"Uczeń nekromanty" – E. Raj

Uwielbiam książki, które oprócz tego że są znakomicie napisane i dosłownie wszystko w nich jest przemyślane, uporządkowane ze starannością przekraczającą wszelkie oczekiwania, liczą sobie kilkaset stron; które swoją objętością czasami przewyższają kilkutomowe serie. Ja widzę w tym dwie zalety. Po pierwsze, chyba najbardziej oczywista rzecz, więcej stron do czytania, co z jednej strony bardzo cieszy pozytywnie dziwny mózg większości książkoholików, ale zarazem męczy nasze jakże potrzebne oczy. Podobno, aby chociaż trochę odciążyć swoje narządy wzroku, należy sobie robić minimum dziesięciominutowe przerwy co kilkadziesiąt minut. Moja okulistka mi to doradziła, więc chyba w końcu czytanie przestało być czynnością, która w żaden sposób nie szkodzi zdrowiu. Co jest niebywale niepokojące, aczkolwiek czy ktoś byłby w stanie zrezygnować z czytania "tomiszczów" czy też z samego czytania? Zapewne dlatego nie mogłam się oprzeć przed chociażby zerknięciem na pierwszą stronę „Ucznia nekromanty” E. Raja. 

Dotychczas w swojej książkowej karierze nie spotkałam się z tematem nekromancji. Owszem, w pojedynczych książkach autor wspominał o tym terminie, ale nigdy nie był on rozwijany na tyle, żeby stanowił główny wątek. Być może dlatego już od pierwszych chwil „Uczeń nekromanty” zdobył moje zainteresowanie. I na tym początkowym zainteresowaniu tak już pozostało. 

Powieść należy do grubasów i stwierdzając to, ma na myśli, że jest naprawdę obszerna. Prawie tysiąc stron z jednej strony jest fantastyczną ilością – tak ja już wcześniej wspomniałam, ale z drugiej łatwo jest, może nawet bardzo łatwo wpaść w pułapkę nudy i monotonii. Tak też stało się dziełem E. Raja, które od początku ciągnęło się jak flaki z olejem. Mam świadomość, że wstępy z reguły są trudne, że trzeba w jakiś sposób wprowadzić czytelników do fabuły, ale po kilkudziesięciu stronach moje oczekiwania co do niej znacznie wzrosły i wręcz wyczekiwałam momentu, w którym w końcu nastąpi przełamanie akcji. Moje prośby nie zostały wysłuchane i jeszcze przez dobre drugie kilkadziesiąt stron nic specjalnego się nie działo. Oczywiście, jakieś wydarzenia miały miejsce, ale nie były one na tyle ciekawe, no może oprócz tego, że bohaterami byli nekromanta i jego uczeń o tajemniczych zdolnościach. Myślę, że jest to jedna z głównych wad tej książki. 

Już od pierwszych stron da się zauważyć, że autor dysponuje bogatym, wręcz przepięknym słownictwem, który zastosował w swojej książce. Dosłownie każde zdanie jest zdaniem złożonym, bardzo rozwiniętym, opisującym scenerię czy cechy charakteru danego bohatera. Myślę, że nawet nie jestem w stanie wyrazić tego słowami, jak cudownie czułam się, czytając poszczególne fragmenty.

Jeśli chodzi o bohaterów, to często przyłapywałam się na myśli, że tak naprawdę oni nie istnieją, są tylko wykreowani na papierze, wręcz całkowicie papierowi. A właśnie po tym, w pierwszej chwili poznaję czy książka będzie dobra, czy jednak kompletnie się do niej pomyliłam – po wyobrażeniu, które kreuje się w mojej głowie na temat postaci. W „Uczniu nekromanty” miałam wrażenie, że dialogi były w większości sztuczne, w ogóle niepokrywające się z tymi, które tak naprawdę ludzie wypowiadają w rzeczywistości. Czasami było to tak bardzo irytujące, że musiałam robić sobie kilkuminutowe przerwy na ochłonięcie. Dzięki Bogu, że nie pojawiały się one zbyt często. 

Mówiąc krótko, myślę, że jest wiele innych lepszych powieści, które bardziej umilą wam czas.

Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res!

Klaudia Korytkowska

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz