Uwaga! Tasiemiec!

     KONIEC TOMU PIERWSZEGO – te słowa brzmią zawsze jak groźba, albo obietnica. Wszystko zależy od tego, co właśnie skończyło się czytać. Niezależnie od tytułu zawsze przechodzi mnie wtedy dreszcz. Miałam do czynienia z wieloma różnymi seriami, czy to trylogiami, czy wieloksięgami i – zależnie od tytułu – nie mogłam się doczekać kolejnych tomów. Tasiemce bywają jednak niebezpieczne. Są złodziejami czasu, uzależniają nas od siebie. Chciałabym w niniejszym artykule przedstawić kilka najbardziej znanych książkowych tasiemców.

Źródło

1. „Kroniki Diuny” – Frank Herbert (i inni)
     Dwadzieścia jeden tomów wydanych w przepięknej oprawie przez Wydawnictwo Rebis. Żeby opisać fabułę, chociaż w skrócie, musiałabym napisać osobną książkę-streszczenie. W absolutnie heretycznym skrócie (bo to herezja tak płytko o tym mówić): najważniejszą planetą we wszechświecie jest Arrakis, czyli Diuna, z powodu złóż melanżu, substancji, dzięki której możliwe jest jasnowidzenie potrzebne do unikania niebezpieczeństw podróży kosmicznych. Planeta zostaje oddana w lenno rodowi Atrydów. Co się działo dalej? To musicie odkryć sami…
     Diuna jest… idealna pod względem przyczynowo skutkowym. Stworzone przez Herberta uniwersum jest spójne co do jednego arrakisowego ziarenka piasku. Autor w mistrzowski sposób zadbał nie tylko o stworzony przez siebie świat, ale także o politykę, która jest jednym z najważniejszych elementów sagi. Pozycja godna polecenia dla cierpliwych i wytrwałych.



Żródło

2. „Świat Dysku” – Terry Prattchett
     Dysk to Świat spoczywający na grzbietach czterech słoni, stojących na skorupie A’Tuina, gigantycznego żółwia płynącego przez wszechświat. Na przestrzeni czterdziestu jeden tomów (tylko tych z serii!) poznajemy: pierdołowatego czarodzieja Rincewinda i cały Niewidoczny Uniwersystet, stoickiego Śmierć, życie i przypadki Straży Miejskiej, Czarownice z Lancre czy Moista von Lipwiga. Stworzony przez sir Terrego świat jest odbiciem w krzywym zwierciadle naszego realnego. Początkowo było to prześmiewcze przedstawianie rzeczywistości, ale im późniejsze tomy, tym bardziej ten śmiech stawał się gorzki.
  „Świat Dysku” jest zbiorem opowieści dla miłośników lżejszej fantastyki. Jest spójny, przejrzysty, pełen magii, gdzie Śmierć uwielbia kotki, a kotki uwielbiają Śmierć. Cóż więcej potrzeba?



Źródło
3. Fabyrczna Zona – Gołkowski, Noczkin, Haladyn i inni
     Skażone tereny wokół czarnobylskiej elektrowni nawiedziła druga Emisja. Nikt nie wie, czym tak naprawdę była, ale śmiertelne dawki promieniowania powołały do życia mutanty i stworzyły niezliczone anomalie.      Tak naprawdę całe uniwersum opiera się na wydanej w 1972 roku książce Arkadija i Borisa Strugackich pt. „Piknik na skraju drogi”. To z tej powieści wzięło się określenie stalker, Strefa, czy nazwy poszczególnych zjawisk i potworów. 
  Autorzy piszący dla Fabryki Słów storzyli własne uniwersum. Wspierają się w jego kreacji, ich bohaterowie czasem spotykają się na tym zapomnianym przez Boga terenie. Korzystają wzajemnie ze swoich pomysłów. Co ważne, dopuszczają do siebie nowych pisarzy, którzy także chcą brać udział w kreowaniu Zony. 


4. Uniwersum Metro – Dimitrij Głuchwoski i inni

Źródło
     Trylogia „Metro 2033-2035” napisana przez Dimitrija Głuchwskiego rozpoczęła całe uniwersum Metro. W świecie zniszczonym przez wojnę nuklearną nie ma życia. A nie, przepraszam, w korytarzach metra wielkich miast żyją ludzie, a na powierzchni dominują mutanty. Pod ziemią warunki są tragiczne – nie ma światła, jedzenie jest podłe, ciągłe problemy z wodą i w ogóle ze wszystkim. A jednak ludzkość przetrwała. O przygodach Artema można poczytać w oryginalnej trylogii, lecz autor dał szansę młodym autorom i udostępnił swoje uniwersum. Obecnie jest to około dwudziestu tomów dostępnych w Polsce, w rzeczywistości jest ich około stu osiemnastu. 
     Przykład Metra jest jednym z ciekawszych, jeśli chodzi o tempo przyrostu książek. Warto zagłębić się w tę serię, niemniej jednak jest to pozycja dla cierpliwych. Nie wszystkie pozycje są przeze mnie polecane, są słabsze niż pozostałe, ale na pewno każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego. 



Żródło
5. „Saga o Ludziach Lodu” – Margit Sandemo
  Nigdy nie przeczytałam ani jednej z czterdziestu siedmiu książek, ale jest to dość kultowa seria, więc należy o niej wspomnieć. Saga dotyczy rodu Ludzi Lodu, którzy wskutek zawarcia paktu z diabłem, przez odległego przodka, borykają się z przekleństwem aż do XX wieku. Trudno określić gatunek literacki. Jest to przede wszystkim powieść fantastyczna, ale z wieloma wątkami romansu czy horroru. 
    Często zastanawiałam się, czy nie zabrać się za tę sagę, ale brakowało mi odwagi. Wszak to uwiązanie się na kolejne tygodnie, a przecież moja kolejka książek wcale nie maleje! Poza tym pojawia się problem, gdzie te wszystkie tomy trzymać. Chyba skuszę się na wersję elektroniczną i może będzie to moja lektura podróżnicza. 

6. „Legenda Drizzta” – R.A. Salvatore
Źródło
     I znów coś dla fanów fantastyki. Seria zawiera około trzydziestu książek, każda opisująca przygody
pochodzącego z Podmroku drowa Drizzt’a Do’Urdena. Cała saga opiera się na realiach świata Forgotten Realms opartego na zasadach Dungeons & Dragons i rozgrywa się na kontynencie nazywanym Faerûnem. Trzy zdania, a tak wiele dziwnych słów. Pędzę z wyjaśnieniami.  
     D&D jest grą RPG (role-playing game – czyli grą, gdzie gracze odgrywają swoje role w realnym świecie. Pamiętacie chłopaków grających w „Stranger Things”? No to właśnie coś takiego). Forgotten Realms to świat stworzony na potrzeby gry D&D. Jego najbardziej znanym kontynentem jest Faerûn. 
Salvatore zatem oparł swoje pomysły na mechanice i uniwersum gry, jednak postać głównego bohatera jest jego własnym tworem i stała się elementem kultowym w późniejszych rozgrywkach. Trochę to skomplikowane. Kim jest ów drow, który tak bardzo wpisał się w świat D&D? Poczytajcie sami, bo grzechem byłoby zabierać Wam rozrywkę.

Źródło
7. „Bractwo Czarnego Sztyletu” – J.R. Ward
     Boom na wampiry nadal trwa, a autorka idealnie wpisała się w ten trend. Jednak jej krwiopijcy zupełnie nie wpisują się w utarty przez popkulturę schemat. Bohaterowie sagi to wojownicy, którzy stoją na straży swojej rasy i chronią ją przed eksterminacją. W Polsce przetłumaczono jedenaście tomów, chociaż autorka napisała ich dziewiętnaście. Jest to ten przykład sagi, którą pochłonęłam stanowczo za szybko i wracałam do niej kilkukrotnie. Wszystkie polskie wydania przeczytałam w dziewięć dni, a potem mój wzrok musiał długo odpoczywać. Ale warto było!
     Bractwo jest dość brutalną książką, a już na pewno przepełnioną erotyzmem. Nie jest zatem dla młodszych czytelników. Mogę zagwarantować jednak, że jeśli sięgniecie po tę sagę, to już się od niej nie oderwiecie. 

     Zastanawiałam się, które sagi mogłabym dorzucić do tej listy i wyszła mi tak niewyobrażalna ilość, że aż złapałam się za głowę. Ile jest książek, których nie przeczytałam, ile takich, które przeczytałam i zapomniałam. Szkoda, że trzeba pracować, ale pieniądze na książki same się nie zarobią! Jeśli jesteście ciekawi jakichś serii, dajcie znać w komentarzu. Może nawet przygotuję jakiś ciekawy cykl artykułów poświęconych sagom? Przyjemnej lektury!
Anna Bąk

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: