"Protektor" - Jola Czemiel

Z dużej chmury mały deszcz - w tym jednym zdaniu mogłabym zawrzeć całą moją recenzję na temat thrillera Joli Czemiel o nieco zagadkowym i intrygującym tytule: "Protektor". Intrygująca z pewnością jest również sama okładka, która wiele razy spozierała na mnie z przysłowiowych "Internetów" i niejako przyczyniła się do mojego zainteresowania tą książką. Czy warto było iść "z duchem czasu" i czytać to, co poleca Internet? I tak, i nie.

To, co wzbudza zainteresowanie, to zdecydowanie tematyka: wykopaliska archeologiczne, starożytne mumie, czipy, hologramy, tajemnice z przeszłości oraz... jeszcze bardziej tajemniczy tytułowy Protektor. Kim tak naprawdę jest i do czego dąży? Ta część historii z pewnością zaskoczy niejednego Czytelnika i jest zdecydowanie najmocniejszym jej punktem!

" Rozmyślał, jak to jest żyć w świecie, który od tej chwili wcale nie należy do ciebie".

Nieco gorzej rzecz ma się z całą resztą... Poznajemy Benedicta Rutheforda, zmęczonego życiem najemnika, który otwiera w Londynie biuro detektywistyczne i od razu otrzymuje zlecenie, które przysporzy mu nie lada problemów. Rusza na poszukiwanie tajemniczego notesu i skrzyń, nie wiedząc do końca, w co został wplątany.

W tym samym czasie polski profesor wraz z towarzyszką z Chin, Sakurą, prowadzi badania nad starożytnymi mumiami niewiadomego pochodzenia. Ponieważ okazuje się, że znaleziska są elementem nieco większej układanki, ich życie znajduje się w niebezpieczeństwie za sprawą trzeciej grupy bohaterów - to oczywiście "ci źli", którzy próbują pokrzyżować plany pozostałym bohaterom.
Tak liczne grono bohaterów zdecydowanie nie ułatwia zrozumienia i tak nieco zawiłej historii. To, co mnie zaskoczyło, to tempo, jakie autorka narzuciła zarówno bohaterom, jak i Czytelnikom. Na każdej stronie coś się dzieje - i to nie byle co. Nie daj Boże zamyślić się na dwie sekundy lub rozproszyć uwagę nadchodzącym smsem, dzwonkiem do drzwi, budzikiem. Wtedy: przepadło. Trzeba wracać do fragmentu raz jeszcze, bo w tej książce każde kolejne zdanie ma znaczenie, każde zbliża nas do rozwiązania zagadki w tempie, którego pozazdrościłby niejeden film akcji.

Początkowo cieszył mnie ten pęd, jednak kiedy zaczęłam się nieco gubić kto jest kim, kto czego szuka, kto jest dobry, a kto zły, miałam ochotę krzyczeć: "Zwolnijcie trochę, dajcie mi odpocząć!". Lektura, która miała być przyjemnością, zamieniła się w denerwujący wyścig z czasem. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale dopiero w połowie książki zaczęłam tak naprawdę rozumieć jej sens i główny motyw, co zdecydowanie nie poprawiło naszych relacji...

Ostatnim, i chyba największym rozczarowaniem w moim spotkaniu z "Protektorem" był fakt, że książka nie okazała się thrillerem, jak zapewniano, lecz powieścią sensacyjną. Nie było tu miejsca ani na strach, ani oczekiwanie w niepewności -było za to tyle akcji, że nim zdążyłam się zastanowić i pogłówkować, bohaterowie już ruszali na spotkanie z nową przeszkodą.

Gdybym zechciała wysnuć wnioski płynące z lektury, zapewne powiedziałabym, że autorka próbowała pokazać, czego można dokonać za pomocą technologii - nie tylko w pozytywnym aspekcie, jednak jako że książka stanowiła dla mnie jeden wielki chaos, ten morał gdzieś "umknął". O tym, że nie skłonił mnie do żadnej refleksji, nawet nie wspomnę.


Autorka wymyśliła ciekawą historię. Pokazała, jak funkcjonuje dzisiejszy świat, tak uzależniony od technologii, a także wykorzystała budzące ciekawość wątki prehistorycznych istot. Niestety, w tym przypadku sam pomysł okazał się niewystarczający - autorka po prostu przedobrzyła. W powieści wszystkiego jak dla mnie było za dużo: bohaterów, wątków, miejsc (Londyn. Pekin, Genewa, a nawet nasz Białystok), przeskoków akcji, przez co całość okazała się zbyt trudna w odbiorze i najzwyczajniej w świecie męczyła zamiast relaksować. Jeśli jednak ktoś lubi sensację i akcję pędzącą jak burza, z pewnością odnajdzie się w lekturze "Protektora".

Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Novae Res
Izabela Jurkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Za thrillerami nie przepadam Ocena 5/10 tym bardziej nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń