"Siostra Księżyca" - Lucinda Riley

Lucinda Riley jest jedną z najbardziej cenionych przeze mnie pisarek, nie wszyscy lubią jej pióro, powieści, które pisze, nie są lekkie i niewymagające, to coś znacznie więcej. Żeby wszystko
zrozumieć, polubić i dać się porwać, potrzebne jest pełne skupienie. Wszystkie książki Riley, jakie do tej pory przeczytałam, robiły na mnie piorunujące wrażenie, więc mam wobec pisarki naprawdę ogromne wymagania. Czytam bardzo dużo literatury lekkiej, która ma być dla mnie jedynie relaksem, urozmaiceniem dnia, przyjemnością i po takich książkach nie spodziewam się wiele, grunt, żeby rzeczywiście były warte poświęconego im czasu, ale kiedy do rąk biorę nowe dziecko prawdziwej mistrzyni, to, to MUSI być po prostu genialne...

Oczekiwania oczekiwaniami, a rzeczywistość rzeczywistością.
"Siostra Księżyca" to piąta powieść z sagi Siedem Sióstr. Czytałam wszystkie pojedyncze książki Riley, ale mimo że miałam w planach, nigdy nie sięgnęłam po serię. Złożyło się na to wiele czynników, przede wszystkim niezbyt lubię opowieści wielotomowe, nie przemawiają do mnie historie, które ciągną się w nieskończoność, wolę niezależne powieści. Z tą sagą jest jednak trochę inaczej, bo każda książka opowiada inną historię, sióstr nie łączą więzy krwi, wszystkie zostały adoptowane przez cudownego człowieka, którego nazywały Pa Salt. Mężczyzna był dla przybranych córek najwspanialszym ojcem, jakiego mogłyby sobie wymarzyć. Nagła śmierć taty mobilizuje kobiety, do odkrycia skąd pochodzą. Każda z nich dostaje od ojca list zawierający wskazówkę i to nią się kieruje. Początkowo nie chciałam czytać tej powieści w obawie, że zacznę zupełnie nie z tej strony, co trzeba, ale poszperałam w internecie i okazało się, że śmiało można czytać wszystkie części osobno w dowolnej kolejności.

Siostrą Księżyca jest Tiggy, wyjątkowa kobieta o dziwnym imieniu, którą cechuje miłość do natury, rozsądek i wyjątkowy dar, który będzie musiała w sobie odkryć. Tiggy wyjeżdża do zimnej Szkocji, by za śmieszne pieniądze opiekować się dzikimi zwierzętami, które tak bardzo kocha. Posiadłość, na której terenie mieszka, jest niezwykła, ale dziedzic i zarazem jej pracodawca nie do końca ma na nią pomysł, potrzebne są pieniądze, by rodzinny skarb mógł pozostać w odpowiednich rękach. Nasza bohaterka poznaje w miejscu swojej pracy wielu ciekawych ludzi, Cal, z którym dzieli niewielki i chłodny domek, staje się jej oddanym przyjacielem, a córka właścicieli w mig łapie z Tiggy wspólny język, z czego bardzo niezadowolona jest jej matka. Najbardziej interesującym mieszkańcem wsi jest jednak stary cygan Chilly, który z każdym dniem jest coraz słabszy, a mimo to nie pozwala sobie pomóc. Za nic nie chce opuścić swojej groty. Już pierwsze spotkanie kobiety z Chillim jest niezwykłe, mężczyzna zachowuje się tak, jakby na nią czekał, a historia, którą ma jej do opowiedzenia wywraca całe dotychczasowe życie Tiggy do góry nogami.

Z roku 2008 cofamy się aż do roku 1912, a dokładnie do Sacromonte w Hiszpanii, gdzie to poznajemy Marię, bardzo spracowaną kobietę, która musi wykarmić męża i czwórkę dzieci, a także martwić się o pieniądze i bezpieczeństwo. Kiedyś Maria żyła w dobrobycie u boku rodziców, jednak małżeństwo z Jose okazało się dla niej wielkim błędem i skazało ją na życie w ubóstwie. Kobieta była bardzo cenioną tancerką flamenco, doskonale tańczyła i pamiętają to wszyscy mieszkańcy Sacromonte. Najmłodsze dziecko Marii - Lucia odziedziczyła talent po matce, a w wieku zaledwie kilku lat tańczyła już dużo lepiej od niej, często w ten sposób zarabiała pieniądze, z czego Maria wcale nie była dumna. Cała rodzina żyje w ciężkich warunkach, w brudzie i smrodzie, ale jednak też w spokoju. Do czasu. Któregoś dnia Jose przystaje na propozycje pracy z dala od domu, jego gra na gitarze i taniec córki mają zagwarantować rodzinie lepszy byt. Maria nie jest zachwycona tym pomysłem i nie zamierza się na to godzić, ale okazuje się, że decyzja zapadła i jej najmłodsze dziecko wkrótce wyjedzie...

Te dwie historie połączą się jednak dopiero dużo, dużo później, ale wszystko, co wydarzyło się od 1912 do 2008 roku, jest bardzo ciekawe i tragiczne. Będę z Wami szczera, z początku było mi naprawdę ciężko wczuć się w powieść, nie miałam się czego zaczepić, nic nie przykuło specjalnie mojej uwagi i ten stan trwał aż sto stron! Czytałam dalej tylko dlatego, że byłam pewna, że w końcu historia się rozkręci. Miałam świadomość tego, że tutaj akcja nie będzie pędzić, ale momentami naprawdę z trudem utrzymywałam otwarte powieki... Z wielkim zainteresowaniem śledziłam powroty do przeszłości, ale teraźniejszość Tiggy najczęściej mnie nudziła.
Książka jest bardzo gruba, liczy około 600 stron i jest pisana bardzo drobnym drukiem. Do tej grubości sprawdza się świetnie twarda oprawa, ale jednocześnie sprawia też, że powieść nie należy do lekkich.

Lucinda Riley nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o staranność, z jaką stworzyła tę historię. Jak zawsze nie ma tu niedopowiedzeń, nieścisłości, wszystko jest w pełni  dopracowane. Mam jednak wrażenie, a nawet pewna jestem, że pisarkę stać na więcej, to nie jest nawet połowa jej możliwości. Wydaje mi się, że powieści, które czytałam wcześniej, były bardziej ambitne, bardziej zawiłe i tajemnicze. Podczas tej lektury nie czułam charakterystycznych wypieków na twarzy, zostałam przyzwyczajona do tego, że z każdym rozdziałem dowiaduje się czegoś nowego, czegoś istotnego, tutaj wszystko, co najistotniejsze zostało w zasadzie odkryte dopiero na końcu. Warto przeczytać tę powieść, spodobała mi się, ale wiem, że ktoś, kto chciałby dopiero zacząć przygodę z pisarką, zniechęci się po tej książce i jest mi z tego powodu przykro...

Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, czuję niedosyt i nie przeczytam tej książki z pewnością drugi raz, ale i tak twierdzę, że to interesująca powieść. Polecę ją fanom twórczości Riley albo Morton, ale komuś, kto chce dopiero zacząć przygodę z tego typu literaturą, stanowczo odradzam.
To nie jest lekka opowiastka, którą łykniecie w kilka godzin, będziecie musieli poświęcić jej być może nawet kilka dni, sto procent uwagi i trochę cierpliwości...

Ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros


Julia Komorska

About Julia Komorska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz