"Prawda o kłamstwach" – Tracy Darnton


Zawsze fascynowała mnie ludzka pamięć, a szczególnie jej mechanizm i to w jaki sposób radzi sobie z nadmiarem zbędnych informacji. Oczywiście miałam świadomość, że zapominanie jest jednym z systemów obronnych, które chronią przede wszystkim naszą psychikę i pozwalają w dość dużym stopniu pozbyć się niechęci do innych osób, które w przeszłości nas skrzywdziły. Bo w końcu na jakiej podstawie mamy się złościć, skoro większość wspomnień z tamtego momentu z biegiem czasu została wymazana z naszej pamięci, pozostawiając po sobie niewielki ślad, będący jedynie przypomnieniem wydarzeń mających już swoje pięć minut? I uważałam to za najoczywistszą oczywistość, w ogóle nie zastanawiając się nad innymi opcjami, jakie może obierać nasz dość tajemniczy mózg. A przecież nie od dziś wiadomo, że nie wykorzystujemy i pewnie nigdy nie wykorzystamy jego wielkiego potencjału, więc zastanawiające jest fakt istnienia człowieka – geniusza, posiadającego pamięć o nieograniczonej pojemności i nieograniczonej liczbie sposobów, sytuacji, w których można byłoby ją wykorzystać. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że taka zdolność zapamiętywania nie ma wad, że istnieją tylko same zalety dotyczące jej posiadania, chociażby pamięć fotograficzna ułatwiająca zdanie ciężkiego egzaminu. Jednakże podczas moich dzisiejszych rozważań będę wspominała o książce, w której główna bohaterka cierpi na hipermnezję, czyli nadmierną pamięć i wcale nie skacze ze szczęścia z tego powodu.

Jess z pozoru wydaje się zwykłą siedemnastolatką, która w ciszy i nadmiernym spokoju próbuje przeżyć niedawną samobójczą śmierć jej najlepszej przyjaciółki i powierniczki sekretów. Jednakże pod tym powierzchownym osądem swoich współtowarzyszy, jakimi są uczniowie szkoły w Dartmoor i kadra nauczycielska, kryje się coś znacznie ważniejszego, coś co panna Wilson stara się za wszelką cenę ukryć i nie pozwolić, aby jej tajemnica kiedykolwiek ujrzała światło dzienne, a tym bardziej, żeby podobizna jej osoby trafiła do gazet jako niezwykły fenomen w ludzkiej postaci, mogący w każdej chwili zmienić otaczającą nas rzeczywistość. Do pewnego czasu wszystko wydaje się iść po jej myśli – nikt się nią nie interesuje, tym samym sprawiając, że staje się niewidzialna, nie tylko dla ludzi w szkole, ale i dla całej populacji zamieszkującej planetę. Aczkolwiek w kompletnie nieodpowiednim momencie wydarzają się trzy rzeczy – zaczepia ją nowy chłopak, którego Jess w pierwszych chwili uważa za niesamowicie słodkiego; zaczyna otrzymywać wiadomości, jej zdaniem dotyczące zagadki, jaką jest sama śmierć Hannie i jej przyczyna. Natomiast nieco później zupełnie przypadkowo zauważa swoje dawne zdjęcie, przypięte do tablicy ogłoszeń – ewidentny znak, by natychmiast wyjechać i dać sobie raz na zawsze spokój z jakimikolwiek znajomościami, szczególnie z tajemniczym chłopakiem – Danem, który z dnia na dzień staje się coraz bardziej dociekliwy. Niestety nie skorzystała ona z tej szansy.

Już na samym początku książka niesamowicie mnie zaintrygowała, przede wszystkim ze względu na wykreowaną postać Jess, która zaciekawiła mnie nie tylko swoim nieprzeciętnym temperamentem, ale także historią w jakimś stopniu oryginalną. Szczególnie zważywszy na sposób, w jaki autorka porusza wybrany przez siebie temat odmienności danej jednostki, a także wykorzystywanie ludzi przez innych ludzi. Jest to bohaterka, która w tej powieści ma najwięcej do powiedzenia; która mimo tego, że trudno jej czasami odróżnić prawdę od kłamstwa, wie, czego chce. Z pewnością gra ona w tej książce pierwsze skrzypce, ale jest na tyle ciekawą i inteligentną postacią, że w żadnym przypadku nie znudziło mi się czytanie o niej samej czy chociażby o jej wspomnieniach. Poruszyła mnie jej autentyczność, której mimo że nie zabrakło mi w kreacji innych bohaterów, to w przypadku Jess odczułam jej istnienie najbardziej. Nie wspomnę nawet o łzach, które popłynęły po moich policzkach w najbardziej niespodziewanym momencie fabuły, w żadnym stopniu ckliwym. Myślę, że gdyby nie bardzo dobry początek, a tak naprawdę pierwszy rozdział, w którym nastolatka odbywa wizytę psychologa szkolnego, moje wrażenia względem tej książki przedstawiałyby się zupełnie inaczej.

Bardzo rzadko wspominam o tym elemencie w recenzjach młodzieżówek, ponieważ przeczytałam ich już bardzo dużo i naprawdę niewiele jest mnie w stanie w tym momencie zaskoczyć. Trochę przypomina mi to sytuację z powieściami i z czytaniem – im więcej się czyta, tym mniej książek nas zachwyca. Wracając, mam tu na myśli zaskoczenie, które niejednokrotnie powodowały u mnie dziejące się tam wydarzenia. Nie był to może zwroty akcji na miarę świetnego thrillera, ale przede wszystkim zacieśniały akcję i powodowały, że moje zaspane oczy otwierały się szeroko ze zdziwienia. Było ich dosłownie kilka, ale były wprowadzone w odpowiednim czasie i momencie, sprawiając, że ich rola znacznie wzrosła.

Naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić, jeśli chodzi o tę książkę. Liczy trochę ponad trzysta stron, więc jak dla mnie jest to odpowiednia grubość, a tym samym ryzyko nudy jest zmniejszone o kilkanaście procent. Pod względem technicznym, ale i też fabularnym wydaje się ona idealna, a podobno takich książek na tym świecie nigdy nie znajdziemy. Aczkolwiek myślę, że „Prawda o kłamstwach” jest bardzo blisko osiągnięcia tego tytułu, przynajmniej w moim subiektywnym przekonaniu. I pomimo tej całej otoczki, jaką jest wartka akcja, zatrważająca historia Jess, to ta powieść porusza bardzo ważny aspekt – rolę żalu i zemsty w naszym życiu. Tracy Darnton pokazuje nam nastolatkę, której siłą napędową jest chęć pomsty – to właśnie ona staje się przyczyną zajścia większości sytuacji. Równie dobrze powieść mogłaby posłużyć jako kontekst, który przytoczylibyśmy w maturalnej rozprawce. Jestem pewna, że postać Jess świetnie sprawdziłaby się jako jeden z argumentów dotyczących bohatera dynamicznego. Kto powiedział, że można posługiwać się tylko lekturami?

„Prawda o kłamstwach” to tak jak sam tytuł mówi, pełna szczerości powieść, która bardzo mnie zaskoczyła – jako całokształt, który niesamowicie przyjemnie się czytało. Zdecydowanie warto poświęcić jej uwagę, chociażby ze względu na samą główną bohaterkę, której wewnętrznej siły pozazdrościłby niejeden człowiek lub ciekawej, pełnej tajemnic akcji, od której nie sposób się oderwać.

Ocena: 9,5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu YA!



Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Wow! Mamy zupełnie inne odczucia względem tej książki! Dla mnie była... przeciętna. Bohaterka mnie denerwowała, wątki wydawały mi się niewystarczająco rozbudowane... Ma swoje mocne strony, jasne, sam pomysł był mega interesujący. Tylko coś z wykonaniem moim zdaniem nie wyszło :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja zachęcająca. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń