Richard Flanagan „Pierwsza osoba”



Richard Flanagan
„Pierwsza osoba”

„Życie dopuszcza chaos, książki muszą
jednak udawać, że życie to ład”
Richard Flanagan
„Pierwsza osoba” 

          
            „Pierwsza osoba” Richarda Flanagana to kolejny utwór tego pisarza, który pojawia się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Sukces poprzednich powieści oraz uznanie, jakim cieszy się ten australijski powieściopisarz na świecie, są oczywistym magnesem, który musi przyciągnąć uwagę miłośnika dobrej literatury.
Choć „Pierwsza osoba” Richarda Flanagana nie jest powieścią autobiograficzną, to pisarz w swoim dziele sięga do osobistych doświadczeń. Jako młody, poszukujący natchnienia i z trudem składający swoją pierwszą powieści twórca, stanął przed trudnym wyborem. Musiał zdecydować, czy nadal trwać w beznadziei codzienności, osnutej wątłą wiarą w stworzenie wielkiej, wspaniałej i budzącej zachwyt powieści, czy zaprzedać się własnym ideałom i zostać rzemieślnikiem opisującym cudze życie. Wybór wiązał się z otrzymaną propozycją bycia „ghostwriterem” i spisania w ciągu sześciu tygodniu biografii jednego z największych finansowych australijskich oszustów, Johna Friedricha. Richard Flangan, chcąc osiągnąć w przyszłości sukces i zapewnić byt swojej powiększającej się o bliźniaków rodzinie, pomimo wewnętrznych rozterek i lęków, podjął się tego „nikczemnego” dla artysty zadania. Tak został „autorem widmem”, „pisarzem murzynem”, najemnikiem anonimowo opisującym cudze życie. Cały ten wątek, który ma oczywiście swój dalszy ciąg w biografii pisarza, został opisany w „Pierwszej osobie”.
         Pomimo dość mocnego związku fabuły utworu z doświadczeniami samego autora, „Pierwszej osobie” daleko do typowej autobiografii. Flangan zdecydował się umieścić swoje przeżycia na kartach powieści, wprowadził pierwszoosobową narrację, a treść uzupełnił subiektywną interpretacją zdarzeń i elementami fikcji literackiej. O ile życie rodzinne, niemoc twórcza, praca na stanowisku ghostwirtera, samobójstwo oszusta i porażka powstałej w oparciu o jego życie książki zgadzają się z życiorysem autora, to już inne wątki utworu stoją z nim w zupełnej sprzeczności. Kif jako pisarz poniósł przecież kompletną porażkę. Jego długo oczekiwana powieść nie przebiła się przez rynek wydawniczy, a twórcze aspiracje okazały się jedynie zwykłą mrzonką, nieosiągalnym pragnieniem sfrustrowanego życiem marzyciela. Wprawdzie nie wiemy, czy utwór, jaki napisał, był zbyt słaby, czy też nie wpisał się w gusta skomercjalizowanego i dotkniętego bylejakością rynku czytelniczego, ale jako artysta został odrzucony i przegrał. Kłóci się to z życiorysem samego Flangana. Jego „Ścieżka Północy” okazała się przecież bestsellerem, po który sięgnęły miliony odbiorców na całym świecie, a on został Laureatem Nagrody Bookera.
Powieść Flanagana na początku nuży czytelnika. Wielość dygresji i przemyśleń głównego bohatera przeszkadza w śledzeniu akcji, a zmęczony odbiorca z niecierpliwością oczekuje rozwoju fabuły. Zawieszony między słowami zastanawia się, gdzie są te zapowiadane emocje, hipnotyczna treść, zjadliwy dowcip… Pamiętać jednak trzeba, że każdy dobry pisarz zanim zbuduje akcję, musi wprowadzić czytelnika w jej istotę i pokazać kierunek, w jakim powinien pójść, podążając drogą fabuły. „Pierwsza osoba” nie jest kryminałem czy thrillerem. Nie należy do podrzędnej beletrystyki, która niknie w pamięci odbiorcy po zamknięciu okładki. Autor ma świadomości wagi poruszanych problemów, dlatego nie chce już na początku wprowadzać czytającego w stan euforycznej ciekawości i budować napięcia na poziomie maksymalnych emocji. Prowadzi fabułę powoli. Stopniuje napięcie. Z ogromną dokładnością rysuje swojego głównego bohatera. Wkrada się w jego myśli, powraca do jego przeszłości, pokazuje pragnienia i wewnętrzne konflikty. Ta pozorna powolność i enigmatyczność fabuły na początku może przeszkadzać, ale później, gdy akcja powieści się rozkręca, a odbiorca podąża śladami głównej postaci, śledząc jej losy i analizując jej postawę, docenia sens wstępnego znużenia. „Pierwsza osoba” nie jest bowiem powieścią banalną, która powinna szokować i zachwycać czytelnika prostą i miałką fabułą. „Pierwsza osoba” przede wszystkim  ma budzić refleksje i rodzić pytania, dotyczące kondycji współczesnego świata. Bo choć akcja powieści przenosi nas do początku lat dziewięćdziesiątych, to ma wymiar uniwersalny. 
Siłą powieści Flanagana jest na pewno kreacja głównego bohatera i narratora „Pierwszej osoby”. Kif Kehlmann, powieściowe alter ego Richarda Flanagana, to człowiek żyjący marzeniami bycia wielkim artystą. Dzięki opublikowanej pracy dyplomowej i wygraniu literackiego konkursu na opowiadanie uwierzył we własne zdolności i zdecydował się napisać debiutancką powieść, która olśniłaby wydawców i rzuciła na kolana czytelników. Pogodzenie codzienności z aktem twórczym nie przychodzi mu jednak łatwo. Oczekująca porodu żona, dorastająca córka, dorywcze prace, które mają zapewnić byt rodzinie, przeszkadzają Kifowi w byciu pisarzem. Wzbiera w nim złość i frustracja. Rodzą się pytania i wątpliwości. Treść powieści, która w wyobraźni pisarza przybiera coraz to doskonalszą postać, nie chce zmaterializować się w słowach spisanych na kartce. Bohater zaczyna wątpić w swoje zdolności. Narastają w nim wewnętrzne rozterki. Obudzona dusza artysty buntuje się przeciwko byciu mężem i ojcem. Jednak sumienie, poczucie odpowiedzialności i ostatnie tchnienie miłości do żony każą mu tkwić w szarej codzienności i godzić marzenia z rzeczywistością. Zaciemniony i mikroskopijnej wielkości pokój, w którym Kif z trudem próbuje zrealizować swoje twórcze marzenie, staje się symbolem jego potencjalnej porażki. Richard Flanagan, ukazując dylematy Kifa, oprócz tego że odwołuje się do własnych przeżyć, zastanawia się nad odwiecznego pytaniem: „Czy artyście wolno się żenić?”. Prawdziwa twórczość to przecież akt wolnej, nieskrępowanej wyobraźni, a każde jej zniewolenie to zbrodnia dokonana na duszy prawdziwego artysty. Takim niewolnikiem czuje się Kif.
Dylematy, z którymi musi uporać się Kif Kehlmann, są jedynie namiastką tego, co pojawia się w świadomości bohatera w chwili dźwięku telefonu i tajemniczego głosu w słuchawce, oferującego mu pracę „ghostwritera”. Początkujący pisarz otrzymuje propozycję spisania wspomnień najsłynniejszego oszusta Australii Sigfrieda Heidla, który wyłudził z banków kilkaset milionów dolarów. Kif jest zbulwersowany propozycją. Bycie „pisarzem murzynem”, marnym kronikarzem czyjegoś życia”, stoi w sprzeczności z romantyczną wizją natchnionego poety, który tworzy siłą swojej nieujarzmionej wyobraźni. Szał poetyckiego uniesienia przegrywa jednak z wizją materialnej stabilizacji. Kif przyjmuje propozycję. Wierzy, że chwilowe sprzedanie swojej duszy nie zburzy jego marzeń i nie zniszczy przyszłej kariery. Na jego drodze staje Heidl…
Pojawienie się tajemniczej postaci Heidla ożywia powieść, budzi w czytelniku niepokój i pragnienie wniknięcia w głąb jego mrocznych tajemnic. Ten z pozoru sympatyczny i uprzejmy oszust to uosobienie zła, które kryje się w każdym człowieku. Pomimo defraudacji setek milionów dolarów budzi podziw i wyrasta na mitycznego bohatera tłumów. Jest częstym gościem telewizji, udziela wywiadów, zostaje autorytetem w dziedzinie finansów i – o zgrozo -  wygłasza nawet prelekcję z zakresu etyki w biznesie. Dziennikarze zabiegają o jego względy, a Heidl... Heidl robi to, co potrafi najlepiej – kłamie, oszukuje, mami, manipuluje... Nawet biografia, jaką pisze Kif, jest kolejną mistyfikacją, która ma na celu wyciągnięcie od wydawnictwa kolejnych tantiemów za wydanie książki. Oszust nie chce zdradzać wątków ze swojego życia, lawiruje półprawdami, zmyśla i przekazuje jedynie wycinki ze swojego życia. Nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją. Okazuje się, że miedzy jedną i drugą, zwłaszcza w literaturze, istnieje bardzo cienka granica.
Pomimo tego, że głównym bohaterem powieści jest Kif, to ważniejszą postacią dla utworu staje się właśnie Heidl. Pisarz obdarzył go jakimś magicznym darem wpływania na innych. Heidl zawłaszcza sobie ludzi, uzależnia ich od swojej woli i nie pozwala odejść. Z jednej strony budzi fascynację, z drugiej wywołuje lęk. Kif, za radą przyjaciela, strzeże przed nim wszystkich swoich tajemnic, nie podejmuje tematów życia rodzinnego i za wszelką cenę próbuje ograniczać rozmowy o rzeczach prywatnych, skupiając się jedynie na biografii. Jednak i tak nie jest w stanie się mu przeciwstawić. Neguje jego postępowanie, brzydzi się nim, chce jak najszybciej uciec i wymazać z pamięci, ale Heidl jest jak pijawka. Wsysa się w duszę Kifa, dręczy ją i zaszczepia w niej cząstkę siebie. Kif powoli staje się Heidlem, bezwzględnym, pozbawionym uczuć i grającym na ludzkich emocjach medialnym oszustem.
Pod warstwą fabuły, której najważniejszym wątkiem jest gra, jaką Heidl prowadzi z Kifem, autor zadaje ważne pytania, dotyczące kondycji jednostki i całego społeczeństwa. Zastanawia się nad istotą sztuki. Okazuje się, że prawdziwa literatura oparta na twórczej wyobraźni nie ma szans w konfrontacji z bylejakością współczesnego świata. Biografia, jaką pisze Kif, ma być pozbawiona twórczego polotu, musi opierać się na pikantnych rewelacjach i dotrzeć do jak największej ilości odbiorców. Każda sensacja, choć gwałtownie rozpala ciekawość tłumu, równie szybko traci jego zainteresowanie, zacierając się pod wpływem jakichś nowych, nieistotnych i mało ważnych wydarzeń. Wystarczy chwila, by ludzie zapomnieli, kim był Heidl. Istotną kwestią, jaką odnajdujemy w powieści, jest też zagadnienie zła i mechanizmów, jakie rządzą światem. Heidl nie czuje się oszustem. Wprawdzie wyłudzał pieniądze z banków, doprowadzając nawet do ich upadku, ale naiwni bankierzy, którzy sami okradają klientów, dają mu miliony z własnej woli. Bo świat opiera się na mistyfikacji, grze pozorów, kłamstwie i oszustwie. By osiągnąć sukces, trzeba wyzbyć się ideałów i pozbyć skrupułów. Tę brutalną prawdę zrozumiał Kif, który początkowo wierny wyznawanym wartościom, porzucił dotychczasowe życie i w końcu osiągnął sukces, bawiąc się uczuciami innych.
„Pierwsza osoba” Richarda Flanagana broni się nie nazwiskiem autora, który jest Laureatem Nagrody Bookera, ale kunsztownie zbudowaną fabułą, ciekawie skonstruowanymi bohaterami i uniwersalną problematyką. Autor zachwyca też pięknem języka. Ilość dygresji, retrospektywny charakter niektórych rozdziałów i ta przenikliwość słów, które z ogromną precyzją oddają skomplikowany charakter bohaterów, budzą uznanie i zachwyt. Odbiorca, może oprócz początku powieści, nie ma prawa się nudzić lekturą. „Pierwsza osoba” to prawdziwa uczta dla czytelnika, bo nie ma nic piękniejszego w literaturze, gdy ta odciska na nim niezapomniane piętno i daje możliwość refleksji. Na pewno do takich książek urasta powieść Richarda Flanagana.
Tomasz Duda

         OCENA 9/10

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
 Wydawnictwu Literackiemu
 
          

 Tomasz Duda

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Recenzja zachęca, choć raczej nie sięgnęłabym po książkę w księgarni. A teraz się zastanawiam...

    OdpowiedzUsuń