"Cztery pory śmierci" - Olga Warykowska

Każdemu z nas na pewno znany jest najpopularniejszy utwór wszechczasów – „Cztery Pory Roku” autorstwa Vivaldiego. Choć może go nie rozpoznamy, gdy zostanie on puszczony np. w radiu, to gdzieś, kiedyś słyszeliśmy o takim utworze muzycznym. Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. Lecz co by było, gdybyśmy zastąpili wyraz „roku” wyrazem „śmierć”? Taką właśnie parafrazę tytułu popełniła polska pisarka Olga Warykowska, a czytelnik dostał kryminał o tytule „Cztery pory śmierci”. Jak wypadł debiut autorki, czy było warto?

We Wrocławskiej Filharmonii ginie skrzypek. Może i jego śmierć nie byłaby sensacją, gdyby nie to, że doszło do niej podczas premierowego koncertu „Czterech Pór Roku” Antonio Vivaldiego. Główny solista nagle padł martwy na ziemię – dlaczego? Policyjne śledztwo prowadzone przez charyzmatycznego inspektora Ryszarda Ryszarda trwa bardzo krótko, a osadzona i niewinna osoba zostaje umieszczona w areszcie. Tylko jedna osoba przeczuwa, że prawdziwy zabójca ukrywa się na wolności, a policja po prostu popełniła błąd. Tym człowiekiem jest niepozorny, nieśmiały i otyły flecista o pięknym imieniu i nazwisku — Amadeusz Wagner, który myśli przede wszystkim za pomocą swojego żołądka. Sam wszczyna swoje śledztwo i o dziwo idzie mu ono bardzo dobrze! Bardzo szybko odnajduje trop prowadzący do rozwiązania zagadkowej śmierci skrzypka. Okazuje się, że tu każdy ma swoje za uszami, a muzyczny świat jest mroczny i pełen intryg.

"Wszyscy wydawali się rozkojarzeni. Każdy grał inaczej, jakby na coś czekając. Na oklaski? Musiał się skupić. Może inni odwalają fuszerkę, ale on nie zamierzał. 
Amadeusz zdążył zagrać kawałek allegro, kiedy usłyszał, że coś jest nie tak. Krzyżczak grał swoją solówkę, ale coraz bardziej zwalniał, aż w końcu przestał grać i popatrzył na zaskoczoną publiczność. Westchnął głęboko.
– Nienawidzę Vivaldiego.
I padł nieżywy na scenę."

Nie spodziewałam się, że ta malutka książka (tylko 194 strony, zdecydowanie za mało!) tak bardzo przypadnie mi do gustu. Już na samym początku bardzo do gustu przypadła mi kreacja głównego bohatera Amadeusza, jak i zawarty w książce świetny humor. Dlaczego tak bardzo polubiłam nieśmiałego flecistę? Ten niepozorny muzyk, cichy i skromny był przede wszystkim sobą! Otyłym mężczyzną, który pokochał muzykę, miał specyficzne (i humorystyczne) relacje z matką, a myślał przede wszystkim żołądkiem. W przypadku tego bohatera najlepiej pasuje powiedzenie „przez żołądek do serca”. A o swój żołądek Amadeusz to dba, oj dba. Właściwie to w każdym miejscu i o każdej porze myśli tylko o tym, kiedy i co będzie mógł zjeść. Przecież głód jest niedopuszczalny!

Okazuje się jednak, że ten wyśmiewany i traktowany z przymrużeniem oka przez środowisko muzyczne flecista ma jednak głowę na karku! Tylko on jeden zauważa, że osadzono w areszcie nie tą osobę, co trzeba. Morderca głównego skrzypka przebywa na wolności, tylko kim może być? Amadeusz odkrywa w sobie żyłkę detektywa i śledztwo idzie mu bardzo dobrze. W odróżnieniu od inspektora Ryszarda Ryszarda, który od razu, bez głębszej analizy typuje jedną osobę i uznaje ją za winną, Amadeusz skrupulatnie szuka poszlak, a jego dedukcja dowodzi, że doskonale odnalazłby się w policji.

„(…)Ja do inspektora Ryszarda Ryszarda.
- Kogo?
- Ryszarda Ryszarda – powtórzył i westchnął. Czyżby źle zapamiętał? 
- A, tak. Czy nie chodzi o inspektora Ryszarda Ryszarda?
Amadeusz postanowił kiwnąć głową. (…)
- Rozumiem. W takim razie prosto, w prawo i na lewo. Pamięta pan, do kogo idzie?
- Do inspektora Ryszarda Ryszarda.
- Nie, do inspektora Ryszarda Ryszarda. – Poprawił go. – Radzę się przy nim nie pomylić. Inspektor jest znany ze swoich szybkich pięści. – Zarechotał.”

Olga Warykowska stworzyła kryminał w klimacie kulinarno-muzyczny, który przyprawia czytelnika nie tylko o dreszcze, ale i o burczenie w brzuchu. „Cztery pory śmierci” może być swego rodzaju parodią tego, co dzieje się w środowisku muzycznym. Orkiestra w dniu popełnienia morderstwa daje premierowy koncert „Cztery Pory Roku” i są to utwory muzyczne, jak zauważa sam Amadeusz, do znudzenia już znane.

Podczas lektury nie nudziłam się ani przez chwilę, sposób prowadzenia fabuły sprawił, że dosłownie połknęłam książkę w niecałe dwie godziny. Intryga jest sprytnie uknuta i tylko jeden Amadeusz ma szansę, by ją rozwiązać. Zakończenie aż prosi się, by powstała kontynuacja losów tego flecisty. Czy tak jednak będzie?

Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu NovaeRes

dorotbook


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz