, z pewnością były pomocne, ale mimo że temat na szczęście mam już z głowy i tak chętnie przyglądam się publikacjom o tej tematyce. Sądziłam, że prócz tego, że tytułowa Pola nauczy się korzystać z toalety, to autorka pokaże też, jak dziewczynka te potrzeby sygnalizuje.


Już, gdy wzięłam książeczkę do rąk, byłam pełna obaw, nie spodobała mi się okładka, zimna, jakaś taka nieprzyjemna i wyjątkowo nieatrakcyjna główna bohaterka. Jak się okazało, cała szata graficzna jest tu nieatrakcyjna, wszystko koślawe, kulfoniaste, smutne. Kolory chłodne, brzydkie, odpychające wręcz. Niestety, ale ilustracje w moim mniemaniu są naprawdę okropne, dawno nie widziałam tak brzydkiej bajki dla dzieci...

Równie ważny co obrazki jest oczywiście tekst, który rozczarował mnie równie mocno, co grafika. Pola nie ma problemu z sygnalizowaniem potrzeb, bez krępacji mówi, że chce jej się siusiu, potrafi też na długo wstrzymywać, ale niestety nadal nosi pieluszkę. Główny kłopot naszej bohaterki polega na tym, że boi się toalety. No dobrze - pomyślałam - teraz autorka pewnie pokaże dzieciom, że nie trzeba się tej toalety bać, ale nie... Plany były inne. Pola mówi, że boi się głośnych odgłosów, kolega przedszkolak radzi jej więc, by zatkała uszy i głośno śpiewała, dziewczynka obawia się także, że coś może ją ugryźć w pupę, na to chłopiec sugeruje, by udawała, że jest piratem.


Pola cały czas wymyśla powody, przez które nie może skorzystać z ubikacji, na końcu historii chłopiec przygotowuje więc niespodziankę. Na toalecie układa pompowane kółka do basenu, przygotowuje słuchawki i czapkę pirata, wkoło sadza zabawki, które udają, że siusiają, a do sedesu prowadzi drabina. Oczywiście dziewczynka jest zachwycona i z uśmiechem na ustach idzie się wysiusiać.

To jest tak złe, że nie wiem, jak to w ogóle ubrać w słowa... Przede wszystkim na każdą z obaw powinna być odpowiedź! Jeżeli dziecko mówi, że boi się tego, że coś może je ugryźć, należy wytłumaczyć, dlaczego nie ma takiej możliwości. Jeśli boi się wydawanych przez toaletę dźwięków, trzeba wyjaśnić, skąd się one biorą. Jestem w szoku i cieszę się, że kwestię pożegnania pieluszki mam już za sobą, bo ta bajka tylko przestraszyłaby moją córkę i ją zniechęciła. Nie wyobrażam sobie, by każda wycieczka do toalety miała równać się z zakładaniem słuchawek, czapki pirata i dmuchanych kółek na sedes, jedno wielkie nieporozumienie. Jestem na siebie zła, że przed snem przeczytałam córce tę bajkę, mimo że wcześniej się z nią nie zapoznałam. Masakra - to jedno słowo sprawnie opisuje tę książkę...


Kochani, w żadnym razie nie polecam, wręcz odradzam. Jeżeli Wasz maluch boi się korzystać z toalety albo sama ubikacja go przeraża, ta książka ten lęk jedynie pogłębi. Nie ma tu nic, z czego mogłabym wyciągnąć jakąś zaletę, plus... Jestem rozczarowana, że wydawnictwo, które bardzo lubię, pozwoliło sobie na wydanie takiej bajki - niebajki. Przy żegnaniu się z pieluszką książki z pewnością pomogą, ale w żadnym razie wśród nich nie powinna znaleźć się ta publikacja.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz