"Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować, czyli historia egzekucji" - Jonathan J. Moore

Nikt z nas nie chciałby stanąć twarzą w twarz z katem, jeśli ten miałby wykonać na nas wyrok śmierci. Jednak kogo ten zawód nie intryguje? Ludzie przez wiele stuleci uczestniczyli w publicznych egzekucjach, była to swego rodzaju rozrywka dla gawiedzi. Na szczęście Jonathan J. Moore przychodzi nam z pomocą i przedstawia świat egzekucji i narzędzi tortur, dzięki czemu możemy poznać profesję katów w bezpiecznym zaciszu domowym.


Od czasów starożytnego Rzymu wiele metod egzekucji opierało się na brutalnej sile. Późne średniowiecze i wczesny renesans stanowiły szczytowy okres makabrycznych publicznych egzekucji w krajach zachodnich. Niektórzy kaci stawali się kimś w rodzaju ówczesnych gwiazd rocka. Widzowie uwielbiali oglądać zabijanie przeprowadzane w fachowy i efektowny sposób. Nie szczędzono środków na to, by publiczne egzekucje były wielkimi widowiskami, a klasa profesjonalnych zabójców odkrywała, że jedynym, co ich ogranicza, jeśli chodzi o sposoby zadawania cierpień skazańcom, jest ich własna wyobraźnia.

Książka jest przewodnikiem, jak wyglądały metody i narzędzia tortur oraz sposoby egzekucji. Autor opisuje, w jaki sposób kaci rozprawiali się z przestępcami na przestrzeni wieków, kończy na czasach współczesnych, gdzie metody egzekucji są dużo bardziej humanitarne, niż wiele lat temu. Przytacza wiele historii i anegdot, czasem posiłkuje się cytatami z kronik lub pamiętników. W książce jest bardzo dużo obrazków i fotografii, dzięki czemu możemy zobaczyć, jak wyglądała profesja kata.


Przez wieki istotnym elementem zawodu kata było nie tylko zabijanie więźniów, ale też ich torturowanie. W jakiś sposób trzeba było wyciągnąć zeznania, a najprostszą metodą było zaprezentowanie, jaki ból czeka tych, którzy będą zbyt długo zwlekać z wyznaniem prawdy. Narzędzi tortur nie sposób zliczyć, a metody ich obsługi również były nieograniczone. Ważne było jednak to, by przestępca nie umarł w trakcie tortur, ponieważ te stanowiły tylko rozgrzewkę dla kata. Najważniejsza była sama egzekucja, często publiczna, by, ku uciesze zgromadzonego tłumu, ostatecznie rozprawić się ze skazańcem. Zwłoki wystawiano na widok publiczny, aby po pierwsze ostrzec lud przed konsekwencjami złych uczynków, a po drugie by jeszcze bardziej wyrazić pogardę dla skazańca. Rozkładające się ciało stanowiło pokarm dla wron i bezdomnych psów. Co ciekawe, chodziło też o niezwykłą moc zwłok. "Towarem", który cieszył się dużym zainteresowaniem ludu, była krew, którą używano do celów medycznych. Zresztą nie tylko krew. Wierzono w cudowną moc dotknięcia zwłok, a z różnych części ciała wytwarzano talizmany i amulety.


Ciekawe są też opisy spartaczonych egzekucji, w trakcie których coś poszło nie tak, zazwyczaj z winy samego kata. Czasem jednak zawiódł sprzęt lub skazaniec nie chciał "współpracować". Zazwyczaj kończyło się to wielokrotnymi próbami "dobicia" więźnia lub litrami krwi wylanymi na zgromadzoną publiczność. Niektóre nieudane egzekucje wywoływały odrazę wśród ludu, zdarzały się przypadki omdleń. Zdarzało się również, że kat, po spartaczonej egzekucji, musiał uciekać w eskorcie straży, ponieważ rozwścieczony tłum chciał dokonać linczu.


W dalszym ciągu uważam, a tematem tym interesuję się już od dawna, że moją ulubioną metodą egzekucji jest nabicie na pal. Przestępcę czekała długotrwała i bolesna śmierć, często agonia trwała kilka dni, a skazaniec nie był w stanie zrobić nic, by uśmierzyć swój ból. Najbardziej znanym zwolennikiem tej metody był Wlad Țepeș, bardziej znany jako Drakula.


Coś, czego mi zabrakło, to krwawy orzeł. Autor słowem nie wspomina o tej metodzie. Być może wynika to z faktu, że nie do końca wiadomo, czy ta metoda stosowana przez wikingów rzeczywiście istniała, czy są to tylko przekazy, które miały na celu ukazanie okrucieństwa i zdziczenia pogańskich ludów Północy. Trochę szkoda, że autor o niej nie napisał. 


Zdecydowanie polecam tę książkę każdemu, kto nie boi się makabrycznych opisów tortur i śmierci. Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie. Choć temat znany mi był już od dawna, to dzięki niej mogłam poznać prawdziwe historie i anegdoty. 

* Wszystkie ilustracje pochodzą z książki

Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak
Justyna Kotys-Jeleńska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Dzięki za recenzję. No tak od zawsze temat śmierci zadawanej publicznie i zawodowo fascynuje ludzi, z różnych motywów... Mówi się, że nic tak nie ożywia filmu, jak trupy, takie stwierdzenie musiało mieć swoją retroscenę historyczną i oto książka o tym. Twój opis Justa z jednej strony zachęca ciekawych tej tematyki, z drugiej zaś ostrzega bardziej wrażliwych. by lepiej nie brać tej pozycji do czytania, a tym bardziej do poduszki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwiedzając stare zamki, zawsze z ciekawością słucham o salach tortur, jednak nie wiem, czy na moje nerwy byłoby czytanie o tym jeszcze dodatkowo w książce.

    OdpowiedzUsuń