"Boska proporcja" - Piotr Borlik

„…nietypowe zachowania seksualne i skłonność do nadużywania alkoholu, niepanowanie nad instynktami, ataki paniki, brak jasno sprecyzowanych celów w życiu – śmiercionośny koktajl pełniący obecnie funkcję komisarza gdańskiej policji”

Borlik bezceremonialnie wkracza na polską literacką scenę kryminalną z piekielnie dobrym debiutem. Bezceremonialnie i bezczelnie i bardzo dobrze. Myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy w dziedzinie kryminałów, a zaskoczyła mnie „Boska proporcja". Kto tu jest psychicznie niezrównoważony, kto prowadzi wyrafinowaną grę i kto tu jest kim, po prostu? Jeśli książka pozostawia starego wyjadacza z otwartą gębą i dziesiątkiem pytań, to jest to dobra książka.

Autor tak bardzo umiejętnie prowadzi akcję, podrzucając coraz to nowe myśli czytelnikowi, który w pewnym momencie nie wie, czy przypadkiem nie goni w piętkę. Inteligentnie skonstruowana powieść, czytelnik lawiruje między podejrzanymi, już mu się wydaje, że wie, kto jest sprawcą, ale na kolejnej stronie podejrzewa już kogoś innego. Do tego wciąż mnożą się pytania, nie tylko, kto, ale też równie ważne, jak i dlaczego.

Dwie nastolatki na wagarach w palmiarni oliwskiego parku dostrzegają zwłoki młodej kobiety upozowane na dzieło sztuki. Już na pierwszy rzut oka widać, że sprawca cierpliwie i długo przygotowywał tę instalację. Znudzona komisarz Agata Stec dostaje w końcu sprawę, która budzi ją do działania. Pojawiają się kolejne ciała, a Agata łączy je z przypadkowo poznanym pacjentem swojego brata. Ale czy słusznie? Śledztwo się komplikuje, prokuratura utrudnia, współpracownicy nie ułatwiają, a jakby tego było mało, w jej życiu pojawia się były mąż oraz przystojny biznesmen.Zbyt wiele wątków łączących ją ze sprawą oraz kilka zachowań zdecydowanie wykraczających poza policyjne procedury sprawia, że Agata zostaje odsunięta od śledztwa. Odcięcie się i usunięcie w cień nie jest jednak w stylu komisarz Stec. Rozpoczyna, więc swoje prywatne dochodzenie próbując rozwikłać zagadkę sobie tylko możliwymi sposobami.

„Stec z ciepłych napojów pijała tylko kawę – najczęściej i tak już zimną”

Agata Stec to taki typowy książkowy komisarz policji, tyle że „w spódnicy” i przez to chyba nietypowy. Całokształt tej postaci porównałam do jednego z moich ulubionych, czyli Harry’ego Hole. Kawa i alkohol to jej chleb powszedni, kac i poranki w obcych łóżkach również. W pracy wciąż musi walczyć z seksizmem, wciąż udowadniać, że stanowisko komisarza w środowisku zdominowanym przez mężczyzn to nie przypadkowe osiągnięcie. Klnie jak szewc, najpierw strzela później pyta, no pokochacie ją. Jest całkowitym przeciwieństwem swojego starszego brata. Powściągliwy, elegancki, elokwentny pan psycholog, wydaje książki i występuje w telewizji, aż trudno uwierzyć, że on i porywcza pani komisarz, mają tych samych rodziców.

Od samego początku ciekawe i wciągające zagadkowe śmierci. Dwa wątki równolegle prowadzone, które łączy troje interesujących bohaterów pozostających w trójkącie określonych relacji, ale całkowicie niejasnych motywacji.Na wzmiankę, choć jednym zdaniem zasługuje inspektor Lubomirski, swój chłop, który swoim racjonalnym myśleniem i postępowaniem przywraca wiarę w przełożonych.
Napięcie trzyma stały, wysoki poziom przez wszystkie czterysta stron. Sprawca i autor zadbali o to, byśmy się nie nudzili i doliczyłam się 6 trupów, a potem jeszcze dwóch.

Książkę czyta się właściwie jednym tchem, wciągająca fabuła, meandry ludzkiego umysłu i bohaterowie, z których każdy jest tak samo interesujący, co daje nam mieszankę, której trudno sobie odmówić i odłożyć na później. Mężczyźni w tej historii doceniają wykwintne jedzenie i dobre markowe wino, przez co czytelnik traktuje czytanie niczym degustację literacką, która jest tak smakowita, że chciałoby się by trwała i trwała, mimo ogromnego i wciąż wzmagającego się apetytu na deser.

Nie sposób odgadnąć zamysłu autora. Nawet próbując ogarnąć wszystkie wątki w szerszej perspektywie, by widzieć cały obraz sytuacji, tak skonstruowana historia nie pozwala przed czasem połączyć wszystkiego w całość i domyślić się, kto, ani dlaczego.

Co jest faktem, a co naszym domysłem umiejętnie podsycanym przez narratora? Co jest wymysłem całkowicie wypaczonego umysłu Roberta, co prawdziwym wspomnieniem? Kto w tej historii jest uczciwy, a kto jest doskonałym aktorem, manipulantem, samozwańczym artystą?

Sposób myślenia i opis działania głównych bohaterów, zwłaszcza Roberta Mazura jest tak realny, że czytając, moje oczy otwierały się szeroko ze zdumienia. Przecierałam je, nie wierzyłam własnym oczom, czytałam kolejny raz. Autor wyraźnie sugeruje rozwiązanie, ale wiem, że opisuje tylko jedną perspektywę i może się okazać, że to wszystko błędnie oceniłam. Po lekturze jestem prawie pewna, że autor namieszał mi w głowie, gmerał w niej i zakotwiczył jedno słowo klucz – Borlik.


Ocena : 8 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Magdalena SzL

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: