"Czerń i purpura" - Wojciech Dutka

Wydaje się, że książka Wojciecha Dutki „Czerń i purpura” nie wymaga już żadnych rekomendacji. Jej dotychczasowe oceny i opinie innych czytelników, na które pozwoliłam sobie zerknąć, dotyczące pierwszego jej wydania z 2013 roku mówią już same za siebie. Niezależnie zatem od mojej oceny i wrażeń, jakie wywołała ona we mnie, jest to pozycja, po którą z pewnością warto sięgnąć, o ile oczywiście nie przeraża was temat wojny i obozowej rzeczywistości.

„Czerń i purpura” jak zapowiada opis na czołowej stronie okładki to „Prawdziwa historia miłości młodego esesmana do żydowskiej więźniarki w piekle Auschwitz”. Sądziłam, zatem że „miłość” będzie wiodła prym w tej powieści i stanie się jej głównym wątkiem. Książka nie do końca jednak okazała się tym, czego oczekiwałam, choć nie oznacza to, że mi się nie podobała, czy też będę jej z tego powodu robić wyrzuty.
Prawdopodobnie zapowiadany romans miał być tylko wabikiem na takich czytelników jak ja i sprawić by książka w ogóle trafiła w moje ręce. Okazuje się bowiem że sięgnęłam po książkę o zakazanej miłości z szeroko zakrojonym planem wydarzeń.
Może to trochę tak jak w prawdziwym życiu. Jeden epizod, jeden fakt, czy choćby kilka lat nie zobrazują całego życia człowieka. Więc i autor nie ograniczył się tylko i wyłącznie do skomponowania wzajemnych relacji  dwojga ludzi na tle brutalnej obozowej egzystencji.
Odwzorował życie bohaterów w wiele szerszym kontekście, dając tym samym szanse czytelnikowi na poznanie i zrozumienie wielu zachowań postaci oraz ich motywacji.

Początkowo czułam się niestety nieco zawiedziona tym faktem, zwłaszcza że pierwsze zapowiedziane wątki okazały się mieć miejsce dopiero w połowie powieści, kiedy to Milena i Franz trafiają do obozu, z tą tylko różnicą że:
Frantz jest żołnierzem SS, a mając jako alternatywę uczestnictwo w oblężeniu Leningradu, i służbę w obozie koncentracyjnym Auschwitz, wybiera to drugie. Nie to jednak było jego celem.
„Nie chciał się upokarzać przed chrześcijańskim Bogiem w ciągłej spowiedzi. Chciał zyskać poczucie bezgrzeszności. I znalazł je w ruchu nazistowskim, nie zdając sobie sprawy, że rozpoczął drogę ku samotności, rozpaczy i pustce”.
Uwierzył propagandzie, znienawidził Żydów, uznając ich za zepsutych i złych. W obliczu okrucieństw wojny rozpadła się nawet jego rodzina.

Tymczasem Milena to piękna, uzdolniona muzycznie dziewczyna, wywodząca się z szanowanej żydowskiej rodziny prawniczej, która jako więźniarka trafia do obozu w 1942 r. Jej rodzinę nie tylko uznano za zagrażającą zdrowemu społeczeństwu, ale i powiązaną z masonerią.
„Jest Żydówką, a więc kobietą pośledniejszego gatunku, obywatelem drugiej kategorii, morderczynią Chrystusa, wyjętą spod prawa...”. 
Ale czy to było powodem jej wątpliwości wobec szczerości uczuć, wyznanych jej przez młodego żołnierza? Nie wiem. Być może uczestniczył w tym też fakt, że stali po dwóch stronach barykady, w świecie, w którym jedno z nich jest katem a drugie ofiarą. Czy możliwa jest więc w takich warunkach miłość, szczera i oddana?

Tym bardziej, kiedy „Rasizm czyni ludzi ślepymi” - czemu trudno zaprzeczać.  Z czasem jednak okazało się, że Weimert ma w sobie tę odrobinę ludzkich uczuć i zdolny jest nawet do ich okazywania. To sprawiło, że żydówka i esesmana stali się sobie bliżsi. Ale jak wytłumaczyć fakt, że tak wielu z nich zabijało bez cienia goryczy, a wracając do domu i rodzin zamieniali się w czułych i dobrych ludzi? Czy nazistowski mundur nie parzył ich z czasem, jak i Franza, dla którego służba w Auschwitz stała się osobistym piekłem i udręką?

Z perspektywy jednak kilku dni po przeczytaniu powieści nabrałam do tego dystansu i głębokiego szacunku. W efekcie otrzymujemy bowiem do rąk, trochą jakby mozaikę opowieści o człowieku na przestrzeni politycznych i militarnych losów własnego kraju i świata. Autor  pokazuje na ich tle drogę bohatera, jego postawy i przemiany wobec zła i niesprawiedliwości, które rozgrywa się wokół niego. Co gorsza, po lekturze Czerni i purpury’ nie ma się wcale ochoty na kolejną książkę, a jeśli już to skrajnie odmienną. Takie książki zawsze bowiem wzbudzają emocje, wywołują przysłowiowego wilka z lasu, targają naszymi emocjami. To książki ważne, głębokie i bolesne jednocześnie.


Niezależnie jednak od indywidualnych wrażeń, które będzie nam dane przeżyć podczas lektury, muszę przyznać, że autor solidnie sfabularyzował kawałek prawdziwej historii. Rzetelnie podszedł do tematu, przedstawiając nie tylko pełną okrucieństw i dramatycznych scen obozową rzeczywistość, ale i odwzorował dzieje postaci na przestrzeni wielu lat, również tych sprzed wybuchu wojny.
Czuć w utworze szacunek dla bohaterów i prawdziwą pasję autora, który zmusza też niejako czytelnika do refleksji, do sięgnięcia nieco głębiej niż widoczna gołym okiem powierzchowność. POLECAM!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

Ocena 8/10 
Edyta Sztylc


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Ja o książce jeszcze nie słyszałam - wydaje się ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój mąż uwielbia takie książki, także już przekierowuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Emocje, które opisałaś zwiastują dobrą lekturę

    OdpowiedzUsuń