"Winne Wzgórze: Nadzieja" - Dorota Schrammek

Dorotę Schrammek jako autorkę cenie sobie za wyjątkowy styl i klimat, jaki nadaje swoim powieściom. Większość jej książek, które przewinęły się przez moje ręce to naprawdę niebanalne historie. Do tego autorka zawsze wyróżniała się zwięzłością tematu, unikając tzw. wodolejstwa. Niewielkich rozmiarów utwory stanowiły więc dla mnie sympatyczną odskocznię od codzienności. Potrafiła z powodzeniem wciągnąć czytelnika w wir własnych historii. Jej bohaterowie: zawsze barwni, pełni skrajności i tajemnic byli tym, czego szukałam, sięgając po tego typu lektury. Nie sposób było nudzić się, czytając to, co wyszło spod pióra przesympatycznej pani Doroty.

Tym razem przyszło mi spotkać się z bohaterami Winnego Wzgórza. Sięgając pamięcią do pierwszej części tej literackiej trylogii, której recenzję znajdziecie tutaj, a której zakończenie przyprawiło mnie o szybsze bicie serca i wywołało szaleńczą ciekawość, liczyłam na kolejną, wyjątkowo (jak to ma w zwyczaju autorka) emocjonującą książkę.
Niestety tak się nie stało, nad czym bardzo ubolewam. Zamiast wcisnąć się w kąt pokoju z kubkiem gorącego naparu i książką w ręku, zmuszałam się wręcz do czytania kolejnych rozdziałów. Nie wierzyłam własnym oczom, zwłaszcza że uwielbiam książki Dorot Schrammek – moje rozczarowanie było zatem tym bardziej dotkliwe.

A może to wcale nie jest wina autorki tylko mojej niespokojnej aury, która budzi się na wiosnę z pragnieniem mocnych wrażeń. Niezależnie jednak od wszystkiego powieść polecam tym którzy szukają sielankowej historii z bohaterami z małomiasteczkowej społeczności. Historii, w której bohaterowie żyją z dnia na dzień, borykają się z codziennymi problemami, przeżywają wzloty i upadki, ale wciąż trwają pełni wiary i nadziei na lepsze jutro.

Fabułę tworzą tak naprawdę trzy przeplatające się ze sobą wątki.
Pierwszy to historia Lilianny, młodej dziewczyny, która na skutek choroby babci przyszło zmienić całe swoje życie. Rzuca świat wielkiego miasta i wyjeżdża na wieś. Chwile potem ją rzuca korporacja. Bez pracy i (tylko pozornie) perspektyw klimatyzuje się w Winnym Wzgórzu. Ciekawym wątkiem wydaje się więc los młodej kobiety. Czy i jak odnajdzie się w nowym miejscu? Gdzie spełni własne ambicje i gdzie odnajdzie szczęście? Na to nie trzeba będzie długo czekać — obie z babcią wpadają bowiem na perfekcyjny plan wygospodarowania kilku pokoi dla turystów. Na horyzoncie pojawia się też młody i przystojny Wiktor. Sielanka jak się patrzy, gdyby tylko na drodze ich szczęściu nie stała przeszłość pana doktora.

Najbardziej udana wydaje mi się jednak druga warstwa fabularna, którą tworzy historia dojrzałej już kobiety, żony i matki dwójki niesfornych chłopców. Dorota, która trafiła na Winne Wzgórza z rodziną, marzy o spokojnym życiu u boku męża. Niestety los płata jej figle, jeden za drugim, na skutek czego zmuszona zostaje zająć stanowisko szefowej w restauracji, która była marzeniem jej męża. Dorota racjonalnie stąpa po ziemi, próbując ratować nie tylko małżeństwo, ale i rodzinny interes. Tymczasem Arek – jej maż wydaje się skrajnie nieodpowiedzialny. Od tragedii dzieli ich naprawdę niewielki krok. Zostaje nadzieja. - pytanie tylko, ile będzie ich kosztować?

Jest jeszcze Pan Tadeusz, człowiek, który uczy się nowej roli ojca i dziadka jednocześnie. Przez długie lata żył w nieświadomości posiadania rodziny. Dziś jego radość miesza się ze smutkiem i żalem utraconych lat. Jak człowiek może się zmienić i jak inne może być postrzeganie świata, gdy w ten świat wejdą nowi ludzie, tak bardzo bliscy, a jednocześnie nieznani. O tym przekonacie się, poznając historię starszego Pana.

I jak tu racjonalnie podejść do książki, która wprawia w taką konsternację? Utwór wyjątkowo nierówny. W historii Doroty miałam ochotę trwać, ale w pozostałych już nie koniecznie. Miałam nawet czasem ochotę przeskoczyć tych kilka rozdziałów, by skupić się tylko na tej jednej historii. Nie pozwoliła mi na to jednak moja obowiązkowość i jak by nie patrzeć sentyment. Tak więc jedna historia intryguje, bawi, a inna nudzi i rozleniwia. To trochę tak jakby tekst napisała nie jedna, a przynajmniej dwie osoby.


Nie był to jednak zmarnowany czas i niechciana książka, zwłaszcza że pozostawiła po sobie miły posmak wiary i nadziei na lepsze jutro.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina 
Ocena 6-7/10 
 Edyta Sztylc


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Z reguły nie sięgam po tego typu książki, choć od czasu do czasu obyczajowy romans z małym miasteczkiem w tle, potrafi przynieść ukojenie, a człowiek się dzięki niemu oddaje marzeniom :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Intrygujaca fabuła choć raczej nie sięgam po tego typu publikacje może warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie mam żadnego tomu. Pewnie kupię w całości, bo lubię tę autorkę.

    OdpowiedzUsuń